Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Głos Lasu” Archiwum 2007 Głos Lasu 01/2007

Głos Lasu 01/2007

przez Sniegocki Ostatnio zmodyfikowane 2007-01-15 13:35

W numerze m. in. W trosce o beskidzkie świerczyny, Rekultywacja poligonów i mała retencja, Aktywna forma ochrony zwierzyny, W Nairobi nie tylko o klimacie, Niepłochliwe głuszce

GL 01/2007

W numerze:

  • W trosce o beskidzkie świerczyny
  • Barbarówka jodłóweczka
  • Rekultywacja poligonów i mała retencja
  • „Szyjemy na miarę”
  • Leśne biopaliwa
  • Aktywna forma ochrony przyrody
  • W Nairobi nie tylko o klimacie
  • Osiągnięcia nagrodzone
  • Drewno-las-woda-klimat
  • W sąsiedztwie zagłębia miedziowego
  • Spotkanie choinkowe leśników i drzewiarzy
  • Edukacja leśna - co robić, by była skuteczna?
  • Moda na Dobieszyn
  • „Czysty las”
  • „Wizje natury”
  • Niepłochliwe głuszce
  • Jak wychodować młodego eksperta
  • Warto przeczytać
  • Rady i porady
  • Pomoc w potrzebie
  • Leśnictwo i drzewnictwo w prasie zachodniej
  • Wieści z leśnego świata
  • Ochrona praw autorskich

 

W trosce o beskidzkie świerczyny

Można by rzec, że znakiem firmowym beskidzkich lasów są słynne świerki istebniańskie. W obliczu ich monumentalnego piękna wielu wytrawnych znawców przedmiotu zdejmowało czapki. Najsławniejszy z istebniańskich kolosów, świerk Andersona, przeszedł do historii - nie oparł się ubiegłorocznej kwietniowej wichurze. Czy to swoiste memento dla beskidzkich lasów?

Geneza zamierania beskidzkich świerków jest już dość dobrze rozpoznana a zagadnieniu temu poświęcono w przeszłości wiele uwagi (publikacje również na tych łamach, m.in. artykuł Ewy Kwiecień „Zagrożony byt beskidzkich świerków” w nr. 11 z ub.r.). Co jednak dalej? Zastanawiano się nad tym problemem podczas konferencji „Zagrożenia trwałości lasów w Beskidach, czynniki sprawcze i działania zapobiegawcze”, która odbyła się w Ustroniu-Jaszowcu 23-24 listopada 2006 r. - Obecnie świerk ma 72,4-procentowy udział w lasach Beskidu Zachodniego, licząc według kryterium masowego. Według kryterium powierzchniowego - 61,6 proc. To tutaj za jego sprawą mamy będące drzewostany o zasobności 1-1,5 tys. m sześc./ha, to tutaj las dawał największą rentę gruntową. Ale też znajdziemy tu liczne dowody podjętych już naszych czasach starań, o uchronienie beskidzkich lasów, w drodze gatunkowej przebudowy, przed nadciągającą klęską - mówił dr inż. Kazimierz Szabla, dyrektor RDLP w Katowicach.
Dojrzałe, dorodne świerczyny są przedmiotem dumy (średni wiek drzewostanów świerkowych na terenie nadleśnictw: Andrychów, Bielsko, Jeleśnia, Ustroń, Sucha, Węgierska Górka i Wisła jest wysoki, wynosi 68 lat - od 63 lat w Andrychowie do 78 w Ujsołach). Toteż przebudowa gatunkowa odbierana była i wciąż jest, jako zamach na przyrodę. Przez lata podkreślano pozaprodukcyjne funkcje tego lasu, każące go oszczędzać i w obecnym stanie zachować dla potomnych. 12,7 mln m sześc. drewna w drzewostanach powyżej IV klasy wieku w pięciu beskidzkich nadleśnictwach: Ujsoły, Wisła, Węgierska Górka, Ustroń, Bielsko zwykło się uważać za swego rodzaju depozyt, którego nie powinno się uszczuplać. Problem w tym, że piękne beskidzkie świerki zamierają... - Zdajemy sobie sprawę, że te świerczyny niosą wspaniałą produkcyjność. Ale przecież była ona nienaturalna, sprokurowana przez człowieka. Z drugiej strony stajemy w obliczu groźby wymknięcia się sytuacji spod kontroli. Naszym zadaniem jest spowolnienie procesu ich zamierania - powstrzymać go się nie da. A to spowolnienie jest nam potrzebne po to, aby zdążyć z gatunkową przebudową - konstatował Kazimierz Szabla.

Przygnębiająca statystyka
Dynamikę zjawiska ilustruje statystyka masy drewna świerkowego usuniętego w beskidzkich nadleśnictwach w ramach cięć sanitarnych w latach 1987-2006 (do porównań każdorazowo przyjęto okres sprawozdawczy od października do września następnego roku) na tle zachodzących w przyrodzie wydarzeń. W 1999 r. pierwszy raz przekroczony został pułap 300 tys. m sześc. drewna świerkowego usuniętego w cięciach sanitarnych (do 1995 r. nie zdarzało się, by było to więcej niż 200 tys. m sześc.). Zima 2002/2003 przyniosła wyjątkowo niekorzystne dla świerka zjawiska: opady śniegu na zamarznięte już podłoże, potem szybkie wiosenne ustąpienie pokrywy śnieżnej, a w konsekwencji dotkliwa susza mrozowa na przedwiośniu. Lata 2003-2004 to z kolei upały i susze w okresie wegetacyjnym. Nie bez powodu zatem w 2004 r. masa drewna świerkowego pozyskanego w cięciach sanitarnych wzrosła do prawie 400 tys. m sześc. (w tym 91 proc. stanowił posusz). W listopadzie 2004 r. wichury ściągnęły tu klęskę wiatrołomów (wywrócone zostało 341,3 tys. m sześc. drewna). W 2005 r. pozyskano już 575 tys. m sześc. (posusz stanowił tylko 40 proc., co można tłumaczyć zachowaniem kornika, który chętniej zasiedlał wywroty niż osłabione wprawdzie, ale wciąż stojące drzewa). Z kolei lipiec 2006 r. przyniósł katastrofalną suszę i upały. Warto pamiętać, że korony świerków mogą zatrzymać do 60 proc. opadu, jeśli nie przekracza on 10 mm na dobę - innymi słowy nawet skąpe deszcze nie zawsze w pełni sięgają gleby.
Ubiegłoroczna susza była detonatorem dramatycznego rozwoju wydarzeń - na koniec września pozyskanie świerka w cięciach sanitarnych wyniosło 632 tys. m sześc., w tym 82 proc. posuszu. I jeszcze jedno - od 1987 r. masa posuszu, wywrotów i złomów świerkowych pozostających do usunięcia w omawianych nadleśnictwach na koniec września każdego roku utrzymywała się na poziomie 10-15 tys. m sześc. W 2006 r. to już 118 tys. m sześc.

Konieczność przebudowy
Beskidzkie nadleśnictwa wszystkie siły koncentrują na sprawnej wyróbce, zrywce i spedycji wydzielonego posuszu. Do końca września ub.r. uporały się z masą 555,6 tys. m sześc. posuszu (w 81 proc. zasiedlonego przez szkodniki podkorowe). 195 trocinkarzy wyznaczyło 322 tys. drzew trocinowych. Miarą trudu może być to, że 182 tys. m sześc. drewna (41 proc. masy wyrobionych drzew zasiedlonych) okorowano ręcznie! We współpracy z beskidzkimi leśnikami naukowcy opracowali instrukcję kwalifikowania drzewostanów do przebudowy i określili stopnie jej pilności oraz powierzchnie drzewostanów świerkowych w poszczególnych stopniach pilności, a także powierzchnie odnowień naturalnych i sztucznych z uwzględnieniem regionalizacji nasiennej.
W wyniku niekorzystnych zmian w glebach i ekstremalnych czynników klimatycznych obniża się żywotność świerka i owocuje on słabo. Rzutuje to na liczebność odnowień naturalnych. Nie ma ponadto dostatecznej bazy drzewostanów nasiennych. Na obszarach zagrożenia trwałości lasu w wysokich partiach Beskidu Śląskiego odnowienia naturalne świerka i towarzyszących mu gatunków występują wprawdzie dość często, ale nie nadążają za postępującym rozpadem drzewostanów i nie gwarantują utrzymania ciągłości rozwoju lasu. Niestety, zasady regionalizacji nasiennej, zwłaszcza w tzw. ujęciu pionowym, nie zawsze były przestrzegane. Zastrzeżenia budziła również jakość sadzonek oraz sposób obchodzenia się z nimi przez ZUL-e w trakcie prac prowadzonych na tych powierzchniach. - Wzorem dla przebudowy niestabilnych świerczyn beskidzkich powinien być karpacki las o charakterze pierwotnym, najlepiej urzeczywistniający postulat zachowania trwałości lasu wielofunkcyjnego. Lasy te, dzięki strukturze zbliżonej do naturalnej, zmniejszają ryzyko gospodarcze, zapewniają ciągły efekt ochronny i są mniej podatne na szkody od emisji przemysłowych. Do tych cech można się zbliżać przez poprawę żywotności drzew i stabilności drzewostanów, zmianę lub regulację składu gatunkowego - stosownie do zróżnicowania elementów siedlisk górskich, właściwe pochodzenie drzew, stosowanie luźniejszych więźb, grupowych i kępowych form zmieszania. Ponadto różnicowanie budowy, właściwe zabiegi odnowieniowe i pielęgnacyjne, a w miarę potrzeby melioracyjno-nawożeniowe - podsumował wyniki badań z lat 2000-2006 dr inż. Józef Barszcz z Katedry Ekologii Lasu Wydziału Leśnego AR w Krakowie.

Podstawowe kryteria
Prof. Janusz Sabor z Katedry Nasiennictwa, Szkółkarstwa i Selekcji Drzew Leśnych Wydziału Leśnego AR w Krakowie, przewodniczący Rady Naukowo-Społecznej LKP „Lasy Beskidu Śląskiego” przypomniał, że w latach 2003-2005 przyjęto podstawowe kryteria przebudowy beskidzkich drzewostanów, m.in. ograniczenie przebudowy tych, których wartość genetyczna została udokumentowana w testach potomstwa (archiwach i proweniencyjnych uprawach porównawczych), zaś selekcyjny dobór leśnego materiału rozmnożeniowego (LMR) dowiódł w testach potomstwa dobrej proweniencji gatunków lasotwórczych (świerk, jodła, buk) i domieszkowych (jawor, jesion, wiąz, lipa i inne). Ważna rola przypada stacji terenowej Karpackiego Banku Genów w Wyrchczadeczce w Nadleśnictwie Wisła (RDLP Katowice), gdzie gromadzi się zapasy i depozyty nasion, a także prowadzi ochronę in vivo przez zakładanie archiwów potomstwa drzewostanów o wysokiej wartość genetyczno-hodowlanej. Dotyczy to głównie populacji cząstkowych świerka, sprawdzonych w licznych doświadczeniach proweniencyjnych, a także jodły i buka populacji drzewostanów zachowawczych oraz lokalnych populacji gatunków domieszkowych.
Testowanie potomstwa w hodowli służącego przebudowie materiału rozmnożeniowego stanowi podstawę doboru właściwych pochodzeń, a także określenia zakresu ich wykorzystania, w zgodzie z obowiązującymi zasadami regionalizacji nasiennej. Wartość genetyczną zarówno populacji podlegających przebudowie (świerczyny) jak też LMR gatunków wprowadzanych (jodła, buk, domieszki) należy określać na podstawie istniejących doświadczeń proweniencyjnych lub też oceniać na podstawie założonych już (jodła), bądź sukcesywnie zakładanych (świerk, buk) upraw testowych w nadleśnictwach objętych programem przebudowy Beskidów. Świerczyn o ustalonej wartości genetycznej nawet o 100-procentowym udziale tego gatunku nie można przebudowywać, z wyjątkiem wykonania zabiegów ochronnych oraz hodowlanych przewidzianych zasadami zagospodarowania drzewostanów nasiennych.
- W rekonstrukcji świerka powinno się uwzględniać sprawdzone w testach potomstwa populacje istebniańskie - dowodził prof. Janusz Sabor. Profesor przypomniał, że badania świerczyn istebniańskich wykazują odmienność struktury genetycznej dwóch grup. Jedną z nich tworzą oddziały 54, 55, 120, 121 i 122 (leśnictwa Czarne i Zapowiedź) a drugą 89 i 149 (Malinka i Bukowiec). Natomiast w doborze genetycznym jodły należy wykorzystać walory pochodzeń środkowo-karpackich z Beskidu Sądeckiego, Beskidu Niskiego i Gorców oraz populację elitarną z Powroźnika, stanowiącą standard krajowy. Przebudowa powinna uwzględniać zachowanie i ochronę gatunków rzadkich, a także możliwie pełne wykorzystanie lokalnej bazy nasiennej buka (buczyny bielskie) i gatunków domieszkowych najlepszych beskidzkich populacji (jesionu, jaworu i wiązu). Oddzielne problemy to zmiany chemizmu gleb górskich oraz wpływ grzybowych, opieńkowych chorób infekcyjnych.
Wdrażając „Program dla Beskidów” dokonano m.in. przeglądu świerczyn starszych klas wieku na obszarze ponad 50 tys. ha, kwalifikując poszczególne drzewostany do przebudowy gatunkowej o różnym poziomie pilności. Konieczność przebudowy stwierdzono na 22,7 tys. ha świerczyn, co oznacza wzrost o około 3,8 tys. ha wobec zadań przyjętych w 2003 r. Na 6 tys. ha (26 proc. powierzchni wydzieleń objętych przebudową) przebudowa miała miejsce w latach wcześniejszych. Łącznie do przebudowy gatunkowej pozostawało (stan na początek 2005 r.) 16,7 tys. ha, z czego ponad 4,1 tys. ha o 1. stopniu pilności, 5,1 tys. ha – o 2. stopniu pilności i 7,5 tys. ha – o 3. stopniu pilności. Od czerwca 2003 r. do września 2006 r. przebudowano 2350 ha najbardziej zagrożonych drzewostanów. Wśród nadleśnictw beskidzkich jedynie w Andrychowie i Suchej sytuacja zdrowotno-sanitarna nie pogorszyła się w znaczący sposób.

- Naszym zadaniem jest spowolnienie procesu zamierania świerczyn, powstrzymać go się nie da - mówi dr Kazimierz Szabla

Trzy warianty
Na tym tle RDLP w Katowicach zarysowuje w tym roku trzy warianty rozwoju wypadków. Wariant pierwszy przewiduje w sześciu nadleśnictwach objętych klęską kornika pozyskanie i sprzedaż drewna na poziomie wynikającym z planu, tj. 690 tys. m sześc. Taką ilość są w stanie zagospodarować na bieżąco dotychczasowi nabywcy drewna w tym regionie. Wariant drugi zakłada pozyskanie i sprzedaż około 900 tys. m sześc. drewna. To wielkość zbliżona do ubiegłorocznej. Trzeba się już spodziewać, że nabywcy drewna z regionu nie poradzą sobie z bieżącym zagospodarowaniem takiej masy surowca. Ponadplanowy surowiec z pozyskania klęskowego przekazany zostanie do szybkiej sprzedaży internetowej w aplikacji e-drewno (w ramach nowych zasad sprzedaży). Nie powinno być problemów transportowych z wywiezieniem drewna poza obszar klęskowy. Można się za to spodziewać niedostatku środków technicznych i rąk do pracy przy pozyskaniu, zrywce i korowaniu. Przed zespołem antykryzysowym (tworzą go nadleśniczowie dotkniętych klęską nadleśnictw, dyrektorzy i naczelnicy RDLP) staje więc niełatwe zadanie, m.in. przygotowanie się do kulminacji problemów w okresie lipiec-sierpień 2007 r., gdy pozyskanie osiągnie około 120 tys. m sześc. miesięcznie.
Nie wyklucza się też wariantu trzeciego - pozyskania i sprzedaży około 1,5 mln m sześc. drewna. Wtedy do wcześniej wymienionych kwestii dojdzie niedostatek środków transportu kołowego u odbiorców surowca i niewystarczająca zdolność spedycyjna składnic LP. Można też spodziewać się przeciążenia dróg taborem wywożącym drewno, zwłaszcza w okresie kulminacji pozyskania latem (ok. 200 tys. m sześc. w miesiącu), a więc w pełni sezonu turystycznego. W takiej sytuacji katowicka dyrekcja LP zmuszona będzie do działań nadzwyczajnych, np. wycofania z wykonywania rutynowych zadań służb leśnych z innych nadleśnictw i skierowania tych służb w rejon klęski, wykorzystania obcych bocznic kolejowych oraz środków transportu drogowego, poszukiwania nowych, dużych (w tym zagranicznych) odbiorców drewna poklęskowego, czy sprowadzenia z zagranicy pracowników do prac przy pozyskaniu surowca. - Leśnicy muszą przyjąć z pokorą zjawisko zamierania świerczyn. Tu w Beskidach możemy mieć wątpliwości, czy pozostawienie dużych bloków świerkowych drzewostanów przeszłorębnych było słuszne - to w retrospekcji. A patrząc w przyszłość pojawia się problem, w jakiej mierze wykorzystywać odnowienia naturalne, skoro nie ma pewności, co do genotypu tych świerczyn - zastanawiał się Andrzej Matysiak, dyrektor generalny LP.

Tekst i zdjęcia Krzysztof Fronczak

Rekultywacja poligonów i mała retencja

Wraz z uczestnictwem Polski we wspólnotowej polityce spójności istnieje szansa na zmniejszenie dystansu rozwojowego, jaki dzieli nasz kraj od „starych” państw członkowskich UE. Odpowiedzią na szanse i wyzwania członkostwa w UE jest m.in. program operacyjny „Infrastruktura i Środowisko”, który powstał na podstawie tzw. Narodowych Strategicznych Ram Odniesienia (NSRO), przygotowywanych w każdym z krajów członkowskich. Na temat tego programu, którego beneficjentem w trzech osiach priorytetowych jest PGL LP z Radomirem Dyjakiem - przedstawicielem firmy świadczącej Lasom Państwowym usługi doradcze rozmawia Ewa Kwiecień.

- Na czym polega uczestnictwo Lasów Państwowych w programie „Infrastruktura i Środowisko”?

- Lasy będą uczestniczyły w osi drugiej tego programu, dotyczącej gospodarki terenami i rekultywacji terenów zdegradowanych. W części dotyczącej terenów zdegradowanych będzie to jeden projekt o nazwie - „Rekultywacja na cele przyrodnicze terenów zdegradowanych, popoligonowych i powojskowych zarządzanych przez Lasy Państwowe”.

- Na jakim etapie znajduje się przygotowywany projekt?

- 29 listopada ubiegłego roku został przesłany do Komisji Europejskiej program operacyjny „Infrastruktura i Środowisko”, a w nim znalazła się ostateczna wersja tego projektu. W zasadzie przygotowujemy się już do jego realizacji, pierwszym etapem było zebranie informacji dotyczących potrzeb nadleśnictw w tym zakresie. W ramach tego tematu wyodrębniliśmy dziewięć działań szczegółowych, między innymi: rozminowanie terenów po poligonach wojskowych, usuwanie zanieczyszczeń gruntowych ropopochodnych i chemicznych, jeżeli takie występują, dodatkowo jest jeszcze niwelacja terenu oraz sprzątanie po ewentualnej rekultywacji. Ponadto - rewitalizacja gleby, jeżeli będzie wymagana, odnowienie i zalesienie bądź przebudowa drzewostanów, ochrona oraz reintrodukcja gatunków roślin i zwierząt.
W pierwotnej wersji były jeszcze trzy dodatkowe działania, jak budowa dróg leśnych, zbiorników przeciwpowodziowych czy rozbiórka starych budowli, na przykład bunkrów czy schronów na poligonach. Wniosków związanych z projektem wpłynęło na prawie 400 mln zł. Szacujemy, że projekt ten, przynajmniej w pierwszym etapie, powinien kosztować 100 mln zł. Jednak ze względu na konieczność zgłaszania i zatwierdzania wielkości skali tej kwoty w Brukseli najlepiej byłoby, gdyby kosztował mniej niż 100 milionów, ponieważ wtedy nie będzie to konieczne.

- W jaki sposób można zmniejszyć zaprojektowane przez nadleśnictwa koszty?

- Po wstępnej selekcji ograniczono te działania, które tylko w niewielkim stopniu są zgodne z celami samego projektu i możliwościami finansowania go ze środków tzw. drugiej osi priorytetowej. Wyłączono np. budowę dróg przeciwpożarowych, bo takie przedsięwzięcie może być finansowane z programu dotyczącego obszarów wiejskich. Wyłączono też retencyjne zbiorniki przeciwpowodziowe, bo to z kolei można będzie sfinansować z trzeciej osi priorytetowej. Ponadto zrezygnowano z większości prac związanych z rozbiórką budynków na poligonach (zresztą koszty rozbiórki tego rodzaju obiektów byłby na tyle duże, że praktycznie nie byłoby możliwości ich pokrycia, istnieje przy tym niebezpieczeństwo, że wniosek taki mógłby zostać w całości odrzucony). A zatem mija się to z celem samego działania, tym bardziej, że nie ma jednoznacznych opinii dotyczących negatywnego oddziaływania schronów czy innych budynków na środowisko.
W rezultacie po weryfikacji wnioski o dotacje opiewały na 114 mln zł. Ponieważ jednak niektóre projekty miały dłuższy niż czteroletni okres realizacji, a w Unii obowiązuje zasada, że projekty mają być zrealizowane w ciągu trzech lat od roku ich złożenia (w tym wypadku 2007 r.), toteż dokumenty te wróciły do nadleśnictw z sugestią przygotowania ich i zgłoszenia w dwóch fazach. W ten sposób ogólna kwota, na którą wnioski opiewają nie przekroczy 100 milionów złotych.

- Czy wszystkie środki finansowe będą pochodziły z UE?

- W wypadku tzw. projektów non profit, które nie generują zysku, maksymalny poziom dofinansowania będzie wynosił 85 proc. Toczyły się już rozmowy, z jakich funduszy ma być finansowany wkład własny. Jeden z wariantów zakłada, że środki te miałyby pochodzić z funduszu leśnego, co dla nadleśnictw jest najbardziej korzystne. Drugi, dla nadleśnictw mniej korzystny a raczej nawet niekorzystny jest taki, że jednostki LP będą musiały realizować dofinansowanie z własnych środków.

- Kto będzie przyznawał pieniądze i na jakich zasadach?

- Instytucją wdrażającą, decydującą o przyznaniu pieniędzy, będzie Narodowy Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Wracając jeszcze do projektu - wiąże się z tym jeszcze jedna ważna kwestia. Prawdopodobnie osobną częścią będzie przygotowanie dokumentacji technicznej i na to będzie potrzebny odrębny wniosek, drugi ma dotyczyć samej realizacji projektu. Koszty związane z przygotowaniem dokumentacji mogą być w 85 proc. refundowane.

- Co można powiedzieć na temat drugiego projektu - dotyczącego małej retencji, czy działania w tej kwestii są bardziej zaawansowane?

- Celem tego projektu jest likwidacja w lasach nizinnych skutków naruszenia naturalnych stosunków wodnych, które spowodowały lub powodują zmiany w reżimie hydrologicznym zlewni. Cel ten zostanie osiągnięty przez podjecie przedsięwzięć zwiększających potencjalne zdolności retencyjne lasów. Projekt ten obejmuje renaturyzację obszarów wodno-błotnych, budowę zbiorników wodnych oraz urządzeń piętrzących, modernizację systemów odwadniających w celu zahamowania szybkiego odpływu wód oraz odbudowę systemów nawadniających ukierunkowanych na to, żeby wodę zatrzymywać w lesie.

- W Lasach Państwowych są już przecież pod tym względem dobre doświadczenia, choćby na terenie Nadleśnictwa Garwolin...

- Wizytowaliśmy tego rodzaju obiekty właśnie na terenie tego nadleśnictwa, i trzeba stwierdzić, że wykonane są na bardzo wysokim poziomie. Tu warto dodać, że koszty jednostkowe retencjonowania metra sześciennego wody w wypadku małej retencji są bardzo korzystne (4 złote za metr sześcienny wody), przy czym mała retencja ma bardzo pozytywny wpływ na środowisko. Właśnie w Nadleśnictwie Garwolin na przykład jest spory zbiornik z wyspą pośrodku, a na niej ostoja zwierząt, w tym z różnymi gatunków ptaków.
Z projektem dotyczącym pozyskiwania środków unijnych na małą retencję sposób działania podobny był do poprzedniego. Zebraliśmy informacje z nadleśnictw na temat potrzeb i działań, które będą mogły być w tym zakresie realizowane. Dane także zostały zweryfikowane, ale w tej kwestii istnieje problem, ponieważ zgłosiły się bodajże 262 nadleśnictwa i w pierwotnej wersji przewiduje się, że koszt realizacji tych wniosków wyniesie 800 milionów zł. Zarządzanie takim projektem, przygotowanie dokumentacji projektowej jest zatem ogromnym wyzwaniem organizacyjnym.

- Kto zatem będzie się tym zajmował?

- Na przygotowanie przestrzennej koncepcji programowej, studium wykonalności, zostanie ogłoszony przetarg. Jest już specyfikacja tego przetargu - będzie to przygotowywał zewnętrzny wykonawca. Natomiast DGLP, czy też inna jednostka organizacyjna LP, będzie musiała we własnym zakresie zebrać z terenu dane, które zostaną w koncepcji wykorzystane. Potencjalny wykonawca nie ma bowiem możliwości w ciągu kilku miesięcy, w których chcielibyśmy to zorganizować, dotrzeć do 262 nadleśnictw. Dlatego też odbyła się wstępna selekcja działań - np. tam, gdzie w gminie projektowana jest załóżmy jedna niewielka zastawka chodzi o to, żeby nie było konieczności przygotowywania do tego projektu całej, ogromnej zresztą dokumentacji. Trzeba brać też pod uwagę fakt, że jednostką właściwą do wydawania wszelkich decyzji dotyczących lokalizacji, uwarunkowań środowiskowych związanych z realizacją projektu jest burmistrz, wójt i prezydent miasta. Ponieważ decyzje będą zapadały na poziomie gminy, jeżeli obiekt jest na terenie gminy, trzeba sporządzić całą dokumentację, a to mogłoby być ze względów finansowych nieefektywne. Będziemy dążyli do tego, aby przynajmniej w pierwszym etapie koszty realizacji projektu ograniczać.
Prace nad wdrożeniem projektu dotyczącego unijnego wspierania małej retencji są bardziej zaawansowane w porównaniu z projektem, o którym mowa była wcześniej, dotyczącym poligonów. Krajowy Zarząd Gospodarki Wodnej, który jest instytucją wdrażającą ten projekt, podpisał już umowę z Narodowym Funduszem Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej na przekazanie środków (tzw. memorandum 013). Są to środki unijne przeznaczone na pomoc techniczną i w ich ramach zostały wybrane te z projektów, które mają być z tego tytułu realizowane. Przygotowana jest dla nich dokumentacja wnioskowa, czyli studium wykonalności, raporty oceny oddziaływania na środowisko, a będzie wymagana koncepcja programowo- przestrzenna.
Wykonanie projektu dotyczącego małej retencji będzie miało znaczący wpływ na poprawę stosunków wodnych w skali lokalnej, w granicach małych zlewni, ale sumujący się efekt dużej liczby tych budowli będzie wyraźnie odczuwalny w skali ponadregionalnej. Podkreślę, że tak naprawdę jedynie Lasy Państwowe są w stanie zapewnić odpowiednie środki organizacyjne do wykonania tak dużego zadania, czyli budowy kilku tysięcy obiektów zwiększających potencjał retencyjny zlewni.

- Dziękuję za rozmowę.