Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Głos Lasu” Archiwum 2007 Głos Lasu 02/2007

Głos Lasu 02/2007

przez Sniegocki Ostatnio zmodyfikowane 2007-02-09 12:55

W numerze m.in. Portal zdał egzamin, Bakulowirusy-przyszłość ochrony lasu?, Skórkorze i ich świerkowe skórki, Powstało Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych

GL 02/2007

W numerze:

  • Portal zdał egzamin
  • W chwilę po starcie
  • Nowe, stare Trzebciny
  • Bakulowirusy - przyszłość ochrony lasu?
  • Czerwona plamistość igieł sosny
  • Likwidacja przetreminowanych środków ochrony roślin
  • Skórkorze i ich świerkowe skórki
  • Polsko-kirgiskie kontakty
  • Z cenzusem w życie
  • Powstało Centrum Koordynacji Projektów Środowiskowych
  • Radomskie lasy częścią projektu EVOLTREE
  • Unijne wsparcie właścicieli lasów prywatnych
  • Potrzeba wspólnych działań
  • Mobbing jako patologia zarządzania kadrami
  • Warto przeczytać
  • Rady i porady
  • Leśnictwo i drzewnictwo w prasie zachodniej
  • Wieści z leśnego świata
  • Klsyfikacja gruntów dla celów podatkowych
  • Pożegnania - Tadeusz Marszałek
  • Na kłopoty z drogami i nie tylko

Portal zdał egzamin

Z Konradem Tomaszewskim - głównym analitykiem Lasów Państwowych, o funkcjonowaniu portalu leśno-drzewnego rozmawia Krzysztof Fronczak.

- Z opinii przedstawicieli przemysłu drzewnego prezentowanych w mediach można by wnosić, że o ile sam portal leśno-drzewny jawi się jako system przejrzysty, to przyjęte kryteria i wagi ocen ofert i oferentów już takie nie są. Co pan na to?

- Moim zdaniem nie są to oceny uzasadnione. Niezależnie od tego, jak bardzo jest skomplikowane samo „wnętrze” portalu - algorytmy i kody źródłowe - to „na zewnątrz”, a przecież ta strona interesuje użytkownika, jest on bardzo komunikatywny, wręcz intuicyjny w użytkowaniu. Być może zastrzeżenia biorą się stąd, że poszczególne procedury, kryteria i wagi ocen odpowiadają nie wszystkim na równi. Ale przecież głos w tej sprawie zawsze może zabrać Komisja Leśno-Drzewna. I już zabierała. Jej przewodniczący zwrócił się do nas z prośbą o sporządzenie swego rodzaju przewodnika, który krok po kroku, w prosty sposób opisałby mechanizm rozpatrywania ofert zakupu. Spełniliśmy to życzenie, taki dokument został zamieszczony na stronie internetowej portalu i w każdej chwili można do niego sięgnąć.

- Skąd zatem obiekcje przedstawicieli przemysłu?

- Posłużę się przykładem. Jedna z firm weszła do portalu posługując się nieaktualnym adresem, zapamiętanym z czasu użytkowania testowej wersji portalu. Tam też złożyła ofertę. Potem złożyła dodatkową ofertę na zakup surowca, tyle, że już we właściwym miejscu. Tę drugą, uzupełniającą, system przyjął w całości, ale na niej musiało się skończyć, bo pierwsza, zasadnicza trafiła przecież w próżnię. Jakież było rozczarowanie, kiedy zamiast spodziewanych 14 tys. m sześc. surowca firma ta dostała potwierdzenie zakupu na ledwie 400 m sześc. Bardzo rzetelnie pod względem formalnym przygotowane przedsięwzięcie wzięło w łeb za sprawą zwykłego niedopatrzenia. 11 stycznia przedstawiciele kierownictwa LP spotkali się z zarządem tej firmy, by wspólnie znaleźć wyjście z opresji.
Wracając do kwestii transparentności: nie wszystkie informacje da się ujawniać w ramach programowej przejrzystości systemu. Dla przykładu - nabywcy nie sposób poinformować, jaką wartość punktową ma jego oferta w relacji do innych, bo przecież aż do chwili zamknięcia procedur nie wiadomo, jakie oferty złożą w portalu jego konkurenci.
Znamy zastrzeżenia nabywców drewna odnoszące się do kryteriów i wag. Być może skłoni to do powrotu do koncepcji pierwotnie rozpatrywanej w pracach nad projektem zarządzenia nr 52/2006 dyrektora generalnego LP w sprawie ustalenia sposobu prowadzenia sprzedaży drewna (tzw. Wewnętrzny Leśny Kodeks Handlowy). Rozważano wówczas możliwość przyznania wyższej wagi punktowej takiej właściwości nabywcy, jak liczba stwarzanych przez niego miejsc pracy czy wielkość kreowanej przezeń wartości dodanej lokowanej na polskim rynku. Nie zapominajmy jednak, że oba te elementy otwierają drogę do konfrontacji z Unią Europejską w sprawie uprawiania protekcjonizmu.


- Czy komunikat z trzeciego posiedzenia Komisji Leśno-Drzewnej, które odbyło się 15 grudnia ub.r. nie otwiera owej drogi? Mówi on m.in. o „wstrzymaniu publikacji wyników internetowych dla około 30 firm zagranicznych lub ich przedstawicielstw w Polsce oraz wytypowaniu firm, które zrejestrowały się w ostatnim okresie rokowań, złożyły ofertę zakupu drewna, przy czym nie posiadały historii zakupu a wykazały dość znaczne moce przerobowe”. To utrącenie oferty owej trzydziestki.

- Bardzo wnikliwie rozpatrywaliśmy tę delikatną kwestię. Skoro jednak, mimo formalnych deklaracji otwartości, firmy polskie napotykają bariery zakupu drewna na rynkach krajów unijnych (rynek niemiecki byłby tu dobrym przykładem), to na miejscu wydaje się zasada symetrii. Rozmawialiśmy o tym z partnerami zagranicznymi, przedstawiając obecne realia polskiego rynku drewna. I spotkaliśmy się ze zrozumieniem. Dzięki temu pierwotne 1,5 mln m sześc. surowca, jakie znalazło się w zamówieniach z tego kierunku, udało się sprowadzić do około 300 tys. m sześc.
Problem ma zresztą szerszy wymiar. Spośród ponad 7 tys. firm drzewnych, które zarejestrowały się w portalu, 700 nie było nam bliżej znanych, choć deklarowały posiadanie potencjału przerobowego, a więc nie mogłyby powstać z dnia na dzień. Można sądzić, że część z nich od dawna działała na rynku, choć być może w podwykonawstwie. Zapewne część wstawiły na rynek ich wcześniejsi chlebodawcy, przewidując dotkliwe redukcje ofert. To stary numer: liczne formalnie samodzielne podmioty są w stanie zgromadzić pospołu znacznie większą pulę dobra występującego w niedoborze, niż występując pod postacią podmiotu zintegrowanego. Nie można zatem wykluczyć, że jakaś część popytu, a potem redukcji, mogła mieć charakter pozorny.
Z drugiej strony nie można przejść do porządku dziennego nad faktem, że drzemiącą w krajowym przemyśle drzewnym łączną moc przerobową szacuje się na około 60 mln m sześc. drewna rocznie. Taki potencjał może on uruchomić, np. wprowadzając pracę zmianową, włączając maszyny i urządzenia stojące w rezerwie. Jest swego rodzaju zagadką - po co utrzymuje się aż tak dużą moc przerobową, jakie przemawiają za tym przesłanki techniczne i ekonomiczne?

Zarejestrowane w portalu firmy złożyły ponad 50 tys. ofert zakupu drewna poszczególnych grup handlowych, opiewających łącznie na 34 mln m sześc.; tymczasem oferta LP podlegająca w portalu leśnym trybowi rokowań internetowych to 25 mln m sześc. - mówi Konrad Tomaszewski

- Wiele firm przemysłu drzewnego nie dostało tyle drewna, ile chciało, inne narzekają na ruch cen w górę. Jeszcze inne oburzają się, że w III fazie naboru drewna bezduszny system przydzielał im surowiec dostępny niekiedy na drugim końcu Polski. Dlaczego tak się stało?

- Bo generalnie drewna na rynku jest w kraju za mało. Zarejestrowane w portalu firmy złożyły ponad 50 tys. ofert zakupu drewna poszczególnych grup handlowych, opiewających łącznie na 34 mln m sześc. Tymczasem oferta LP podlegająca w portalu leśnym trybowi rokowań internetowych to 25 mln m sześc.
Należałby jednak zacząć od tego, że system nowych zasad sprzedaży drewna został posadowiony na zastanym rynku drzewnym (bo też czy mógłby być posadowiony na innym?), przez długie lata kształtowanym wedle reguł dziś już niekoniecznie przystających do potrzeb. Są więc zastane centra podaży i popytu, jest rozproszony układ, w którym spotkamy grupy nabywców tradycyjnie ciążące ku wybranym regionalnym dyrekcjom LP, nabywców związanych z konkretnym nadleśnictwem, czy grupą nadleśnictw. W skrajnych wypadkach, z czym postanowiliśmy walczyć, doszły do głosu nawet zjawiska patologiczne, o czym, niestety, świadczyły postępowania wszczęte przez Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wobec niektórych jednostek Lasów Państwowych.
W konsekwencji owych zaszłości mamy miejsca na mapie, gdzie ukształtowały się relatywnie niskie ceny drewna i takie, gdzie są one wyższe.
Nowy system sprzedaży ma jednak uniwersalny charakter i zasięg krajowy, co w naturalny sposób musi prowadzić do dekompozycji tego układu. Mając to na uwadze, zwróciliśmy się do nabywców drewna z sugestią, by, o ile mogą, starali się zachować dotychczasową „geografię” prowadzonego biznesu, kierowali swoje zainteresowanie przede wszystkim ku wybieranym w przeszłości dostawcom. Chodziło o to, aby rynek ewoluował ku nowej formule stopniowo i temperatura zmian była umiarkowana. Wielu odbiorców przyjęło nasze sugestie. Tam jednak, gdzie w grę wchodzi pieniądz, apele nie wzruszają. Nic więc dziwnego, że część nabywców przerzuciła się na obszary, gdzie zwietrzyła korzystniejsze dla siebie warunki cenowe, wchodząc w paradę zasiedziałym konkurentom. A spiętrzenie ofert może oznaczać tylko jedno - wyższe ceny i redukcje popytu. Na obszarach opuszczonych przez „emigrantów” powstała zgoła odwrotna sytuacja. System informatyczny, mając - zgodnie z algorytmem - wpisane dążenie do porządkowania owej mapy lokalnych nierównowag, zadziałał prawidłowo, wynajdując lokalizacje poza bazą dotychczasowego zaopatrzenia.

- I co z tym fantem?

- Dążymy do rozwiązania problemu stwarzając odbiorcom możliwość wzajemnej wymiany mas drewna (termin przedłużyliśmy do 31 stycznia), pozostawiając zarazem furtkę w postaci możliwości zrezygnowania z przyznanej niedogodnej puli „zamiejscowej”. Ponadto w portalu leśno-drzewnym planowana jest uzupełniająca aplikacja służąca koordynacji wymiany poszczególnych grup handlowych pomiędzy nabywcami, która powinna już uwzględniać czynnik dopuszczalnej, rozsądnej odległości zlokalizowanej oferty od nabywcy. Z drugiej strony, nie rwałbym szat - wypadki rezygnacji z drewna z powodu nadmiernego oddalenia miejsca oferty od nabywcy doprawdy należą do rzadkości.
To prawda, że nabywcy nie kryją niezadowolenia. Ale prawdą jest też, że około 70 proc. protestów znajduje wytłumaczenie w niedostatecznej wartości oferty. Jedni nie docenili wagi ceny, inni wywołali falę jej wzrostu na obszarach, gdzie wcześniej utrzymywała się na stosunkowo niskim poziomie.

- Widełki cen ustaliła Komisja Leśno-Drzewna…

- I spełniła swoje zadanie, dopuszczając podniesienie cenowej poprzeczki o maksimum 8 proc. Gdyby w tej chwili, przy obecnej nierównowadze podaży i popytu, całkowicie uwolnić ceny drewna, to wzrosłyby one od 15 do 20 proc.
Z drugiej strony, to trochę na własne życzenie KL-D mamy takie, a nie inne wyniki III fazy rokowań internetowych i konieczność przeprowadzenia programu naprawczego, tzw. IV etapu. Komisja przyjęła bowiem bardzo liberalne kryteria przyznawania przyrzeczenia surowcowego, co zdecydowanie stępiło ostrze mechanizmu poszukiwania wolnego drewna przez system. Przypomnę, Lasy Państwowe wystawiły 25 mln m sześc. drewna do sprzedaży w trybie rokowań internetowych. Tymczasem przyrzeczenia objęły 23 mln m sześc., a to de facto oznacza dotkliwą deprecjację tego mechanizmu.

- Co jeszcze Lasy Państwowe zrobiły dla minimalizacji skutków redukcji ofert?

- Między innymi zweryfikowaliśmy pulę drewna incydentalnego (przeznaczonego w założeniu dla nabywców pojawiających się na rynku w sposób niezaplanowany), przerzucając ją do IV, naprawczego, etapu rokowań internetowych, którego celem jest przede wszystkim uzupełnienie naboru drewna dla firm o najwyższym wartościowaniu ofert, które - często z przyczyn od siebie niezależnych - odnotowały największy niedobór drewna w stosunku do zakupów zwyczajowych. To niełatwe zadanie. Kontrahenci, którzy sukcesem zakończyli rokowania, oferując wysokie ceny, od razu przestrzegli, że odbierają to jako wyłom w przyjętych zasadach. Bo niby dlaczego, ci którzy wcześniej złożyli słabe oferty mieliby otrzymać szczególne warunki? To niesprawiedliwe - twierdzi się nie bez racji. Mając to na względzie firmy skierowane do IV etapu poddaje się grupowaniu według wartości ich ofert. Po drugie, będą musiały pogodzić się z faktem, że w nadleśnictwie spotka je cena, która w rokowaniach przyjęta została jako dopuszczalna cena maksymalna.
Drewno incydentalne to około 300 tys. m sześc. Kolejne 300 tys. m sześc. pochodzi z puli zwolnionej z eksportu. Około 100 tys. m sześc. można zdjąć z detalicznego rynku drewna (nie ma powodu do obaw, ten rynek obejmuje przecież kilka milionów metrów sześciennych, a więc nie będzie to znaczące jego uszczuplenie). Część masy dostarczą pule nie podjęte przez nabywców w ramach III fazy rokowań. Myślimy też o sięgnięciu do zasobów, jakie po klęsce śniegołomów w listopadzie ub.r. pojawiły się w RDLP w Olsztynie, a wreszcie o zasileniu IV fazy rokowań drewnem z nękanego plagą zamierania świerka Beskidu Śląskiego w katowickiej RDLP. Wreszcie spodziewamy się, że nie wszyscy kontrahenci zdecydują się odesłać nam wysłane do nich umowy handlowe (wyznaczyliśmy termin na koniec stycznia), a to oznaczało, że nabywca rezygnuje z przyznanego mu drewna i będzie je można skierować do rokowań w IV etapie rokowań. Taki model, w drodze wyjątku, aby debiut portalu leśno-drzewnego nie przeszedł do historii jako czas zaciskania pasa w przemyśle drzewnym, obowiązuje wyłącznie w bieżącym roku. W przyszłym roku zamknięcie III fazy rokowań internetowych tożsame będzie ze skierowaniem wszelkich nadwyżek do obrotu w aplikacji e-drewno.

- Dziękuję za rozmowę.

W chwilę po starcie

O pierwszych doświadczeniach związanych z funkcjonowaniem nowych zasad sprzedaży drewna ze Sławomirem Wenclem, przewodniczącym Komisji Leśno-Drzewnej rozmawia Krzysztof Fronczak.

- Jakie refleksje, z punktu widzenia przewodniczącego Komisji Leśno-Drzewnej, nasuwają się po pierwszych tygodniach funkcjonowania portalu leśno-drzewnego w ramach nowych zasad sprzedaży drewna?

- Pierwsza, że portal sprawdził się jako system informatyczny i nie stwarzał większych problemów technicznych, jak to wcześniej przepowiadali sceptycy. Druga generalna uwaga: system wprawdzie się sprawdził, ale, czego można było się spodziewać, zabrakło na rynku towaru będącego przedmiotem transakcji w ramach portalu. Podaż drewna nie dorównała oczekiwaniom nabywców, co wywołało zrozumiałe niezadowolenie tych, którzy odeszli z kwitkiem. Wreszcie trzecie generalne spostrzeżenie: zdecydowanie trafnie wybrano moment przeprowadzenia skomplikowanej operacji wdrożenia nowych zasad sprzedaży drewna - czas koniunktury na ten surowiec. Można dyskutować czy nowe zasady są idealne, a pewnie nie są i zawsze można coś udoskonalić. Ale zabrano się za ich urzeczywistnianie, kiedy mechanizm rynkowy pracuje na wysokich obrotach, generując wyraźne sygnały pozwalające wyciągać jednoznaczne wnioski na najbliższą i dalszą przyszłość. U źródeł nowych zasad sprzedaży drewna legło przekonanie, że wcześniejszy model miał zbyt wiele ciemnych stron, nie stwarzał równych szans wszystkim nabywcom drewna, nie był transparentny. Ten model nie ma już wielu wad poprzedniego, jest przejrzysty, ale potencjalni odbiorcy drewna gremialnie oczekiwali, że pozwoli on sprawiedliwie obdzielić wszystkich potrzebujących. Było to z gruntu naiwne rozumowanie, bo jeśli podaż jest ograniczona (a tak jest w wypadku możliwej do pozyskania masy drewna), to popytu nie sposób zaspokoić nie odwołując się do hamulców w postaci ceny i redukcji ofert. I takie zjawisko musiało mieć miejsce.

- A jak, w pana ocenie, wypada sama funkcjonalność portalu?

- Ogólnie wypada nieźle, chociaż nie brak w nim wyraźnie słabszych miejsc. Odwołam się do jednego tylko przykładu: wręcz po macoszemu potraktowano obrót drewnem okleinowym. Można by sądzić, że autorzy portalu kompletnie nie czuli specyfiki tego zagadnienia. W moim przekonaniu, portal generalnie cechuje wyraźne dążenie do centralizacji procesu sprzedaży-kupna drewna. W tej chwili jest zbyt wcześnie by jednoznacznie przesądzić czy to dobrze, czy źle. Zaryzykowałbym tezę, że taka sztywna struktura, z natury rzeczy, zbytnio kusi do nadmiernego manipulowania, na przykład w imię niezbędnych co jakiś czas modyfikacji. Nie wiem też, jak sprawdzi się w czasie dekoniunktury na drewno.

- Na łamach mediów odbiorcy drewna narzekają na zbyt skomplikowaną formułę zasad sprzedaży. Jak to zatem jest z ową transparentnością?

- Mówimy od dwóch różnych sprawach. Bez wątpienia sam portal jest przejrzysty dla wszystkich uczestników gry kupna-sprzedaży. Wszyscy uprawnieni do udziału w niej (zalogowani w systemie) na niedyskryminujących zasadach mają dostęp do tego samego zasobu informacji. Natomiast można się zgodzić, i takie sygnały do mnie docierają, że formuła, kryteria i wagi bywały w szczegółach trudne do zrozumienia, zwłaszcza dla osób niemających fachowego przygotowania. Zarządzenia, decyzje, uchwały i załączniki zazwyczaj nie są łatwą lekturą. Toteż na Lasach Państwowych spoczęło zadanie przeprowadzenia akcji informacyjno-wyjaśniającej istotę i szczegóły nowych zasad sprzedaży drewna. Powiem wprost: wielu leśników, tak ze szczebla nadleśnictwa, dyrekcji regionalnych i dyrekcji generalnej wywiązało się z tego edukacyjnego zadania znakomicie, ale byli i tacy, którzy wyraźnie nie wzięli tego sobie do serca.

- Dlaczego?

- Podejrzewam, że złożyły się na to dwie przyczyny. Być może nie wszyscy leśnicy byli do końca przekonani do zasadności wprowadzania nowej formuły. A trudno oczekiwać od wątpiących, podchodzących do rzeczy, jak do przysłowiowego jeża, że z zapałem będą zaszczepiać pozytywne nastawienie u innych, wyjaśnią wątpliwości, pomogą, pokierują, gdzie trzeba. Drugiej przyczyny upatrywałbym znacznie głębiej. Nie da się ukryć, że nowe zasady sprzedaży odbierają istotną część kompetencji bezpośrednim dysponentom drewna - zwłaszcza nadleśniczym. Dotąd to oni decydowali o kierunkach sprzedaży tego surowca, teraz dysponentem staje się system, choć nie jest też prawdą, jak to przeczytałem w jednej z gazet, że teraz to „komputer sprzedaje drewno”. Komputer i całe informatyczne oprzyrządowanie jest przecież tyle warte, ile wpisana tam myśl i zadania. Sam przez wiele lat byłem leśnikiem, toteż niezręcznie mi o tym mówić, ale trudno chować głowę w piasek i udawać, że problemu nie ma, że wszyscy w Lasach Państwowych zgodnie przyklasnęli nowym zasadom sprzedaży drewna. Ponadto ograniczenie kompetencji część braci leśnej uznała za jednoznaczne ze zdjęciem odpowiedzialności za powodzenie przedsięwzięcia.

- Nie uważa pan, że także Komisja Leśno-Drzewna, obok zadań o charakterze organizatorskim, powinna edukować, wyjaśniać, tłumaczyć?

- Oczywiście. Powiedziałbym nawet, że jest to jednym z głównych jej zadań. Sam fakt, że skupia ona i reprezentuje w równej mierze obie strony: dostawców i odbiorców drewna, sprawia, iż jest to naturalne forum wymiany informacji, formuła wzajemnej edukacji, a przez to zrozumienia.

- Bez wątpienia sam portal jest przejrzysty dla wszystkich uczestników gry kupna-sprzedaży; natomiast można się zgodzić, że formuła, kryteria i wagi bywały w szczegółach trudne do zrozumienia, zwłaszcza dla osób bez fachowego przygotowania - mówi Sławomir Wencel

- Wróćmy na chwilę do „komputera sprzedającego drewno”. Czy to nie on sprawił, że dla niektórych nabywców znalazło się drewno gdzieś na drugim końcu Polski?

- To prawda, że niektóre zaakceptowane w portalu leśno-drzewnym masy surowca przyznane w III fazie rokowań znalazły się niekiedy w mało dogodnych dla odbiorców lokalizacjach. Rozwiązaniem tego problemu miałaby być możliwość zamiany tych mas bezpośrednio między odbiorcami na zasadzie indywidualnych uzgodnień. Nabywcy nie zainteresowanemu taką zamianą stworzono też możliwość odstąpienia od zakupu całości lub części potwierdzonej już oferty bez ponoszenia zwykłych w takim wypadku konsekwencji. Celowo użyłem trybu „miałaby być możliwość”. Osobiście uważam, że bardzo trudno będzie w pełni zaspokoić oczekiwania obu stron owej operacji zamiennej. A to będzie, że drewno wprawdzie jest to, ale lokalizacja nie taka, a to odwrotnie, a to wielkość i jakość oferty po obu stronach nierównoważna itd. Czy rozwiąże ten problem stworzona w portalu leśno-drzewnym dodatkowa aplikacja, służąca koordynacji wymiany poszczególnych grup handlowych surowca pomiędzy nabywcami? Za wcześnie na oceny.

- Rozważano tę kwestię na trzecim posiedzeniu komisji 15 grudnia ub.r. w Orzechowie Morskim. Tam też ustalono, że w obecnej sytuacji rynkowej niezbędne okazuje się przeprowadzenie uzupełniającej fazy rokowań internetowych i jak głosi komunikat z posiedzenia, zdecydowano się „wstrzymać publikację wyników internetowych wobec około 30 firm zagranicznych lub ich przedstawicielstw w Polsce oraz wytypowanych firm, które zarejestrowały się w ostatnim okresie rokowań, złożyły ofertę zakupu drewna, przy czym nie posiadały historii zakupu, a wykazały dość znaczne moce przerobowe”. Co to oznacza?

- Że wobec niedostatecznej podaży drewna na rynek zdecydowaliśmy się przejściowo zahamować dostęp do surowca dla grupy firm wymienionej w cytowanym komunikacie, a dzięki temu lepiej zaspokoić potrzeby grupy odbiorców wcześniej związanych z Lasami Państwowymi wielokrotnymi kontraktami handlowymi.
Dotykamy w tym miejscu bardzo wrażliwego punktu. W dobie boomu na drewno pojawiła się na rynku znacząca grupa firm dodatkowo nakręcających popytową sprężynę. Osobiście znam liczne niewielkie firmy, które po zakupie stosunkowo prostych maszyn z zapałem zabrały się za produkcję np. drewnianych więźb dachowych. Problem w tym, że właściciele tych firm w swojej naiwności założyli, że skoro jest interes do zrobienia, zbyt na wyrób, to i surowiec do produkcji pewnie się znajdzie. Mało tego, podobny sposób myślenia zaczął przyświecać również znacznie większym podmiotom gospodarczym, choćby tym wymienionym w komunikacie, które „tu i teraz” zechciały robić interes na przetwórstwie drewna. Nowi gracze na rynku oczekują sprzedaży surowca, ale przecież spełnienie tych oczekiwań w sytuacji, gdy jest jego niedobór, ogranicza szanse zaspokojenia potrzeb starych odbiorców. Owszem, można obdzielać wszystkich po równo. Pytanie: jak przyjęłyby tę propozycję poważne firmy, które w przeszłości zainwestowały w rozwój wielkie pieniądze, stworzyły liczne miejsca pracy, wnoszą do budżetów lokalnych i budżetu państwa znaczące podatki, a teraz nie mają warunków spożytkowania potencjału produkcyjnego?

- Uruchomiona w zeszłym roku firma Kowalskiego też daje zatrudnienie - jemu, jego rodzinie, jego sąsiadom, coś przecież znaczy na lokalnym rynku pracy, płaci podatki itd.

- Komu dać zatem więcej i czyim kosztem? Komisja Leśno-Drzewna z pewnością nie rozwiąże tego dylematu. To zagadnienie wymagające rozstrzygnięć w postaci jednoznacznych zapisów w polityce gospodarczej państwa. Myślę, że sytuacja dojrzała do tego, aby rząd pilnie zajął się tym zagadnieniem, opracował scenariusz rozwoju rynku drewna w Polsce i wyznaczył ścieżki jego realizacji.

- Początkowo komisja miała liczyć 34 członków. Skończyło się na prawie setce. Czy aż taka liczebność nie odbija się na jej operatywności?

- Z pewnością rodzi to problemy. Począwszy od logistycznych. Zwołanie takiego gremium, znalezienie odpowiedniego lokum na obrady, miejsca zakwaterowania przyjezdnych itd. nie jest łatwe. Okazuje się też, że formuła pięciu wyspecjalizowanych klubów nie zawsze zapobiega wewnątrzbranżowym napięciom. Myślę jednak, że obecny kształt komisji nie jest docelowy i będzie ona ewoluowała bardziej w kierunku operacyjnego ciała eksperckiego niż sejmiku leśno-drzewnego.

- Dziękuję za rozmowę.