Leśnictwo i ochrona przyrody w jednym ręku
O priorytetach działań na terenach Lasów Państwowych i w parkach narodowych pod kątem wdrażania sieci Natura 2000 z Januszem Zaleskim, wiceministrem do spraw leśnictwa i równocześnie Głównym Konserwatorem Przyrody w Ministerstwie Środowiska, rozmawia Ewa Kwiecień.
– Problemy w ochronie przyrody, jakie się wciąż powtarzają, zapewne będą narastać, zwłaszcza jeśli chodzi o obszary, które znalazły się w sieci Natura 2000. Jakie w związku z tym działania planowane są w najbliższym czasie, aby ewentualnie powstające sporne kwestie minimalizować?
– Najważniejsze zadanie, stojące nie tylko przed konserwatorem przyrody, ale także ministrem środowiska, to doprowadzenie do coraz lepszego funkcjonowania ochrony przyrody w Polsce. Przede wszystkim chodzi tu o rozpoczęcie planowania, funkcjonowania i monitorowania, wszelkich działań na obszarach Natura 2000. To jest właśnie zadanie najtrudniejsze, bo dotyczy zwłaszcza styku ochrony przyrody i leśnictwa. Istotne jest, aby wszelkie kwestie pozostające na tym styku miały uregulowanie prawne. Ważne są tu i praktyczne działania, które sprawią, że ochrona obszarów naturowych będzie taka, jakiej domaga się Unia Europejska i jakiej wymaga nasze prawo. Jednocześnie wszelkie działania w środowisku przyrodniczym powinny spełniać zarówno wymagania gospodarki leśnej, jak i ochrony przyrody. To jest, oczywiście, w sferze ogólnych deklaracji. Na bieżąco jest jednak kilka bardzo ważnych problemów do rozwiązania.
– Czego one dotyczą?
– Na przykład rozwiązania wymaga kwestia wykonywania prac leśnych w okresie lęgowym ptaków. Z ustaw o ochronie przyrody i o ochronie środowiska można wydedukować, że takie prace są zabronione. Ponieważ jednak prawo jest tutaj do pewnego stopnia niespójne, powstał projekt nowelizacji zapisów, które wskazywałyby, że tam, gdzie nie ma umyślnego niszczenia miejsc lęgowych i nie ma zagrożenia dla populacji, po dokonaniu rozpoznania występowania ptaków chronionych można wykonać prace leśne.
– Szacuje się, że około 20 proc. lasów wejdzie w skład tworzonej na terytorium Polski sieci Natura 2000. Do tej pory wyznaczono 161 obszarów specjalnej ochrony ptaków oraz 408 obszarów siedlisk. Jak w tej sytuacji mają odnajdywać się leśnicy?
– Sposób gospodarowania na obszarach chronionych dla leśników i leśnictwa jest bardzo istotną kwestią. Znaleźliśmy się bowiem w sytuacji, mówię to jako leśnik, w której żaden z pięciuset dotychczas ustanowionych obszarów Natura 2000 nie ma planu zadań ochronnych ani planu ochrony. Wspomnę przy tym, że w przygotowaniu jest jeszcze prawie pięćset niewielkich obszarów naturowych, obejmujących w sumie około 3 proc. powierzchni kraju. Leśnicy w tej sytuacji przede wszystkim muszą kierować się zasadą przezorności. To oznacza, że mimo iż plan urządzenia lasu przewiduje takie czy inne zabiegi oraz że nie ma żadnych innych prawnych uwarunkowań, powinni w swych działaniach być mocno wstrzemięźliwi. Czy na przykład wykonywanie rutynowych zabiegów pielęgnacyjnych, trzebieży, rębni, chociaż są one zaplanowane, nie stoi w sprzeczności z ochroną siedlisk i gatunków znajdujących się na terenie danego nadleśnictwa? Nie można zasłaniać się tym, że dzisiaj jeszcze nie ma określonych planów zadań. Zawsze bowiem może być postawiony zarzut, że mimo tego braku obszary zgłoszone do Komisji Europejskiej, zgodnie z dyrektywami Ptasią i Siedliskową, już podlegają ochronie.
– Co zatem w tej sytuacji radzi pan leśnikom, którzy są przecież rozliczani z wykonania zadań określonych w planach urządzenia lasu?
– Jeszcze raz podkreślę to, o czym wspomniałem, czyli przestrzeganie zasady przezorności. Oczywiste jest, że nie można pogarszać stanu siedlisk, nie można ograniczać liczebności populacji gatunków chronionych. Ale nie można również, i to jest też bardzo ważne, wystawiać na szwank własnego dobrego imienia. W tym sensie zasada przezorności jest główną, którą powinni się kierować leśnicy do czasu ustalenia planu działań czy planu zadań ochronnych dla obszaru naturowego. Bardzo ważną kwestią, mającą związek z zasadą przezorności, są również relacje między regionalnymi dyrekcjami Lasów Państwowych a generalną i regionalnymi dyrekcjami ochrony środowiska. Odbyło się już spotkanie dyrektora generalnego ochrony środowiska z dyrektorami regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych i dyrektorem generalnym Lasów Państwowych. Teraz trwają prace nad ustaleniem zasad współpracy, a właściwie nad ustaleniem pewnej praktyki, która powinna obowiązywać we wzajemnych relacjach. Powiem tak: regionalne dyrekcje ochrony środowiska powinny, oczywiście, o to środowisko dbać i realizować działania związane z ochroną przyrody. Swe zadania powinny jednak wypełniać w sposób niezakłócający rozwoju infrastruktury, rozwoju społecznego, rozwoju kraju. GDOŚ i RDOŚ muszą godzić komponenty zrównoważonego rozwoju, czyli – mówiąc wprost – nie mogą blokować rozwoju kraju, jednocześnie dbając o ochronę przyrody. To jest, oczywiście, trudne i skomplikowane, zwłaszcza w polskich warunkach, ale nadrzędny interes państwa wymaga, żeby traktować równo wszystkie potrzeby: ochrony przyrody, rozwoju gospodarczego, wykorzystania środowiska, wykorzystania środków unijnych oraz potrzeby lokalnej społeczności.
– Proszę wyjaśnić kolejną ważną kwestię. Jeśli plany ochrony parku narodowego i rezerwatu przyrody nie podlegają ocenie oddziaływania na środowisko, to dlaczego plany urządzenia lasu miałyby być pod tym względem wyjątkiem?
– Wszystko wskazuje na to, że nie da się uniknąć poddawania planów urządzenia lasu ocenie oddziaływania na środowisko. Jesteśmy w trakcie uzgodnień, rozmów z Komisją Europejską co do sposobów tej oceny. W efekcie rozmów, mamy nadzieję, Lasy Państwowe będą miały możliwość działania na podstawie planów urządzeniowych, bo po poddaniu tej ocenie nie będą one już kwestionowane. Zatwierdzony pod kątem ochrony obszarów naturowych plan będzie zgodny z koncepcją ochrony. Wszystkie plany będą poddane najpierw ocenie uproszczonej, a potem określeniu, które z nich powinny być poddane ocenie szczegółowej, oczywiście tam, gdzie jest dużo obszarów naturowych.
– Do obowiązków Głównego Konserwatora Przyrody w Polsce należy sprawowanie nadzoru nad parkami narodowymi. Obejmując to stanowisko miał pan zapewne plany dotyczące funkcjonowania podległych komórek organizacyjnych, usprawniające działania w zakresie ochrony przyrody?
– Wspomnę o parkach narodowych, które są w kompetencjach Głównego Konserwatora Przyrody. Tu, moim zdaniem, wymagane są pewne działania zmierzające do poprawy skuteczności, efektywności czy racjonalizacji funkcjonowania tych jednostek. Parki narodowe to struktura, która w jakimś stopniu przypomina Lasy Państwowe, ale z początku lat 90. ubiegłego wieku. Nie przystąpiono tam w zasadzie do sprzedaży zbędnej substancji mieszkaniowej. Gospodarka finansowa parków narodowych też wymaga dokładniejszego przyjrzenia się, a właściwie skontrolowania. Wszystko po to, żeby mogły one lepiej realizować swoje zadania w dziedzinie ochrony przyrody. Na razie jest tak, że czasem więcej uwagi poświęca się w tych strukturach na przykład działalności gospodarstw pomocniczych czy działalności edukacyjnej oraz promocyjnej. Często zapomina się, że ustawowo na pierwszym miejscu powinna być ochrona przyrody i wartości przyrodniczo–kulturowych. To jest główna domena i cel działalności parków narodowych.
– Czy są jeszcze jakieś sprawy będące w gestii Głównego Konserwatora Przyrody, o których warto w tym miejscu wspomnieć?
– Jeszcze jedna istotna kwestia. Są to genetycznie modyfikowane organizmy, tak zwane GMO. Polski rząd chciałby, aby nasz kraj był wolny od GMO. Przepisy unijne pozwalają, co prawda, na uprawę niektórych odmian kukurydzy, ale ustawa o genetycznie zmodyfikowanych organizmach, która zapewne wkrótce trafi pod obrady Sejmu, będzie umożliwiała ministrowi środowiska wprowadzenie zakazu uprawy tego rodzaju roślin. Bylibyśmy wówczas jednym z kilku państw europejskich, bo taki kierunek obserwujemy, zakazujących u siebie uprawy genetycznie zmodyfikowanych organizmów. Myślę, że byłby to dobry krok w stronę zachowania polskiej różnorodności biologicznej.
– Akurat w czasie, kiedy rozmawiamy, w mediach podano informację o pojawieniu się w Polsce dużych kotów, grasujących między innymi w lasach. Jakie działania ze strony Ministerstwa Środowiska przewidywane są w tej sytuacji?
– Sądząc z materiałów, którymi dysponujemy, oraz relacji świadków: myśliwych i leśników, mamy tutaj do czynienia z pumą. Prawdopodobnie jedno czy więcej zwierząt (na razie nie wiadomo ile ich jest) przedostały się do nas zza południowej granicy. Z punktu widzenia bezpieczeństwa ludzi zwierzęta należałoby w jakiś sposób zneutralizować, na przykład uśpić czy odłowić. Jednak z praktycznego punktu widzenia jest to mało prawdopodobne. Mimo kilku obław nie udało się ani zobaczyć z bliska ani tym bardziej osaczyć drapieżnika. Jest możliwe, że w sytuacji zagrożenia życia ludzkiego, i taka jest także interpretacja prawna, zwierzę można zastrzelić. W sytuacji wyższej konieczności nikt przecież nie będzie myślał o strzelbie Palmera z ładunkiem usypiającym ani o odławianiu drapieżnika. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że decyzja o uśmierceniu zwierzęcia będzie niepopularna, zwłaszcza w kręgach ludzi zajmujących się ochroną zwierząt, to w wypadku niebezpieczeństwa zagrożenia życia ludzkiego trzeba będzie ją podjąć.
– Dziękuję za rozmowę.
Polecamy też artykuł „O ochronie przyrody w Łagowie – więcej pytań niż odpowiedzi”.

