Rynek drewna raz jeszcze
Na międzynarodowej konferencji „Rynek drewna w Polsce – w drodze ku stabilizacji”, zorganizowanej w Poznaniu 4-5 grudnia ub.r. przez DGLP, Instytut Technologii Drewna oraz Stowarzyszenie Inżynierów i Techników Leśnictwa i Drzewnictwa, raz jeszcze zastanawiano się, jakie warunki powinny spełnić Lasy Państwowe, jakie zaś przemysł drzewny, aby gospodarka sięgająca po drewno nie napotykała barier rozwoju.
[...] Formuła sprzedaży drewna przyjęta przez Lasy Państwowe nie ma odpowiednika w innych krajach. I to nie tylko dlatego, że mamy rynek jednego oferenta – Lasów Państwowych właśnie. Oferta około 30 mln m sześc. surowca drzewnego, pochodząca z jednego źródła, od jednego podmiotu gospodarczego, w warunkach krajów zachodnich byłaby szokiem. Podobnie, jak zaskakujące jest to, że tylko w Polsce można precyzyjnie określić cenę drewna czy zaplanować ilości surowca kierowanego na rynek. Ale też w założeniach tej formuły tkwią kluczowe rozwiązania, których gdzie indziej próżno by szukać, np. „społeczny” jej charakter, zasada, że dobrem, w tym wypadku drewnem, należy sprawiedliwie obdzielić wszystkich potrzebujących.
Mało tego, niektóre informacje ekonomiczne, objęte gdzie indziej głęboką tajemnicą handlową i skrzętnie ukrywane przez oferentów, w Polsce są najzupełniej jawne. To też swego rodzaju fenomen. Z danych zaprezentowanych przez zachodnich ekspertów na poznańskiej konferencji łatwo dało się natomiast wyczytać, że wbrew narzekaniom rodzimego przemysłu drzewnego na wysoki poziom cen surowca w Polsce i chętnemu odnoszeniu ich do cen na Zachodzie, którym to podobno zaczynają dorównywać, ceny drewna w Polsce wciąż pozostają daleko w tyle za europejskimi czy, jak chcą niektórzy – „rynkowymi”.
Właśnie w poszukiwaniu rynku niektórzy gotowi byliby przyjąć otwarty system licytacji, który miałby zastąpić obecny system negocjacyjny, bazujący na portalu, charakteryzujący się silnym interwencjonizmem. Przestrzegał przed tym Tadeusz Baryła, zastępca dyrektora ds. ekonomicznych RDLP w Łodzi, wykładając zebranym racje Lasów Państwowych. Wprowadzenie otwartego systemu licytacyjnego spowodowałoby, że w 2–3 lata zniknęłoby z rynku drzewnego od 40 do 70 proc. dziś obecnych na nim podmiotów.
Najpierw wyeliminowani zostaliby mikroprzedsiębiorcy, a potem małe i średnie firmy. Nastąpiłaby konsolidacja, a stopniowa monopolizacja rynków nabywców drewna zostałaby niechybnie poddana globalizacyjnej presji. – W równej mierze byłyby to procesy niepożądane dla krajowego przemysłu drzewnego, rynku pracy i długofalowych interesów Skarbu Państwa – stwierdził Tadeusz Baryła.
[...] Poznańska konferencja potwierdziła, że przy tak nagłaśnianych w mediach perturbacjach przemysłu drzewnego z zakupem odpowiedniej ilości surowca i budzących wielkie protesty wypadkach, gdy drewno trzeba odbierać gdzieś na drugim końcu Polski, komfort współpracy z jedynym dostawcą, posądzanym o niecne monopolistyczne ciągoty, zasługuje jednak na uwagę. Bo z pewnością takim komfortem dla nabywcy jest możliwość zawarcia z dostawcą umowy na cały rok, przewidującej, w gruncie rzeczy, stałe, niezmienne ceny na dostarczany surowiec.
Nie dyskutując już, czy ceny są nadmiernie wysokie, to zasada ta jest godna zauważenia. I jeśli już, jak to się zdarzyło w 2007 r., Lasy Państwowe podjęły – głośno krytykowaną przez przemysł drzewny – próbę renegocjowania cen (co mieści się w praktykach kupieckich), to przy okazji warto z poznańskiej konferencji przytoczyć głos prezesa Macieja Formanowicza z Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Producentów Mebli. Oto bowiem producenci płyt wiórowych potrafią podwyższać ceny swoich produktów nie raz, a kilkakrotnie w ciągu roku. – Na tej podstawie fabryki mebli, odbiorcy płyt, kalkulują potem swoje koszty i kształtują własne ceny – przypomniał prezes OIGPM. […]
Krzysztof Fronczak

