Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Głos Lasu” Archiwum 2006 Głos Lasu 7/2006

Głos Lasu 7/2006

przez Marek Matecki Ostatnio zmodyfikowane 2006-08-22 12:54

Głos Lasu 7/2006

Najważniejsze są kadry

Z dr. inż. Markiem Kamolą - dyrektorem Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie rozmawia Ewa Kwiecień.

- Wrócił pan po czterech latach do „swojej” rodzimej dyrekcji, ale na inne stanowisko - dyrektora. Zanim jednak do tego doszło musiał się pan zmierzyć z zupełnie innym wyzwaniem?

- Historia ostatnich czterech lat mojej drogi zawodowej jest przykładem upolitycznienia kadr w Lasach Państwowych oraz traktowania ludzi z rodowodem solidarnościowym po przejęciu władzy przez ekipę z SLD. Nie bez racji będzie przypomnienie mojej ówczesnej sytuacji. Po pięciu latach kierowania Wydziałem Ochrony Lasu w lubelskiej dyrekcji Lasów Państwowych w 2002 roku, w wyniku reorganizacji biura dyrekcji, zlikwidowano to stanowisko pracy. Próba szantażu, to jest przejścia za porozumieniem stron na inne, podrzędne stanowisko z równoczesnym obniżeniem stopnia zawodowego, trudno żeby nie spotkała się z moją dezaprobatą. Nie zaproponowano mi właściwego w takiej sytuacji wypowiedzenia, zmieniającego warunki pracy i płacy - zostałem po prostu zwolniony. I mimo posiadanych kwalifikacji, (dokładnie w tym czasie obroniłem pracę doktorską z zakresu ochrony lasu na temat ekologii barczatki sosnówki w aspekcie zagrożeń dla drzewostanów) i rekomendacji kilku profesorów, autorytetów ze środowiska leśnego oraz instytucji pozarządowych działających w ochronie środowiska pozostawałem bez pracy. Skierowałem sprawę do sądu. Warto przypomnieć, że pozbycie się niewygodnych ludzi zajmujących się ochroną lasu nastąpiło w podobny sposób także w kilku innych dyrekcjach LP.
Było to trudne dla mnie doświadczenie, po siedemnastu latach pracy w Lasach Państwowych, w tym po studiach doktoranckich dofinansowanych przez RDLP i zobowiązaniu się do przepracowania trzech lat po zakończeniu nauki. Nawet moje starania o zatrudnienie w Zespole Ochrony Lasu w Radomiu, przy istniejących tam dwóch wakatach, zakończyły się niepowodzeniem i swoistym „wilczym biletem”. Nie mówię tego po to, żeby się żalić nad swoim losem, ale aby zobrazować stopień zakłamania ówczesnego kierownictwa LP pod wodzą pana dr. Janusza Dawidziuka. Takie działania dotyczyły nie tylko mnie, a były możliwe na skutek zastraszenia pracowników Lasów Państwowych zwolnieniami po przyjęciu osławionego już tzw. raportu Majchrzaka. Dzisiaj warto o tym wszystkim pamiętać, ponieważ coraz częściej słychać głosy nawołujące do zaprzestania rozliczania przeszłości w imię dobra wspólnego, jakim są Lasy. Brzmi to szczególnie ironicznie, gdy takie opinie wygłaszane są przez tych decydentów, których decyzje kadrowe doprowadziły do rozbicia środowiska leśnego.

- W końcu jednak pracę pan znalazł…

- Moje kompetencje zostały dopiero zauważone paradoksalnie poza Lasami Państwowymi i od września 2003 roku, po dziewięciu miesiącach pozostawania bez pracy zostałem zatrudniony w Urzędzie Miasta Stołecznego Warszawy na stanowisku zastępcy dyrektora Biura Ochrony Środowiska. Zajmowałem się tam całokształtem spraw z zakresu ochrony środowiska wynikających z kompetencji gminy i zarazem starostwa. W tym czasie doszło także do podpisania z moim byłym pracodawcą, reprezentowanym przez dyrektora Jana Okrucha, ugody sądowej co do wypłaty odszkodowania za bezprawne zwolnienie, o czym również warto wspomnieć wobec rozpowszechnianych tu i ówdzie plotek na mój temat.
Wracając jeszcze do okoliczności poprzedzających powołanie mnie na stanowisko dyrektora RDLP w Lublinie, to propozycja pojawiła się w chwili, kiedy pracowałem m.in. nad ważnym projektem powołania jednej organizacji - Lasy Miejskie Warszawy. Chociaż propozycja ta była dla mnie zaskoczeniem to jednak wyszedłem z założenia, że jestem przede wszystkim leśnikiem, a dyrektorowi generalnemu LP po prostu się nie odmawia. I tak jest to kolejne wyzwanie w moim życiu i mam nadzieję, że nie zawiodę pokładanych we mnie oczekiwań, zarówno ze strony przełożonych jak i podwładnych. Swoją nominację traktuję w kategoriach służby Lasom Państwowym.

- Z jakimi najważniejszymi problemami musiał się Pan zmierzyć już na samym początku swojej działalności?

- Najważniejsze są kadry, aby realizować zadania w strukturach lasów potrzebny jest odpowiedni zespół ludzi. Rolą dyrektora jest, aby taki zespół tworzyć w biurze i stymulować w terenie. Oczywiście nie mniej ważne są kompetencje merytoryczne, ale również niezbędne są zasady etyczne i moralne. Osobiście cenię takie cechy jak: uczciwość, lojalność, kreatywność i profesjonalizm. Instytucja „powołania”, szeroko stosowana jako forma nawiązywania stosunku pracy w Lasach, pozwala na elastyczny dobór kadr. Mając na uwadze olbrzymi majątek powierzony leśnikom, szczególnie nadleśniczym, wymagania im stawiane muszą być wyjątkowo wysokie. Choć wzbudza to emocje ustawodawca dał dyrektorowi, w moim przekonaniu świadomie, dość dużą swobodę działania w doborze osób tego szczebla zarządzania. Dlatego też takie zmiany się dokonują i trzeba je przyjąć za rzecz naturalną, tym bardziej, że nie są one rewolucyjne. Zresztą żadna funkcja nie jest dożywotnia, w tym również nadleśniczego.
W trosce o wizerunek Lasów Państwowych, krótko po objęciu stanowiska dyrektora, musiałem dokonać kilku decyzji kadrowych dotyczących nadleśniczych. Niestety, mojemu poprzednikowi zabrakło odwagi, aby te problemy rozwiązać. Nie wdając się w szczegóły nie będę tolerował nepotyzmu, mobbingu, nadużywania alkoholu czy naruszeń postanowień planów urządzenia lasu oraz braku dbałości o majątek Skarbu Państwa, zwłaszcza w wypadku sprzedaży nieruchomości. Ale w przeciwieństwie do mojego poprzednika nie zamierzam wyrzucać pracowników Służby Leśnej na bruk. Obecnie odwoływani pracownicy otrzymują godne propozycje pracy.

- Kiedy w lutym 2006 roku objął pan stanowisko dyrektora wszystko funkcjonowało na dotychczasowej zasadzie, różne czynności były już dawno zaplanowane. Jak się pan do tego odniósł?

- Przesądzony był kształt planu finansowo-gospodarczego na rok bieżący możliwe były tylko niewielkie korekty. Nie jest to sytuacja komfortowa, szczególnie w obliczu zmian personalnych, związanych ściśle z uwarunkowaniami finansowymi. Wiele decyzji finansowych podjętych przez ówczesnego dyrektora muszę realizować, choć nie zawsze odpowiadają mojej wizji funkcjonowania lubelskiej dyrekcji LP. Z jednej strony na przykład zaplanowano o połowę mniejsze środki w porównaniu do 2005 roku na promocję, a z drugiej podpisano, w ostatniej chwili, umowę na dodruk publikacji wartości 20 tysięcy złotych i w nakładzie 2 tys. egzemplarzy o lubelskiej dyrekcji, ze słowem wstępnym byłego dyrektora. Stawiając mnie przed faktem dokonanym i tylko jako realizatora podpisanych umów, rozpoczęto również kosztowną i nieprzemyślaną modernizację biura RDLP. Podobnie, tuż po objęciu urzędu, przedłożono mi do podpisu kontrowersyjny i bardzo słabo umotywowany wniosek o umorzenie kwoty 190 tysięcy złotych, dotyczący spraw z poprzedniej kadencji dyrektora Okrucha. Odbieram to jako działania nieodpowiedzialne i utrudniające zachowanie ciągłości w zarządzaniu Lasami Państwowymi przez nowe kierownictwo dyrekcji.
Jako zjawisko patologiczne oceniam korzystanie przez ścisłe kierownictwo tutejszej regionalnej dyrekcji z ryczałtu - w wielkości od 1200 do 1500 km (!) - na jazdy lokalne. Obecne kierownictwo nie korzysta już z tego przywileju. Również dążenie mojego poprzednika do utrzymania za wszelką cenę prawa do dwóch uposażeń w okresie wypowiedzenia - w dyrekcji i w nadleśnictwie - jest w mojej ocenie szczególnie bulwersujące, zwłaszcza w sytuacji, kiedy stawiamy duże wymagania szeregowym pracownikom. Szukanie furtek prawnych nie zwalnia zarządzających Lasami Państwowymi z odpowiedzialności moralnej. Są to być może nie najważniejsze sprawy w ogólnym rachunku ekonomicznym firmy, ale dotyczą poczucia elementarnej przyzwoitości każdego pracownika Służby Leśnej. Wymienione przeze mnie sytuacje, choć odosobnione, są jednocześnie przysłowiową łyżką dziegciu psującą beczkę miodu.

- Wiadomo, że biuro RDLP jest aparatem wykonawczym dyrektora. Jakie ma pan zatem priorytety pod tym względem?

- Zamierzam biuro usprawnić i dostosować do wymagań prawnych. Z zaleceń pokontrolnych dotyczących sprawowanego nadzoru nad działalnością nadleśnictw za lata 2004 - 2005 niezbicie wynika, że najsłabszym ogniwem był Wydział Kontroli i Ochrony Mienia. W protokóle przekazania dyrekcji zwróciłem uwagę na zaniedbania w zakresie stanu sanitarnego lasu w dwóch nadleśnictwach, co w moim mniemaniu należy przypisać nieodpowiedzialnej decyzji mojego poprzednika likwidującej Wydział Ochrony Lasu.
Należy też dążyć do wzmocnienia polityki informacyjnej i jej przejrzystości. Umieszczanie na stronach internetowych RDLP sylwetek osób obejmujących stanowiska kierownicze jest realizacją tego postulatu. Chciałbym także rozwijać współpracę z mediami, zwłaszcza lokalnymi. Po objęciu urzędu z zadowoleniem przyjąłem informację o skali kontaktów zagranicznych, co szczególnie cieszy - z leśnikami ze Wschodu. Dalsze działania będą ukierunkowane na współpracę ze społecznościami lokalnymi, choćby w sferze poprawy estetyki i utrzymania właściwej kondycji lasów niestanowiących własności Skarbu Państwa. Kolejne priorytety mojego działania określa ustawa o lasach i statut Lasów Państwowych, a odpowiedzialność za powierzony majątek Skarbu Państwa jest tu celem nadrzędnym. Kiedy w 2001 roku wnoszona była do Sejmu obywatelska inicjatywa ustawodawcza o zachowaniu narodowego charakteru strategicznych zasobów naturalnych kraju, byłem wiceprzewodniczącym Krajowego Sekretariatu Zasobów Naturalnych Ochrony Środowiska i Leśnictwa NSZZ „Solidarność” przy Ministerstwie Środowiska i wraz z całym środowiskiem leśników broniłem lasów przed prywatyzacją oraz zakusami innych przekształceń organizacyjno-prawnych. Do dziś jestem zwolennikiem zachowania „status quo” Lasów Państwowych, co nie znaczy, że nie należy wprowadzać zmian i unowocześniać formy zarządzania nimi.

- W wielu dyrekcjach regionalnych LP problemem do naprawienia był handel drewnem, wokół którego narosło wiele nieprawidłowości. Jak sprawy te przedstawiają się w tutejszej dyrekcji?

- W minionym okresie duża samodzielność przy realizacji planu sprzedaży przerodziła się w niektórych wypadkach w samowolę. Na przykład były nadleśniczy Nadleśnictwa Janów Lubelski zwiększył w 2005 roku bez zgody dyrektora RDLP pozyskanie grubizny o 6 proc (6 tys. m3). Nadmierne pozyskanie w sześciu kolejnych latach obowiązywania puli skutkuje spadkiem „średniorocznego etatu pozyskania drewna” do wartości około 87 tysięcy metrów sześciennych wobec około 95 tysięcy metrów sześciennych, jako średniej dla całego dziesięcioletniego okresu.
Zmarginalizowana została także rola Wydziału Marketingu. Pracownicy tego wydziału byli bowiem bardzo niechętnie wysyłani w teren, a ich obowiązki ograniczały się głównie do zestawiania danych.
Uważam, że należy wzmóc działania nakierowane na dbałość o interes Skarbu Państwa w nadzorze handlu drewnem w nadleśnictwach przez analizę i stymulowanie optymalnych zabezpieczeń transakcji. Chodzi także o weryfikację zakresu zadań terenowych służb brakarskich. Jest to ważne, ponieważ w chwili obejmowania przeze mnie stanowiska dyrektora pojawiły się pierwsze symptomy dekoniunktury na rynku drzewnym. Słabnące euro, nasilone wydzielanie posuszu w drzewostanach dębowych, mniejsze zainteresowanie odbiorców drewnem bukowym sprawiło, że zachowujemy daleko idącą ostrożność przy wydatkowaniu środków na inwestycje i remonty. Obecnie na rynku drzewnym widać oczekiwanie odbiorców na wprowadzenie nowych zasad sprzedaży drewna. Słabnąca złotówka w ostatnim czasie pobudza eksporterów do zabiegania o dodatkowe masy surowca na drugie półrocze wobec zwiększenia się rentowności eksportu. Dalsza analiza rynku drzewnego będzie możliwa po rozstrzygnięciu przetargów na II półrocze.
- Jako leśnicy jesteśmy dumni, że cieszymy się dużą akceptacją społeczną, o którą jednak ciągle musimy dbać. Jednym z takich działań jest jak Polska długa i szeroka sadzenie „dębów papieskich”. W RDLP Lublin nie dzieje się na pewno inaczej?
- Chociaż przyjęliśmy zasadę, aby sadzić dęby Jana Pawła II przy nadleśnictwach to nie wszędzie były po temu odpowiednie warunki. Dlatego też na przykład posadziliśmy dąb przy krzyżu postawionym na pamiątkę pobytu Jana Pawła II w Lublinie, w dziewiętnastą rocznicę tego wydarzenia. Odbyła się tam w obecności wielu znakomitych gości, w tym parlamentarzystów, wielka uroczystość pod patronatem arcybiskupa Józefa Życińskiego, Wojciecha Żukowskiego - wojewody lubelskiego oraz Andrzeja Pruszkowskiego - prezydenta Lublina, połączona z bierzmowaniem młodzieży. Ministra środowiska Jana Szyszko reprezentowała wiceminister Agnieszka Bolesta. Uroczystości takie spotykają się z dużą przychylnością społeczną, tym samym przysparzając leśnikom nowych zwolenników.

- Dziękuję za rozmowę.