Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Głos Lasu” Archiwum 2007 Głos Lasu 05/2007

Głos Lasu 05/2007

przez Sniegocki Ostatnio zmodyfikowane 2007-05-22 12:54

W majowym numerze Głosu Lasu m. in. Inwentaryzacja przyrodnicza w Lasach Państwowych, W Jaszowcu o najważniejszych problemach hodowlanych, Szkodliwe owady w lasach, Polwood 2007, Leśnik mistrzem świata, Targi łowieckie JASPOWA.

GL 05/2007

W numerze:

  • Wyzwanie, jakiego jeszcze nie było (2);
  • Współpraca z przyrodnikami to podstawa!;
  • Aktywne metody ochrony przyrody w zrównoważonym leśnictwie;
  • W Jaszowcu o najważniejszych problemach hodowlanych;
  • Szkodliwe owady w lasach (2);
  • Obrona lasów przed ogniem;
  • O Rospudzie i ochronie przyrody bez emocji;
  • Dla Lasów Państwowych sukces, a dla drzewiarzy...
  • Polwood 2007;
  • W służbie Lasów Państwowych;
  • Szkoły leśne wracają pod skrzydła resortu;
  • Leśnik mistrzem świata;
  • „Zorientowani na las”;
  • Pokazy maszyn leśnych;
  • Targi łowieckie JASPOWA;
  • Warto przeczytać;
  • Leśnictwo i drzewnictwo w prasie zachodniej;
  • Wieści z leśnego świata;
  • Rady i porady;
  • Podatek płaci posiadacz nieruchomości;

Inwentaryzacja przyrodnicza w Lasach Państwowych. Wyzwanie, jakiego jeszcze nie było (2)

Są już pierwsze wyniki prowadzonej w Lasach Państwowych powszechnej inwentaryzacji przyrodniczej. Dotyczą one zarówno siedlisk jak i stanowisk zwierząt, których od wczesnej wiosny szukają w terenie leśnicy.

Inwentaryzacja stanowisk gatunków zwierząt, podobnie jak inwentaryzacja siedlisk, musi być, zgodnie z harmonogramem, wykonana w trwającym właśnie sezonie wegetacyjnym. Leśników wspierają w tym zadaniu specjaliści: biolodzy, ekolodzy, przedstawiciele organizacji pozarządowych oraz wojewódzcy konserwatorzy przyrody, choć bywa z tym różnie. Są oni skupieni w powołanym przez Lasy Państwowe centralnym organie opiniodawczo-doradczym ds. inwentaryzacji oraz w podobnych jednostkach na szczeblu regionalnym. Aby wszystko szło sprawnie już od dawna działają punkty konsultacyjne, a do dyspozycji zespołów inwentaryzacyjnych w nadleśnictwach jest, dostępny w intranecie, fotoprzewodnik z opisami i zdjęciami poszukiwanych siedlisk, roślin oraz zwierząt.

Wyniki inwentaryzacji muszą być prawdziwe i porównywalne. Żeby było to możliwe specjaliści przygotowali specjalne metodyki, które mają ułatwić leśnikom poszukiwania terenowe. Te dotyczące siedlisk trafiły do zespołów inwentaryzacyjnych na początku lutego (pisaliśmy na ten temat w „Głosie Lasu” nr 3/2007), natomiast pozostałe, dotyczące zwierząt, znalazły się w terenie dopiero w kwietniu.

Podstawą doboru ssaków, płazów, gadów i bezkręgowców objętych powszechnym liczeniem jest lista gatunków przedstawiona przez dr Ryszarda Kapuścińskiego - zastępcę dyrektora generalnego LP ds. gospodarki leśnej, w poradniku „Ochrona przyrody w lasach” (książkę tą prezentowaliśmy w zeszłorocznym, majowym numerze „GL”). W wypadku ptaków natomiast jest to autorska propozycja prof. Jana Szyszko, ministra środowiska. Obydwie listy gatunków zostały zaakceptowane, a w niektórych wypadkach nawet rozszerzone przez ekspertów z centralnego organu opiniodawczo-doradczego.

Czasu jest niewiele, dlatego metodyki, które trafiły do zespołów inwentaryzacyjnych oprócz opisów zwierząt zawierają, co ma ułatwić zadanie leśnikom, przede wszystkim praktyczne wskazówki. Autorzy starali się je maksymalnie uprościć, jednak nie zawsze było to możliwe, ponieważ sposób poszukiwania niektórych zwierząt wymaga wiele czasu i pracy. Przypomnijmy, że leśnicy oprócz siedlisk inwentaryzują 6 gatunków ptaków, kilkanaście gatunków owadów, stanowiska żółwia błotnego, wydry, bobry, kumaki i nietoperze.

Nie jest łatwo
Zgodnie z metodykami jedyną wiarygodną metodą inwentaryzacji cietrzewia jest obserwacja jego toków, które trwają kilka dni, a właściwie nocy. W wypadku żurawia konieczne są nasłuchy, a puchacza - stymulacja głosowa. Kumaki z kolei wymagają aż trzykrotnej kontroli godowisk, a przypomnijmy, że górska odmiana tego gatunku najchętniej odbywa gody w kałużach utworzonych w koleinach na drogach gruntowych. Do tego dochodzi szukanie śladów bytowania bobrów i wydr wzdłuż cieków wodnych, poszukiwanie i sprawdzanie zasiedlenia ptasich gniazd, czy sprawdzanie stanowisk żółwia błotnego. Biegacze, chrząszcze i motyle to osobne wyzwanie. A wszystko to równolegle z inwentaryzacją siedlisk i zwykłymi obowiązkami wynikającymi z pracy w nadleśnictwie.

Czy leśnicy dadzą radę? - Z metodyk przyjmujemy tylko te wskazania, które jesteśmy w stanie wykonać - uspokaja Jolanta Błasiak z Wydziału Ochrony Lasu DGLP. - Gdybyśmy chcieli wykonać wszystkie zalecenia, leśnicy musieliby odłożyć na bok pozostałe swoje obowiązki i zająć się tylko inwentaryzacją, a to jest po prostu niemożliwe. W terenie sprawdzamy przede wszystkim informacje, które wynikają z przeprowadzonej w pierwszym etapie kwerendy literaturowej. Poza tym przecież nie we wszystkich nadleśnictwach będzie 6 gatunków ptaków, żółw błotny, wydra, czy kumak. Najczęściej są tam pojedyncze gatunki i pojedyncze siedliska. Więcej prac związanych z inwentaryzacją będzie tylko w tzw. „nadleśnictwach naturowych”, czyli tych rzeczywiście bogatych i zróżnicowanych pod względem przyrodniczym - dodaje Jolanta Błasiak.

W wypadku ptaków objętych ochroną strefową zespoły inwentaryzacyjne będą jedynie sprawdzać, czy na przykład opisana wcześniej para gnieździ się na danym terenie także w tym roku. Natomiast obecność każdego nowego gniazda powinna zostać zweryfikowana przy udziale specjalistów. - To czy ornitolog zostanie poproszony o poszukanie gniazd, czy tylko o ich sprawdzenie w terenie, pozostawiamy w gestii nadleśnictw i regionalnych dyrekcji Lasów Państwowych - wyjaśnia Jolanta Błasiak. Nie będzie także osobnych poszukiwań poszczególnych gatunków zwierząt poza lasami. Jeśli czas pozwoli, to zostaną sprawdzone tylko te miejsca, które leżą w bezpośrednim sąsiedztwie terenów leśnych i co do których są wcześniejsze informacje o występowaniu tam inwentaryzowanych gatunków.

Metodyki nie zawsze na czas
Zgodnie z wcześniejszymi założeniami, wszystkie metodyki miały dotrzeć do zespołów inwentaryzacyjnych jeszcze zimą, tak by leśnicy spokojnie się z nimi zapoznali, a szkolenia mogły odbyć się jeszcze przed sezonem wegetacyjnym. Stało się jednak inaczej. Te metodyki, które dotyczą inwentaryzacji stanowisk fauny, znalazły się w nadleśnictwach dopiero pod koniec marca, a więc w trakcie trwających jeszcze szkoleń i już rozpoczętej pracy w terenie. W wypadku niektórych gatunków jest to stanowczo za późno. Na przykład wiosenne obserwacje bobrów powinny być rozpoczęte z początkiem marca i trwać do maja, a więc w tych nadleśnictwach, które czekały z wyjściem w teren na metodyki, część czasu została stracona. Jest to tym istotniejsze, że ze względu na termin zakończenia inwentaryzacji, nie będzie obserwacji jesiennych tego gatunku.

Podobnie jest w wypadku żółwia błotnego. I choć metodyki dotarły w teren na czas, jeszcze przed terminem obserwacji, to nie dotarła tam w ogóle zalecana broszura instruktażowa. Pracownicy DGLP mają już propozycję takiego przewodnika; minie jednak trochę czasu nim trafi on do zainteresowanych nadleśnictw. - Myślę, że w tej roli świetnie sprawdziłaby się książka „Ochrona żółwia błotnego, traszki grzebieniastej i kumaka nizinnego”, której współautorem jest jeden z pracowników Lasów Państwowych i którą bardzo wysoko oceniam pod względem merytorycznym - mówi Jolanta Błasiak. - Niestety dostaliśmy ją dopiero w kwietniu, stąd zaistniałe opóźnienie - dodaje. Dopóki przewodnik nie trafi do nadleśnictw, dopóty leśnikom pozostają konsultacje ze specjalistami oraz fotoprzewodnik w intranecie.

A jednak nowe!
Mimo sceptycyzmu niektórych przyrodników odnośnie zasadności przeprowadzania inwentaryzacji przez Lasy Państwowe, a także ogromu pracy, niedoskonałości organizacyjnych, spóźniających się metodyk i wielu innych czynników, których nie sposób tu wymienić, są już pierwsze wyniki i to takie, na których najbardziej zależy leśnikom. - W poznańskiej regionalnej dyrekcji LP stwierdzono na przykład zupełnie nowe gniazda kilku gatunków inwentaryzowanych ptaków - mówi Jolanta Błasiak. - Myślę, że w miarę upływu czasu takich informacji będzie więcej. To są konkretne dowody, że ta inwentaryzacja ma sens, a leśnicy radzą sobie z zadaniem, które zostało przed nimi postawione - dodaje. Na razie jednak pracownicy DGLP czekają przede wszystkim na pytania od zespołów inwentaryzacyjnych. Ich zdaniem jest to ciągle praca na żywym organizmie, dlatego wszelkie wątpliwości powinny być na bieżąco konsultowane. - Najbardziej boimy się „ciszy” z terenu. W tym wypadku brak sygnałów, to zły sygnał - przekonuje Jolanta Błasiak.

Katarzyna Bielawska

Współpraca z przyrodnikami to podstawa!

Zespoły inwentaryzacyjne są już od dawna w terenie. Szukają ptaków, bezkręgowców, niektórych gatunków ssaków oraz weryfikują wiedzę dotyczącą siedlisk przyrodniczych w Lasach Państwowych. Czy jest to wyzwanie, któremu sprostają leśnicy? A może jest inny, prostszy sposób inwentaryzacji zasobów przyrodniczych?

Na te i inne pytania odpowiada dr inż. Marek Keller z Katedry Zoologii Leśnej i Łowiectwa SGGW w Warszawie, autor metodyk dotyczących inwentaryzacji sześciu gatunków ptaków oraz członek, złożonego ze specjalistów: biologów i ekologów oraz przedstawicieli organizacji pozarządowych, centralnego i regionalnego organu opiniodawczo-doradczego ds. inwentaryzacji przyrodniczej w Lasach Państwowych.

Dr inż. Marek Keller z Katedry Zoologii Leśnej i Łowiectwa SGGW w Warszawie, autor metodyk dotyczących inwentaryzacji sześciu gatunków ptaków (fot. Katarzyna Bielawska)

- Szukanie puchacza stymulacją głosową, obserwacja toków cietrzewi czy wyszukiwanie gniazd żurawia na terenach bagiennych - przyzna Pan, że nie jest to łatwe zadanie nawet dla specjalistów. Tymczasem to tylko niektóre wskazania, które znalazły się w metodykach dotyczących inwentaryzacji bielika, żurawia, orlika krzykliwego, cietrzewia, puchacza i bociana czarnego. Czy leśnicy sobie z tym poradzą?

- Metodyki starałem się tak napisać, żeby zrozumiał je nawet laik. Pisałem o głosach, charakterystycznych śladach w terenie, gniazdach, wielkości areału poszczególnych gatunków. Jest tam dużo praktycznych porad, których brakuje w typowych przewodnikach. Mam jednak świadomość, że mimo to leśnikom będzie bardzo trudno zinwentaryzować wskazane gatunki ptaków. Znacznie łatwiej jest zweryfikować i uaktualnić wiedzę na temat siedlisk aniżeli zwierząt, które uciekają, chowają się, zmieniają nory czy przenoszą gniazda. Ptaki wymagają znajomości ich głosów i zachowań. Żeby temu sprostać potrzeba przede wszystkim czasu, olbrzymiej, wszechstronnej wiedzy przyrodniczej oraz zaangażowania. W moim odczuciu leśnicy nie mają ani potrzebnego na to czasu, ani dostatecznej wiedzy. Ptaki np. często zmieniają gniazda, przenosząc je nawet kilka kilometrów dalej. Szukanie nowego miejsca, żeby sprawdzić czy wcześniej zinwentaryzowana para dalej jest na terenie nadleśnictwa jest bardzo trudne i czasochłonne nawet dla specjalisty.

Nie wyobrażam sobie, żeby mieli to robić sami leśnicy. Czy zatem mają w tym uczestniczyć osoby zaproszone do współpracy? Moim zdaniem takie wspólne wyjście w teren i wskazanie gniazda przez ornitologa ma sens tylko wówczas, jeśli będzie to wstęp do monitorowania przez leśników wskazanych gatunków. W innym wypadku nie uważam tego za słuszne.

- Dlaczego, Pana zdaniem, zostały wybrane akurat te gatunki ptaków?

- Lista gatunków ptaków podlegających inwentaryzacji została zaproponowana przez ministra środowiska. Ich występowanie na terenie nadleśnictwa ma świadczyć o poziomie bioróżnorodności na danym terenie. Generalnie nie jest to zła koncepcja, aczkolwiek jak zwykle, diabeł tkwi w szczegółach. Niestety, nie jest to najlepsza metoda, jeśli chodzi o dalszą inwentaryzację i ewentualny monitoring.

Gatunkami wskaźnikowymi nie powinny być ptaki wędrowne - ze względu na bardzo oddalone od siebie miejsca lęgowisk i zimowisk oraz oczywiście przeloty, w czasie których bardzo dużo ich ginie. Z sześciu gatunków inwentaryzowanych przez Lasy Państwowe, aż trzy wędrują. Są to bocian czarny, orlik i żuraw. Już chociażby z tego względu nie będą one dobrymi bioindykatorami. Inwentaryzacji podlegają też orzeł bielik, puchacz i cietrzew. W wypadku bielika, jego populacja - po wycofaniu DDT w latach siedemdziesiątych ub. wieku oraz wzięciu go pod ścisłą ochronę i utworzeniu stref ochronnych - zdecydowanie rośnie. Myślę, że tendencja ta utrzyma się jeszcze jakiś czas, po czym liczba przedstawicieli tego gatunku ustali się na określonym poziomie. Widzimy także, że ptak ten gnieździ się w coraz młodszych drzewostanach i coraz bliżej człowieka. Co zatem będziemy sprawdzać inwentaryzując bielika? Moim zdaniem tylko jego zdolności adaptacyjne do nowych warunków oraz stan bazy żerowej, która jest ściśle związana z gospodarką rybacką, a nie leśną. Komitet Ochrony Orłów od wielu lat bielika monitoruje. Mało tego, chce żeby ten monitoring przejęli leśnicy. Dwa lata temu powstało nawet hasło „Polscy leśnicy - polskim orłom”.

Następny gatunek to cietrzew. W ostatnim ćwierćwieczu jego liczebność drastycznie spadła z około 40 tys. do około 1 tys. ptaków. Główną przyczyną takiego stanu jest wzrost liczebności drapieżników, szczególnie lisa. Zatem populacja cietrzewi nie jest bezpośrednio związana ze sposobem gospodarowania w lesie. Zdecydowanie najlepszym wśród tych sześciu gatunków wskaźnikowych jest puchacz. Ten wszechstronny, osiadły drapieżnik jest przede wszystkim związany z ciekawymi przyrodniczo terenami. Nie jest natomiast miernikiem powszechnym, ponieważ występuje głównie w parkach narodowych i nadleśnictwach najcenniejszych z przyrodniczego punktu widzenia. Dodam, że wszystkie 6 gatunków ptaków, które podlegają obecnej inwentaryzacji monitoruje wspomniany Komitet Ochrony Orłów, który posiada wyczerpującą oraz sprawdzoną wiedzę na ten temat.

Młode puchacze w gnieździe naziemnym (fot. Tadeusz Mizera)

- A na jakie gatunki ptaków Pan by wskazał?

- Moim zdaniem, najlepszym wskaźnikiem preferowanego obecnie sposobu gospodarowania w lesie jest dzięcioł czarny. To duży, znany i głośny ptak, a przede wszystkim łatwo wykrywalny, który żeruje na martwym drewnie. Jest to gatunek, który leśnicy łatwo znajdą, rozpoznają i zinwentaryzują. Mało tego, byłby on - ze względu na powszechność występowania - wskaźnikiem dość pospolitym.

- Rozumiem, że jest to propozycja na przyszłość...

- Zdecydowanie tak. W obecnej inwentaryzacji sprawy zaszły już na tyle daleko, że nie można się z tego przedsięwzięcia ani wycofywać, ani tym bardziej modyfikować go na tym etapie. Nie można także zakładać sztywnych algorytmów na następne lata. Myślę, że dopiero po tegorocznych doświadczeniach będzie można więcej powiedzieć o następnych działaniach, które mam nadzieję nastąpią. Według mnie podstawową sprawą jest monitoring tego, co leśnicy biorący udział w tym przedsięwzięciu zinwentaryzują. Bez takiej kontynuacji akcja ta po prostu nie miałaby sensu.

- Wróćmy na chwilę do genezy inwentaryzacji w Lasach. Wielu przyrodników odnosi się do niej bardzo sceptycznie. Z czego, Pana zdaniem, to wynika?

- Myślę, że przynajmniej po części przyczyną tego sceptycyzmu jest historia inwentaryzacji. Przez wielu przyrodników jest ona odbierana jako weryfikacja materiałów zgromadzonych przez organizacje pozarządowe. Dotyczy to zwłaszcza tzw. Shadow List, która choć na początku wzbudziła tyle kontrowersji, w końcu, przynajmniej - jeśli chodzi o obszary wyznaczone z Dyrektywy Ptasiej - uzyskała akceptację rządu. Pod koniec 2006 r. ponad siedemdziesiąt takich obszarów zostało oficjalnie zgłoszonych do Brukseli - było to możliwe właśnie dzięki wiedzy zgromadzonej przez organizacje pozarządowe. Jeśli więc traktować inwentaryzację w Lasach Państwowych jako proces, który ma służyć zakwestionowaniu tej wiedzy, a co za tym idzie zakwestionowaniu dotychczasowych propozycji „naturowych”, to ja się z tym nie zgadzam, podobnie jak nie zgodzi się z tym wielu przyrodników.

Nie wyobrażam sobie, żeby dane zebrane przez leśników, nawet z pomocą armii ludzi, którzy zostali zaproszeni do współpracy i do której ja także należę, były lepsze, aniżeli dorobek przyrodników. Wiedza ta kształtowała się nie w ciągu jednorazowej akcji, tylko przez dziesięciolecia badań przyrodniczych: florystycznych, fitosocjologicznych czy faunistycznych. Nie uważam żebyśmy teraz, dzięki inwentaryzacji leśnej, odkryli jakieś nowe, cenne obszary, o których wcześniej nie wiedzieliśmy. Pod tym względem, uważam, że ta inwentaryzacja niewiele zmieni. Natomiast na pewno może i powinna uaktualnić, czy uściślić stan wiedzy na dzisiaj i w tym przede wszystkim upatruję jej walorów.

- Dobry gospodarz wie, co ma na swoim terenie, trudno się zatem dziwić leśnikom Lasów Państwowych, że taką wiedzę także chcą posiadać. Można ją jednak zdobyć na wiele sposobów. Która z metod jest, według Pana, w tym wypadku najlepsza?

- W moim odczuciu powszechna inwentaryzacja w Lasach Państwowych nie jest najlepszym lekarstwem na brak wiedzy dotyczącej zasobów przyrodniczych. Znacznie lepsza byłaby dobra, codzienna współpraca z organizacjami pozarządowymi. Wprawdzie jest wiele przykładów współdziałania, generalnie jednak takich kontaktów i wzajemnego zaufania obu stronom bardzo brakuje.

- Dziękuję za rozmowę.

Katarzyna Bielawska

 


Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych uznaje propozycję Pana Marka Kellera dotyczącą rozszerzenia doboru inwentaryzowanych gatunków o dzięcioła czarnego i zostanie on uwzględniony w następnych działaniach (które oczywiście nastąpią). W projektach jest także monitoring zinwentaryzowanych w tym roku składników, ale na szczegóły jeszcze za wcześnie.

Lasy Państwowe starają się o dobrą współpracę także z organizacjami pozarządowymi (wznowione Forum Leśne, zaproszenie do współpracy przy inwentaryzacji), ale jak sam partner powiedział, brak zaufania jest trudny do ograniczenia po obu stronach. A najlepiej, gdyby nie było dwóch stron, tylko wspólna praca dla dobra przyrody - czyli wszystko przed nami...