Misterium pochwały słońca
To był magiczny, kwietniowy wschód. Na skraju rzadkiej brzeziny, obsypanej rozwijającymi się zielonoróżowymi liśćmi, pięknie grały cietrzewie. W jasnych promieniach wiosennego słońca ich sylwetki tworzyły kolorowe kompozycje granatu, czerwieni i śnieżnej bieli. Każdy tokował w ściśle określonym miejscu i jeżeli drugi zbytnio się zbliżał, wywiązywała się walka. Zewsząd rozlegały się bulgoczące głosy kogutów, przerywane raz po raz syczącym okrzykiem - czuszykaniem.

