Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Głos Lasu” Archiwum 2006 Głos Lasu 4/2006

Głos Lasu 4/2006

przez Marek Matecki Ostatnio zmodyfikowane 2006-06-21 10:33

gl0406.jpg

W numerze m. in.:

TEMATY MIESIĄCA

GOSPODARKA LEŚNA

  • Zadania pielęgnowania lasu
  • Od przybytku czasem jednak głowa boli
  • Regres jesionu — spojrzenie hodowlane

LUDZIE LASÓW

  • W leśnym zakątku Podlasia

WYDARZENIA

  • Zarabiać na emisjach
  • Przedsiębiorcy leśni wybrali nowe władze
  • Chronić aktywnie
  • Karuzela targowa ruszyła
  • Dla małych i średnich
  • Cenowe rekordy krośnieńskiej submisji

NOWOŚCI I AKTUALNOŚCI

  • Wkrótce nowe zasady sprzedaży drewna
  • O zalesieniach gruntów rolnych
  • Kompost z biomasy Pozostającej na zrębach
  • PEFC Polska ma się dobrze
  • Rady i porady
  • Warto przeczytać
  • Leśnictwo i drzewnictwo w prasie zachodniej

Eko-Sękocina ciąg dalszy

Nad przedsięwzięciem tym wisi jakieś fatum. Niedługo minie okrągłe dziesięć lat od chwili, kiedy Najwyższa Izba Kontroli zakwestionowała sposób finansowania osiedla Eko-Sękocin, a potem media znalazły wdzięczny temat w postaci zagadkowej obecności obok osiedla dla pracowników DGLP (na gruntach Lasów Państwowych) willi wznoszonej dla wicepremiera Grzegorza Kołodki. Zmiana przeznaczenia osiedla i przeniesienie do Eko-Sękocina Dyrekcji Generalnej LP miały raz na zawsze zakończyć dyskusję nad przyszłością pechowej inwestycji. Dziś wiadomo, że na jej szczęśliwy koniec jeszcze trochę przyjdzie poczekać.

Nie ma chyba potrzeby długo rozwodzić się nad historycznymi meandrami Eko-Sękocina. Przypomnijmy jedynie pokrótce, że zarzuty, które stawiała NIK dotyczyły głównie przeznaczenia na budowę środków z funduszu leśnego. NIK dowodziła, że budowa mieszkań, mających w założeniach DGLP stać się wabikiem dla wysokiej klasy fachowców, by robili kariery właśnie w Lasach Państwowych, nie mieściła się ustawowym zapisie o „tworzeniu infrastruktury niezbędnej dla prowadzenia gospodarki leśnej”. DGLP prezentowała odmienne stanowisko - jej zdaniem ustawy nie naruszono. Osobnym nurtem toczyły się rozważania, czy aby cała inwestycja nie była prowadzona z naruszeniem prawa, nie tylko zresztą leśnego, ale i budowlanego, ochrony przyrody itd. Obok uzasadnionych wątpliwości, pojawił się z lubością eksploatowany przez prasę wątek mitycznego przepychu, jakiego mieli zaznawać skuszeni przez Lasy Państwowe lokatorzy.

Co z tym fantem zrobić?

Eko-Sękocin stopniowo tracił na medialnej atrakcyjności, ale osiedle-widmo w podwarszawskiej miejscowości nie stało się przez to dla Lasów Państwowych mniej dokuczliwym odciskiem. Z pytaniem: co z tym fantem zrobić, do końca swego urzędowania nie uporał się dyrektor Janusz Dawidziuk, inicjator przedsięwzięcia, a potem ofiara sękocińskiego zapętlenia. Dyrektor Konrad Tomaszewski doprowadził do tego, że nie doszło do uchylenia pozwolenia na budowę. Można było ogłosić przetarg na sprzedaż osiedla. Wreszcie za ostateczne rozwiązanie kwestii zabrał się dyr. Dawidziuk w drugiej swej kadencji.
- Najpierw, zgodnie z zaleceniem NIK, kilkakrotnie próbowaliśmy sprzedać Eko-Sękocin w drodze przetargu i zwrócić uzyskane w ten sposób pieniądze do funduszu leśnego. Bez skutku. Osiedla nikt nie chciał kupić, na początku obecnej dekady na rynku nieruchomości panował zastój. Do ostatniego przetargu, który w końcu unieważniliśmy, zgłosiły się tylko kancelarie adwokackie, reprezentujące interesy osób występujących o odszkodowania za utracone mienie zabużańskie. Proponowane nam „papiery zabużańskie” to jednak nie to samo, co gotówka, z czego świetnie zdawali sobie sprawę ich dysponenci, przebijając się ofertami, toteż nie przystaliśmy na tę propozycję - mówi dziś dyr. Dawidziuk.
Sprawa nie posunęła się zatem ani o krok i Lasom Państwowym pozostała perspektywa dalszego kosztownego utrzymywania bezludnego osiedla. DGLP miała też inny problem - jej stołeczna siedziba przy ul. Wawelskiej 52/54, choć mieści się w gmachu wzniesionym przed wojną wysiłkiem leśników, z ich inicjatywy i składek, z roku na rok okazywała się coraz mniej gościnna. Ministerstwo Środowiska, zajmujące lwią część budynku raz po raz dawało do zrozumienia, że pomieszczenia podnajmowane przez DGLP (na podstawie umowy z trzymiesięcznym okresem wypowiedzenia) bardzo by się przydały, bo zadań resortowi przybywa. A o odzyskaniu niegdysiejszej własności, dziś będącej w ręku skarbu państwa reprezentowanego przez ministerstwo, leśnicy mogą zapomnieć. - To stracona pozycja - chyba nikt sobie nie wyobraża, że Lasy weszłyby w spór o własność z własnym zwierzchnikiem. Trzeba było rozglądać się za innym lokum - twierdzi Janusz Dawidziuk.
Rozważane były różne warianty, w tym budowa lub kupno nowego biurowca w Warszawie. Każdy z nich, argumentuje rozmówca, okazywał się kilka razy droższy od adaptacji na biura osiedla w Eko-Sękocinie. Wreszcie zapadła decyzja: dyrekcja tam się przeniesie. Dwie pieczenie przy jednym ogniu - ministerstwo przestanie już przypominać o swoich planach ekspansji w budynku przy Wawelskiej, a przy okazji ostatecznie załatwiony zostanie problem zagospodarowania ziejącego pustką sękocińskiego osiedla.

Symbioza w trójkącie

- Doszliśmy do wniosku, że w części osiedla pozostawimy mieszkania i niewielki hotelik dla przyjezdnych leśników, część zaś adaptujemy na siedzibę DGLP. Za taką lokalizacją dyrekcji przemawiało również to, że do Sękocina zdecydował się wyprowadzić z Warszawy Instytut Badawczy Leśnictwa. Niedaleko, od wielu już lat, jest też osiedle mieszkaniowe zamieszkałe przez pracowników IBL i Lasów Państwowych. Wreszcie od dawna planowane było utworzenie na bazie czterech podstołecznych nadleśnictw Leśnego Kompleksu Promocyjnego „Lasy Warszawskie”, co ostatecznie stało się faktem w kwietniu zeszłego roku. Dyrekcja w tym miejscu staje się zatem fragmentem większej całości - jedynego w swoim rodzaju leśnego kampusu działającego w trójkącie: IBL - DGLP - LKP. Tu, jak nigdzie indziej, w skoncentrowanej postaci realizowałaby się wizja gospodarki w lasach będących pod presją wielkiej aglomeracji. Tu udokumentowano by ją z użyciem najlepszych dostępnych współcześnie środków - tłumaczy dyr. Dawidziuk roztaczając szerokie horyzonty przedsięwzięcia: muzeum leśnictwa w hali IBL w Sękocinie, w której powstawały niegdyś prototypy maszyn dla leśnictwa (dziś kręci się tam telewizyjne seriale), leśne ścieżki edukacyjne łączące poszczególne obiekty, sale konferencyjne udostępniane na potrzeby edukacji leśnej itp. Również sama dyrekcja LP miałaby otwarty charakter. Tak dzieje się dziś w wielu krajach europejskich, gdzie centralne zarządy lasów wynoszą się z centrów miast do leśnych kampusów - na przykład w Austrii, Finlandii czy ostatnio - Słowacji.
Przez jakiś czas rozważano jeszcze przeniesienie dyrekcji do budynku przy ul. Bitwy Warszawskiej 1920 r., który zwolni IBL. Sam IBL nie zapalił się do tego pomysłu - zdecydowanie bardziej odpowiada mu komercyjny wynajem dobrze zlokalizowanego gmachu na wolnym rynku nieruchomości. - Ale w końcu i dla Lasów Państwowych nie byłby to wariant szczególnie korzystny. Byłyby raz jeszcze najemcą lokali, tym razem w IBL, skądinąd instytucji, której działalność w 70 procentach same przecież finansują. Pomysł upadł - twierdzi J. Dawidziuk.

Za rozsądne pieniądze

Dojrzewała koncepcja przenosin do Eko-Sękocina. Specjalna komisja sporządziła kalkulację, z której wynikało, że niezbędne nakłady na adaptację osiedla na cele biurowe wyniosą ok. 3,5 mln zł. Mając na uwadze, że wcześniej - jak ocenia Janusz Dawidziuk - zdążono wyłożyć na mieszkaniowy wariant około 12 mln zł, nie był to koszt wygórowany. Inwestycja miała się zamortyzować w ciągu 5 do 10 lat, uwzględniając koszty wynajmowania pomieszczeń przy ul. Wawelskiej. 28 listopada 2002 r. dyrektor generalny LP wydał zarządzenie nr 93 o adaptacji osiedla Eko-Sękocin na potrzeby biura DGLP (choć osiedle znajdowało się w zarządzie Nadleśnictwa Chojnów).
Inwestorem zostało Nadleśnictwo Chojnów. Bezpośredni nadzór nad przedsięwzięciem oddano w ręce RDLP w Warszawie. Nadleśnictwo uzyskało zgodę na zmianę w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego gminy Raszyn, a w połowie czerwca 2003 r. ogłosiło konkurs na wykonanie architektonicznej i konstrukcyjno-budowlanej dokumentacji prac adaptacyjnych. Po wykonaniu projektu technicznego sporządzony został kosztorys inwestorski. Nadleśnictwo ogłosiło przetarg na przebudowę i rozbudowę 18-rodzinnego budynku mieszkalnego i trzech budynków o zabudowie szeregowej na siedzibę DGLP oraz na potrzeby Ośrodka Szkoleniowo-Informatycznego i Zakładu Informatycznego Lasów Państwowych. 19 maja 2004 r. wyłoniony w przetargu wykonawca wszedł na plac budowy.
Dyrektor Janusz Dawidziuk podkreśla, że ze szczególną starannością podchodzono cały czas do kwestii formalno-prawnych - chciano uniknąć sytuacji, jakie przytrafiły się wcześniej, przy budowie osiedla w pierwotnym jego kształcie. Z tego powodu wykonawcę wybrano analogicznie z procedurami prawa zamówień publicznych - choć sama ustawa w tej sprawie jeszcze nie obowiązywała.

Worek kosztownych niespodzianek

Problemów to jednak nie wykluczyło. Wyłoniona w przetargu firma, która wcześniej dość sprawnie wybudowała siedzibę Kampinoskiego Parku Narodowego, w styczniu i lutym ub.r. przerwała roboty - dobierał się do niej komornik. Okazało się też, że faktyczny stan obiektów odbiega od posiadanej przez inwestora dokumentacji I etapu budowy, na podstawie której powstał projekt prac adaptacyjnych, a część elementów konstrukcyjnych była wykonana przez poprzednika, firmę „Insbud” niezgodnie ze sztuką budowlaną. Nie posługując się eufemizmami, na placu budowy raz po raz odkrywano dowody zwykłej fuszerki.
W związku ze zwiększeniem liczby stanowisk pracy w DGLP trzeba było przeprojektować poddasze na cele użytkowe. Zmieniły się wymagania, co do sieci informatycznej i zasilania elektrycznego. Trzeba było docieplić budynki, przełożyć energetyczny kabel niespodziewanie odkryty w ziemi. Wprowadzenia daleko idących zmian wymagała instalacja przeciwpożarowa. Konieczny okazał się wodociąg podłączony do sieci gminnej - pierwotnie wody miała dostarczać studnia głębinowa wykonana jeszcze w połowie lat 80. ubiegłego wieku. Okazało się jednak, że jest częściowo niedrożna, a woda z niej nie odpowiada standardom sanitarnym. Wybudować trzeba było wydzielony pas jezdni umożliwiający bezpieczny wjazd do DGLP z ruchliwej szosy katowickiej. Ostatecznie konieczny okazał się nowy projekt architektoniczno-budowlany i projekt instalacji. Lasy Państwowe musiały też rozebrać na swój koszt „samowolę budowlaną” w postaci willi wicepremiera. Problemy piętrzyły się, projektanci nie dotrzymywali terminów, wykonawca wciąż zgłaszał kolejne trudności, koszty rosły. Słowem, fatum wiszące nad Eko-Sękocinem nie ustało po pierwszym etapie inwestycji, który już się wydawał raz na zawsze zamknięty. Niestety, poza postacią mistyczną, znalazło to fatum również całkiem wymierne, finansowe ucieleśnienie. Dyrekcja nie przeprowadziła się do Eko-Sękocina, jak planowano, na jesieni ubiegłego roku. A że zdania na temat celowości przeprowadzki wśród pracowników są podzielone, jednych to cieszy, inni nie mogą się doczekać, kiedy otwierając okno w biurze usłyszą wreszcie coś innego niż tylko ogłuszające dudnienie ulicznego ruchu.
Obecny dyrektor generalny LP Andrzej Matysiak raczej nie jest zachwycony perspektywą przeprowadzki i nie ukrywa, że wolałby, aby dyrekcja została jednak w mieście. - Jesteśmy firmą, powiedziałbym sztabową, o zasięgu krajowym. Na bieżąco współpracujemy z administracją centralną. Mimo bezprzykładnego w ostatnich czasach rozwoju teleinformatyki nie wszystko da się załatwić tylko za jej pośrednictwem. Często po prostu trzeba się spotkać w tej czy innej sprawie, a więc możliwość szybkiego przemieszczanie się ma ogromne znaczenie. Eko-Sękocin z pewnością nie daje takiej szansy - uważa dyr. Matysiak.

Przeróbki są najdroższe

Dyrektor Andrzej Matysiak nie jest też przekonany, czy adaptacja osiedla mieszkaniowego na cele biurowe była do końca przemyślana. Uważa, że zawsze przebudowy, przeróbki, dobudowy są najdroższe, a funkcjonalność gotowego obiektu i tak zazwyczaj pozostawia wiele do życzenia. Twierdzi też, że z dostępnych mu informacji wynika zresztą, iż w 2002 r. osiedle miało już pozwolenie na użytkowanie zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, a więc jako obiekt mieszkalny. Można je było zasiedlić pracownikami LP, choć równie dobrze można tam było urządzić dom leśnika-seniora. Można też było ponowić próby sprzedaży na warunkach znacznie już atrakcyjniejszych dla potencjalnych nabywców niż wcześniej można im było zaoferować. Dyrektor generalny LP gotów byłby jednak pogodzić się z tym, że sprawy zaszły już tak daleko, że nie ma innego rozwiązania niż przeprowadzka dyrekcji do Eko-Sękocina, gdyby nie to, że inwestycja, mimo iż znacznie przekroczyła kwoty przewidziane w kosztorysie, wciąż nie jest gotowa i jej dokończenie wymaga wydania kolejnych milionów złotych.

6,8 mln zł i nie widać końca

Do końca zeszłego roku, jak wynika ze sprawozdania sporządzonego 20 stycznia br. przez czteroosobowy zespół ds. przebudowy osiedla Eko-Sękocin (w składzie tego ciała jest przedstawiciel Nadleśnictwa Chojnów, dwaj reprezentanci RDLP w Warszawie oraz jedna osoba z DGLP), przebudowa kosztowała już 6,8 mln zł i to jeszcze nie koniec wydatków. - Zgoda, można powiedzieć: mleko się już rozlało i nie ma co medytować, czy siedziba dyrekcji ma być tu, czy tam. Ale też nie można przejść do porządku dziennego nad takimi faktami jak to, że fatalnie przeprowadzono inwentaryzację obiektu, że przyjęty kosztorys okazał się kompletnym niewypałem, że zaczęły się mnożyć aneksy do umowy podpisanej z wykonawcą i wciąż nie widać końca budowy. Zespół ds. przebudowy Eko-Sękocina już ocenia, że na zakończenie realizacji inwestycji potrzeba jeszcze prawie 4,5 mln zł. A to oznacza, że całkowity koszt przebudowy miałby zamknąć się kwotą 11,2 mln zł. To w najwyższym stopniu musi niepokoić. Jako dyrektor generalny LP i kontynuator tak kosztownego, a zarazem fatalnie realizowanego projektu uruchomionego przez mojego poprzednika, mogę być posądzony o niegospodarność. Ponad 20 mln zł, jakie pochłonie łącznie budowa i przebudowa Eko-Sękocina, z pewnością można było wydać bardziej racjonalnie, z większą korzyścią dla Lasów Państwowych i rozwiązania problemów lokalowych tej firmy. Dla mnie to wręcz podręcznikowy przykład, jak się nie powinno prowadzić inwestycji - uważa dyrektor Matysiak.
Dyrektor generalny LP nie widzi teraz innego rozwiązania, niż sfinalizować nieszczęsne przedsięwzięcie. W dniu, w którym to nastąpi, nie przewiduje jednak fanfar. A do przeprowadzki, mimo wszystko, nie ma wielkiego przekonania.

KRZYSZTOF FRONCZAK