Głos Lasu 11/2006
W listopadowym numerze Głosu Lasu m. in. Zagrożony byt beskidzkich świerków, Powstrzymać chrabąszcza, Leśnictwo a handel emisjami, Lasy w polityce ekologicznej państwa
W numerze:
- Zagrożony byt beskidzkich świerków;
- Z krajowej konferencji hodowlanej. Rębnie złożone;
- Powstrzymać chrabąszcza;
- W Kobiórze - żubry z bliska;
- Sprzątali las;
- Lekcja patriotyzmu w Bykowcach;
- „Polana Jana Pawła II” i „Droga Solidarności”;
- Dąb papieski ozdobił arboretum Lasów Puszczy Iłżeckiej;
- Nadleśnictwo ze sztandarem;
- Historia zatoczyła koło;
- Nie tylko Święto Jesieni;
- Leśnictwo a handel emisjami;
- Spotkania dyrektórów europejskicj lasów państwowych;
- Finał już blisko;
- Perypetie z Komisją Leśno-Drzewną;
- Lasy w polityce ekologicznej państwa;
- Przygotowania do warszawskiej konferencji MPOLE;
- Leśne akcenty na Polagrze-farm;
- Starania ZUL-i o wsparcie unijne - poparcie posłów;
- Leśnictwo i drzewnictwo w prasie zachodniej;
- Rady i porady;
- Przeznaczenie gruntów do zalesiania;
- Pożegnania.
ZAGROŻONY BYT BESKIDZKICH ŚWIERKÓW
W tym roku w Beskidzie Śląskim i Żywieckim nastąpiło przyspieszenie zjawiska zamierania drzewostanów, głównie świerkowych, inne na ogół trzymają się względnie dobrze. Nad podziw dobrze np. ma się jodła, co dla leśników jest dużym zaskoczeniem, bo w ciągu ostatnich dziesięcioleci w lasach Beskidu Zachodniego gatunek ten wręcz zanikał.
Wędrujący po Beskidzie Śląskim i Żywieckim swoimi ulubionym szlakami ostatnio coraz częściej widzą, że lasu jest jakby mniej, a w oczach rosną pryzmy drewna. Zdarzają się nawet skargi, w których zarzuca się leśnikom wycinanie jakoby najdorodniejszych świerków w celu powiększania dochodów ze sprzedaży surowca drzewnego.
Szukać w historii
Geneza zjawiska zamierania świerka w Beskidach jest odległa w czasie. Należy jej szukać w zmianach składów gatunkowych drzewostanów, jakie tutaj miały miejsce półtora, a nawet dwa wieki temu. Wtedy to nowoczesna nauka leśna ukształtowała pojęcie tzw. renty gruntowej (chodziło o szybkie zwiększenie efektywności gospodarki leśnej). Zastanawiając się jak postępować by gospodarka leśna dawała stałe dochody zaczęto na ogromną skalę w miejsce istniejących bukowo-jodłowych drzewostanów wprowadzać świerk niewiadomego pochodzenia. - Nie znano jeszcze wtedy elementarnych praw przyrody, a o genetyce nikomu się nawet nie śniło. Na jedno pokolenie drzewostanów tego rodzaju idea, wywodząca się z leśnictwa niemieckiego czy austriackiego, sprawdziła się - mówi Mirosław Nowak, naczelnik Ochrony Lasu w RDLP Katowice.
I rzeczywiście, tak zasobnych drzewostanów jak beskidzkie próżno szukać na ziemiach polskich (może jedynie porównywalne są buczyny na Wolinie). Tak naprawdę wspaniałym świerkom istebniańskim przez wiele lat żadne inne nie dorównywały.
Do czasu
Przyroda upomniała się jednak o swoje prawa i odrzuca obce jej formacje czy zbiorowiska leśne. Naturalnymi zespołami powinny być tu zespoły buczyny karpackiej w różnych wariantach - w zależności od żyzności gleb, ale są tylko monokultury świerkowe. - Na domiar złego były one poddane długoletniemu oddziaływaniu emisji przemysłowych - twierdzi naczelnik Nowak.
Bliskie sąsiedztwo aglomeracji górnośląskiej i po czeskiej stronie - ostrawskiego zagłębia węglowego sprawiło, że emisje przemysłowe nad tym obszarem docierały wraz z opadami do gleby, która w Beskidzie Śląskim jest płytka i o małej miąższości. - Badano tu zawartość jonów glinu w glebie; jeżeli glin występuje w nadmiarze to wówczas blokuje dostęp wody i pokarmu do roślin. Dopuszczalna norma dla tych jonów wynosi 100 ppm. Okazało się, że w Beskidzie Śląskim jest aż 1800 ppm, a pod Baranią Górą nawet 3300 ppm. Poza tym zanotowano małą zawartość innych składników, jak wapno czy magnez i zabójcze dla roślin pH – 2,8 – mówi Witold Szozda, nadleśniczy Nadleśnictwa Wisła.
Akumulacja tych związków z pewnością nie pozostawała bez wpływu na kondycję zdrowotną drzew. Zależnie od ich predyspozycji czy wrażliwości na emisje przemysłowe różnie to rzutowało na ich zdrowotność.
Zaczęło się od jodły
Najpierw w drzewostanach beskidzkich zaczęła ginąć jodła, która była najwrażliwszym składnikiem ekosystemu. Jodły tylko szczątkowo przetrwały tę apokalipsę, trwającą bez mała od lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku do początków tego stulecia. Ale to właśnie jodły, kiedy następowała wiążąca się z przemianami gospodarczymi regionu poprawa jakości powietrza, wręcz odżyły.
„Bomba zegarowa”
W wypadku świerków zainicjowane dość dawno procesy chorobowe trwają z nasileniem do dziś. Zresztą przeciwko świerkom jakby coś się sprzysięgło. Znane jest np. zjawisko, które można porównać do ukrytej, tykającej w korzeniach świerczyn „bomby zegarowej”. Jest to występowanie opieńki, grzyba powodującego zniszczenie części systemu korzeniowego. - Przez długi czas występowanie opieńki było trudne do rozpoznania, bo z wierzchu nie widać, co się dzieje pod ziemią. W ciągu ostatnich sześćdziesięciu lat grzyb ten objął swoim zasięgiem występowania cały obszar Beskidu Śląskiego, Żywieckiego i Małego. Tylko fragmenty, gdzieś na Rycerzowej w kierunku Pilska i Babiej Góry są wolne od opieńki - mówi Mirosław Nowak.
W tej sytuacji trzeba było tylko splotu niekorzystnych okoliczności klimatycznych, jakie miały miejsce w tym roku (gorący i suchy lipiec, opady poniżej średniej wieloletniej), by świerki zaczęły zrzucać igły. - Podczas spotkania ekspertów, których poprosiliśmy o opinię jak zaradzić temu zjawisku, staliśmy na Kubalonce w Wiśle, a tu równo jak deszcz sypały się na ziemię zielone igły świerkowe - wspomina naczelnik Nowak.
Jeśli nawet większość korzeni jest zainfekowana przez opieńkę, to pozostała część funkcjonuje normalnie. Jest jednak warunek - że woda jest. Niestety w tym roku wody brakowało i stąd takie a nie inne efekty.
Korniki tylko czekały
Kornik drukarz i towarzyszące mu inne gatunki korników natychmiast wyczuły korzystne warunki do swojego rozwoju i masowo zaatakowały świerczyny osłabione suszą i opieńką. Sytuacja sprzyjała im na tyle, że w ciągu roku wydały więcej niż zwykle pokoleń. Nic nie pasożytowało ich larw, a zwykle pod korą jaja korników i ich larwy są przy większej wilgotności atakowane przez grzyby.
W wyniku wzmożonej aktywności korników w wielu świerczynach Beskidu Śląskiego i Żywieckiego nastąpiło grupowe, a lokalnie powierzchniowe zamieranie drzew. W tym wszystkim nieszczęściem jest, że świerki, które rosną w Beskidach są w opłakanym stanie, ze szczątkową koroną i wcześniej czy później będą przez korniki opanowane.
Przyroda upomina się o swoje
Leśnicy w Beskidach uważają, że trzeba spojrzeć na problem zamierania świerków z dystansu. - Musimy przede wszystkim drzewostany te przebudować, czyli powrócić do typowych dla tej części Polski składów gatunkowych, do buczyn i drzewostanów jodłowo-bukowych. Zresztą te lite świerczyny od lat są przebudowywane - podkreśla Mirosław Nowak.
W nadleśnictwach Bielsko i Andrychów np., gdzie wcześniej wystąpiły problemy rozpadu świerczyn, drzewostany już są przebudowane. Kilka lat temu powstał nawet specjalny program dla Beskidów, w którym oprócz wskazówek merytorycznych znalazła się także koncepcja sfinansowania prac. Zdaniem leśników realizację programu zakładającego przebudowę drzewostanów w ciągu kilkunastu lat trzeba przyspieszyć. Już wiadomo, że jeśli nic się w przyrodzie nie poprawi to proces przebudowy drzewostanów trzeba będzie skrócić do lat kilku.

Faktem jest, że warunki panujące w Beskidach są i tak korzystniejsze w porównaniu z tymi, jakie były kiedyś w Sudetach. Beskidzkie lasy charakteryzują się bowiem obfitym odnowieniem naturalnym, zwłaszcza jodły, ale też występuje silna ekspansja buka. Niestety są tereny, gdzie buka ani jodły nie ma i wówczas trzeba w tych miejscach wkraczać z ręcznym podsadzaniem. Ponieważ zarówno jodła jak i buk w czasie zakładania uprawy wymagają ocienienia górnego, to żeby zdążyć z podsadzaniem - tam gdzie odnowienia naturalnego nie ma - powinno się chronić świerki.
- Rozwiązanie problemu zamierania świerków w Beskidach wymaga spokoju. Niektórzy na przykład próbują nam wmawiać, że „idziemy za kornikiem” wycinając posusz, że nic nie robiliśmy wcześniej, nie przeciwdziałaliśmy temu zjawisku. Jest to oczywista nieprawda, bo takiego niekorzystnego splotu okoliczności, jaki tu w tym roku wystąpił jak dotąd nie było. Chociażby opieńka, która jeszcze pięć lat temu była saprofitem, a dzisiaj atakuje żywe drzewa - mówi nadleśniczy Witold Szozda, który pracuje w Nadleśnictwie Wisła od prawie 30 lat.
Problem lasów niepaństwowych
Lasy niepaństwowe w niektórych miejscach są w gorszym stanie niż państwowe. Uprzątanie drzew, posuszu czynnego z kornikiem pod korą odbywa się dużo bardziej opieszale, o ile się w ogóle odbywa. Korniki stamtąd będą migrować, dlatego pilnym problemem do rozwiązania pozostawało usuwanie przez właścicieli lasów porażonych drzew.
Leśnicy uczulili na ten problem starostwa powiatowe, aby egzekwowały wykonywanie wydawanych przez nich decyzji. Również w gminach, w obecności leśników, dyskutowano o płynących zagrożeniach. Do właścicieli lasów prywatnych apele o usuwanie z lasu martwych drzew kierowano również z kościelnych ambon. - Wśród działań z naszej strony zmierzających do wyłapywania korników z lasów prywatnych było również wystawienie pułapek feromonowych - mówi naczelnik Mirosław Nowak. Rozpowszechniano także ulotki, w których m.in. zaznaczono, że: „…Walka z kornikiem i ochrona świerczyn ma dać czas człowiekowi na przywrócenie zbliżonego do natury charakteru lasów, po to żebyśmy my i nasze dzieci mogli korzystać z ich funkcji i cieszyć się ich pięknem”.
Tekst i zdjęcia:
Ewa Kwiecień



