Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Głos Lasu” Archiwum 2008 Głos Lasu 09/2008 Jaka przyszłość?

Jaka przyszłość?

przez Katarzyna Bielawska Ostatnio zmodyfikowane 2008-10-03 09:09

O przyszłości Biura Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej mówiono niedawno na specjalnej konferencji zorganizowanej w gmachu Sejmu, w związku z przygotowywaną nowelizacją ustawy o lasach. Z dr. Januszem Dawidziukiem – dyrektorem BULiGL na temat różnych wariantów funkcjonowania tej instytucji w przyszłości rozmawia Ewa Kwiecień.

– Czy mógłby pan przedstawić, jakie są zamierzenia w tej sprawie?

– Zaczniemy od dokumentu „Polityka Leśna Państwa”, który obowiązuje od 1997 roku. Jeden z rozdziałów dotyczy potrzeby utworzenia systemu planistyczno-prognostycznego w leśnictwie. Jak dotąd spójnego systemu w Polsce nie było i nie ma. Wprawdzie artykuł 52 ustawy o lasach zobowiązuje Lasy Państwowe do przedstawiania corocznego raportu o stanie lasów wszystkich form własności – na potrzeby ministra, rządu i parlamentu – ale informacje te są niepełne; w ich przygotowywaniu przede wszystkim wykorzystuje się dane pochodzące z Lasów Państwowych, bo te z lasów innych form własności są mocno niekompletne. Najważniejszą częścią systemu planistycznoprognostycznego ma być bank danych o leśnictwie i lasach wszystkich form własności. 

Bank taki powinien mieć określoną strukturę zasilania, pochodzącą z planów urządzania lasu, inwentaryzacji wielkoobszarowej oraz z raportów i sprawozdań instytucji realizujących i nadzorujących leśnictwo. Musi przy tym powstać system administracji baz danych i ich raportowania na potrzeby ministra nadzorującego leśnictwo oraz instytucji zarządzających leśnictwem na niższych poziomach – starostów, wojewodów, czyli na potrzeby statystyki krajowej. Coraz pilniejsze staje się też raportowanie danych na potrzeby statystyki do Unii Europejskiej. Jeśli w ten sposób spojrzymy na potrzeby organizacyjne polskiego leśnictwa, to tworzenie wspomnianego systemu i lokalizacja banku danych powinna znajdować się nie gdzie indziej tylko w BULiGL. Zresztą historyczny, tworzony już od 50 lat bank danych, zlokalizowany jest właśnie w BULiGL. Poza tym biuro to jest najbardziej predysponowaną instytucją do stworzenia systemu planistyczno-prognostycznego. Dzisiaj jednak, na skutek różnych historycznych uwarunkowań, jesteśmy przedsiębiorstwem państwowym podległym ministrowi skarbu. Jednak to Minister środowiska zatwierdza plany urządzeniowe, które BULiGL w zdecydowanej większości przygotowuje.

– Jak zatem widzi pan ewentualną przyszłość biura?

– Z punktu widzenia własnej przyszłości mamy różne scenariusze zmian. Po pierwsze obrona status quo. Z pewnych względów byłoby to dla biura wygodne i leżało w interesie pracowników. Jak do tej pory funkcje dyrektora biura przez 23 lata, w trudnym okresie transformacji, pełniła ta sama osoba. Biuro w tym okresie zachowało dość stabilną sytuację ekonomiczną, dzięki temu, że status przedsiębiorstwa państwowego chronił BULiGL przed wszelką ingerencją w jego działalność. Ale status ten ukształtowany został na podstawie prawa o przedsiębiorstwie i samorządzie pracowniczym z 1981 roku. Są to stare ustawy, tworzone w innym systemie. Dzisiaj w działalności ustawodawczej państwa przyjmuje się, że będą to tak zwane ustawy zanikowe. Nie są nowelizowane, bo tak naprawdę zaczyna brakować dzisiaj podmiotów, których dotyczą. Moim zdaniem, prywatyzacja naszego przedsiębiorstwa nie leży ani w interesie załogi, ani polskiego leśnictwa. Mamy przy tym świadomość, że obrona status quo ma określony horyzont czasowy, nie będzie przecież trwała wiecznie. Tym bardziej, że w planach Ministerstwa Skarbu nasze przedsiębiorstwo utrzymuje dotychczasowy stan rzeczy tylko do 2011 roku. Po tym czasie mają być podejmowane decyzje, co do dalszego losu BULiGL. Doskonale zdajemy sobie sprawę z faktu, że powinniśmy sami zaproponować racjonalne rozwiązanie. Nie możemy przecież czekać, aż ktoś inny zrobi to za nas.

– Wspomniał pan, że prywatyzacja BULiGL nie leży ani w interesie załogi, ani leśnictwa. W związku z tym, czy dziś są już pomysły na jego dalsze funkcjonowanie?

– Wygodne byłoby dla nas przejście na przykład pod skrzydła Lasów Państwowych i funkcjonowanie jako zakład o zasięgu ogólnokrajowym, wykonujący dotychczasowe zadania – przede wszystkim plany urządzania lasu, inwentaryzację wielkoobszarową i administrowanie bankiem danych. Takie rozwiązanie, nie ukrywam, jest najbardziej pożądane przez pracowników. Przemawia za tym także i to, że dzisiaj znacznym problem jest dla nas ustawa o zamówieniach publicznych i nazwijmy to często „dzikorynkowy” sposób zdobywania prac. Istnieje jednak pewien mankament tego rozwiązania. Lasy Państwowe wówczas same robiłyby sobie plany, same je realizowały, a także same siebie oceniały, bo przecież na podstawie będącego wewnętrznym organizmem Lasów Państwowych banku danych przygotowywane byłyby raporty, różne analizy i prognozy. Dlatego na takie rozwiązanie zdecydowanie nie zgadza się obecne kierownictwo resortu.

– Zatem jaki scenariusz byłby najbardziej realny?

– Naszym zdaniem optymalne byłoby przekształcenie biura w podmiot państwowy, podległy ministrowi środowiska nadzorującemu leśnictwo. Biuro wykonywałoby zadania zlecane dzięki środkom celowym, np. na inwentaryzację wielkoobszarową lasów wszystkich form własności, jako podstawowego źródła informacji banku danych. Wchodziłoby przy tym w grę administrowanie tego banku i opracowywanie prognoz i analiz. Jednocześnie uważam, że powinniśmy sporządzać plany urządzenia lasu dla Lasów Państwowych, jako podstawowy instrumentu kształtowania kierunków gospodarki leśnej oraz stałego zasilania banku danych. Minister Środowiska zatwierdza te dokumenty, wiec powinien mieć instytucjonalny nadzór nad wykonawcą i gwarancje odpowiedniej jakości prac. Pozostałe prace: geodezyjne, ekspertyzy, prognozy, plany ochrony na obszarach Natura 2000, zadania ochrony i plany ochrony parków narodowych, rezerwatów przyrody, parków krajobrazowych realizowane byłyby na zasadach wolnorynkowych. Zresztą tak się dzieje dzisiaj.

– Jaka zatem powinna być formuła prawna tej nowej instytucji, podmiotu, przed którym ogromne wyzwania, w tym informatyczne – jak choćby przygotowanie banku danych?

– Rozpatrujemy dwa scenariusze. Pierwszy – czy powinna być to jednostka organizacyjna nieposiadająca osobowości prawnej, realizująca określone zadania państwowe oraz wolnorynkowe, podobnie jak Lasy Państwowe. W wypadku Lasów Państwowych taki system sprawdza się od 17 lat i można by go powielić. Drugie rozwiązanie to państwowy podmiot prawny, ale inny niż przedsiębiorstwo, bo te będą znikały z obszaru prawnego. Podmiot ten miałby być powołany na podstawie odrębnych decyzji, odrębnej ustawy, albo na podstawie określonego rozdziału ustawy o lasach. Taki państwowy podmiot prawny ma tę zaletę, że zachowuje osobowość prawną, większą samodzielność i operatywność w wolnorynkowej działalności i może zawierać umowy cywilno-prawne.

– Dlaczego rozpatruje się właśnie te dwa scenariusze?

– Gdybyśmy byli instytucją bez osobowości prawnej (tak jak Lasy Państwowe), to reprezentowalibyśmy Skarb Państwa i wówczas nie byłoby możliwości zawierania umów cywilno-prawnych. Na przykład, gdy będzie ogłaszany przetarg na wykonywanie planów ochrony obszarów Natura 2000, to, mimo iż byłoby to dla nas potencjalne pole do zarabiania pieniędzy, nie będziemy mogli brać udziału w przetargu otwartym, gdyż nie będzie możliwości zawarcia umów cywilno-prawnych. Musiałaby pojawić się wola zawarcia porozumienia – wówczas prawo zamówień publicznych nie obowiązywałaby (w porozumieniach między jednostkami Skarbu Państwa, co jest jakby pewną zaletą, ustawa ta nie obowiązuje). Pozostanie przy osobowości prawnej ułatwiłoby zatem obrót cywilno-prawny, tyle że większość podmiotów państwowych podlega ustawie o finansach publicznych. A to z kolei byłoby dla nas dużym skrępowaniem, ponieważ cały nasz plan wchodziłby do budżetu państwa i każda zmiana wymagałaby procedury weryfikacji, a każde przekroczenie planu podlegałoby dyscyplinie budżetowej. Gdyby udało nam się uniknąć zaliczenia do sektora finansów publicznych, to zdecydowanie stawialibyśmy na tego typu rozwiązanie, czyli państwowy podmiot prawny. W przeciwnym razie będziemy dążyć do państwowej jednostki organizacyjnej bez osobowości prawnej. Mamy przy tym świadomość, że zarówno w interesie leśnictwa, jak i naszego przedsiębiorstwa jest, co jeszcze raz podkreślę, zaproponowanie konkretnego rozwiązania. Dlatego propozycje z naszej strony zmiany zapisów do ustawy o lasach, dotyczące wspomnianych wariantów, zostały zgłoszone do zespołu, który pracuje nad nowelizacją tej ustawy. Mam nadzieję, że scenariusz przekształcenia BULiGL, zgodny z zapisami Polityki Leśnej Państwa i z interesem resortu, leśnictwa, a także załogi, będzie można zrealizować.Wiadomo, że załodze zależy przede wszystkim na perspektywie pracy.

– Pojawiły się przypuszczenia, że być może BULiGL dąży do przejęcia kontroli nad Lasami Państwowymi, jak pan się na to zapatruje?

– Obawy te są zupełnie bezpodstawne. Nie będziemy przecież ani inspektorami, ani nie będziemy ingerowali w zagadnienia ekonomiczne. Będziemy jedynie zbierali informacje o stanie zasobów i administrowali bank danych. Trochę na wzór urzędu statystycznego gromadzącego informacje, przechowującego je i przekazującego odpowiednim podmiotom na różne potrzeby. Ze względu na obiektywność oceny musimy być instytucją w pewnym stopniu niezależną, stojącą jakby z boku, najlepiej jeśli byłaby podporządkowana ministrowi odpowiedzialnemu za leśnictwo i środowisko.

– Zbieranie danych na temat zasobów leśnych odbywa się od dawna. Dane te były jednak niekompletne, ponieważ dotyczyły w zasadzie tylko Lasów Państwowych, od czasu natomiast inwentaryzacji wielkoobszarowej będzie zapewne inaczej. Może dowiemy się czegoś więcej na temat tej właśnie inwentaryzacji?

– Inwentaryzacja wielkoobszarowa jest przedsięwzięciem, które realizujemy od czterechlat. Przypomnę, że jest to zadanie dotyczące monitorowaniastanu zasobów leśnych. W innych krajach inwentaryzacje wielkoobszarową realizuje się już prawie od lat stu. W Polsce polega to na tym, że zakładane są powierzchnie próbne – zgrupowane w traktach rozmieszczonych w siatce kwadratów 4 km na 4 km – w lasach wszystkich form własności. Na powierzchniach tych dokonywane są dokładne pomiary, które później, według określonych metod statystycznych, podlegają generalizacji. Pomiary te rozłożone są w cyklu pięcioletnim. Obecnie kończy się czwarty rok tego cyklu, dysponujemy już wstępnymi wynikami, dość dokładnymi w przypadku dużych obszarowo jednostek. Jeżeli prace te będą cyklicznie kontynuowane, to będzie można na przykład określić rzeczywisty przyrost miąższości. A jest to bardzo ważna informacja przy ocenie stanu lasu oraz planowaniu wielkości pozyskania. Inwentaryzacja wielkoobszarowa byłaby zatem jednym z podstawowych źródeł zasilania banku danych, w tym na potrzeby statystyki i śledzenia dynamiki zmian zasobów przyrodniczych. Zauważę przy tym, że potencjał do wykonywania tego rodzaju prac ma w Polsce jedynie nasze biuro.

– Jak inwentaryzacja wielkoobszarowa ma się do inwentaryzacji przyrodniczoleśnej, niedawno zrealizowanej przez Lasy Państwowe pod kątem wymagań europejskiej sieci Natura 2000?

– Zacznijmy od tego, że sieć Natura 2000 stała się ostatnio problemem nie tylko przyrodniczym, ale także politycznym. W ubiegłym roku z inicjatywą inwentaryzacji na obszarach naturowych wystąpiono zarówno ze strony Ministerstwa Środowiska, jak i Lasów Państwowych. Wspomnę, że obszary te zostały ustanowione dziś na podstawie niepełnych danych. Nie było w tym jakby logicznego ciągu zdarzeń, bo przecież najpierw powinno się zinwentaryzować bogactwo przyrodnicze i dopiero na tej podstawie ustalać granice zasięgu obszarów sieci Natura 2000. Lasy Państwowe podjęły się tego zadania w swoich granicach, natomiast ze względu na skalę przedsięwzięcia, zaproponowano, aby poza Lasami Państwowymi inwentaryzację tę wykonało BULiGL. I zrobiliśmy to według ustalonych wytycznych oraz metodyki. Uważam, że pracę tę wykonaliśmy dobrze. Dzięki temu mamy przynajmniej pełniejsze rozeznanie o stanie przyrody właśnie na obszarach sieci Natura 2000. W tym roku również, na zlecenie Ministerstwa Środowiska, realizujemy inwentaryzację, nazwijmy to, pogłębioną, na siedemnastu obszarach ochrony ptaków. W dużej mierze w pracach tych korzystamy z usług specjalistów – ornitologów. Z kolei w wypadku obszarów siedliskowych dysponujemy doskonałą kadrą siedliskoznawców i możemy już mówić, że specjalizujemy się w tej dziedzinie.

Coraz większy obszar naszego działania to właśnie inwentaryzacja różnorodności przyrodniczej na obszarach Natura 2000. Myślę, że zarówno w interesie leśnictwa, jak i „zgody środowiskowej” leży, aby to BULiGL w coraz większym zakresie przygotowywało projekty zadań ochronnych oraz szczegółowe plany ochrony na obszarach objętych siecią Natura 2000. Dodam tylko, że na obszarach naturowych inwentaryzacja wielkoobszarowa także jest realizowana. Statystyczne metody pozwalają później z określonym prawdopodobieństwem przeliczyć, uogólnić oraz przedstawić wiarygodne dane, na podstawie których powinny być formułowane stosowne wnioski. Jeżeli bowiem dwadzieścia procent powierzchni lasów zajmują obszary Natury 2000, to dwadzieścia procent powierzchni próbnych powinno trafić właśnie na obszary naturowe, gdzie można pomierzyć określone cechy, a później je uogólnić na cały obszar. Na razie nie wypracowano jeszcze metody monitorowania sieci Natura 2000, mimo iż monitoring jej stanu powinien być wykonywany co kilka lat. Pomyślimy i nad tym, ale już wiadomo, że niektóre z metod inwentaryzacji wielkoobszarowej mogą być w wypadku sieci Natura 2000 wykorzystane do monitoringu stanu przyrody.

– Dziękuję za rozmowę.

Zobacz cały spis treści wrześniowego numeru „Głosu Lasu”