Głos Lasu 02/2005
Inwestowanie w kadrę przynosi najlepsze efekty. Podkreślał to wielokrotnie dyrektor generalny LP Janusz Dawidziuk, m.in. podczas jubileuszowych spotkań z okazji 80-lecia LP organizowanych w ubiegłym roku. O działaniach zmierzających do podniesienia poziomu kwalifikacji pracowników rozmawiamy z Januszem Zaleskim, zastępcą dyrektora generalnego LP.
Podnoszenie kwalifikacji - prawo, przywilej czy obowiązek?
– Truizmem będzie stwierdzenie, że im lepiej wykształcona kadra, tym lepiej funkcjonuje firma. W jakim stopniu Lasy Państwowe są zainteresowane podnoszeniem kwalifikacji i poszerzaniem wiedzy swoich pracowników?
– Nie ma tutaj i być nie może żadnych wątpliwości. Powinniśmy o naszych pracowników dbać, wspierać organizacyjnie oraz w miarę potrzeb i możliwości LP również finansowo ich starania o uzupełnianie wiedzy, poszerzanie, czy podwyższanie kwalifikacji.
– Podnoszenie kwalifikacji, uzupełnianie wiedzy jest prawem czy obowiązkiem pracownika?
– To prawo i obowiązek pracownika, za to obowiązkiem szefa powinno być dbanie o to, żeby pracownik swoje kwalifikacje uzupełniał. W ostatnich trzech latach Lasy Państwowe prowadziły wiele szkoleń. Obejmowały one m.in. zagadnienia związane z wdrażaniem nowych instrukcji dotyczących hodowli, ochrony i urządzania lasu oraz zasad gospodarowania jako instrumentu prowadzenia wielofunkcyjnej gospodarki leśnej. Mówiono także o problemach zrównoważonej gospodarki leśnej przy nowych uwarunkowaniach po wejściu naszego kraju do Unii Europejskiej oraz współczesnych problemach zarządzania gospodarstwem leśnym. Były to szkolenia profesjonalne, ale i ogólnie poszerzające horyzonty.
– Czy szkolenia powinny być organizowane w dyrekcjach regionalnych, czy centralnie? Jaki krąg uczestników powinny obejmować?
– To zależy przede wszystkim od tematyki. Od dyrekcji generalnej po regionalne szkoliliśmy np. kadrę kierowniczą wzmacniając jej umiejętności menedżerskie. W tym roku, wspólnie z IBL, chcemy też przeszkolić leśniczych, zapoznać ich z nowymi trendami, zwłaszcza w kwestii gospodarki leśnej w lasach niepaństwowych. Dzisiaj blisko 1,6 tys. leśniczych na około 6 tys. ma wykształcenie wyższe. Część jest w trakcie zdobywania tytułu inżyniera lub magistra. Musimy docierać do tych wszystkich, którzy mają dyplomy wyższych uczelni lub je zdobywają oraz do tych, którzy legitymują się dyplomami techników leśników, po to żeby aktualizować i poszerzać ich wiedzę. Począwszy od nadleśnictwa aż po dyrekcję generalną wszystkie jednostki mają obowiązek organizowania szkoleń. Oczywiście w miarę możliwości, angażując pracowników własnych, instytutów naukowych oraz instytucji z leśnictwem współpracujących.
Po wejściu do Unii poszerza się zakres naszych działań, chociażby o kwestię zalesień na gruntach niepaństwowych. Lasy Państwowe wygrały konkurs na doradztwo dla właścicieli lasów innej własności. Służba Leśna będzie prowadzić szkolenia adresowane do prywatnych właścicieli lasów. Jednocześnie sami będziemy musieli się do tego przygotować, a więc sami będziemy musieli się przeszkolić. Zmienia się nasze otoczenie, musimy się przystosować do tego, czego od nas wymaga społeczeństwo, czego od nas wymaga las, gospodarka leśna.
– Czy istnieje konieczność dokształcania pracowników poza Lasami Państwowymi?
– Jest całe spektrum tematów, które są znacznie lepiej opracowane przez specjalistów innych dyscyplin, chociażby z zakresu zarządzania, marketingu czy kształcenia kadry menedżerskiej. Tutaj musimy sięgać po wykładowców i firmy, które zrobią to znacznie lepiej od nas. Niemniej jest to tylko pewna część organizowanej przez Lasy działalności szkoleniowej.
– Jaki jest związek między wykształceniem pracowników a możliwościami ich awansu?
– Na pewno to, że ktoś odbył jakąś liczbę szkoleń, że zdobył dyplom inżyniera, magistra, skończył studia podyplomowe czy uzyskał tytuł doktora powinno pomagać, i czasami pomaga, w pracy. Zdarzają się jednak szefowie jednostek, którzy nie tylko nie wspierają chcących się kształcić, ale wręcz ich powstrzymują w tych dążeniach. Często powtarzam tezę, że szef jednostki, w której liczba ludzi wykształconych jest zdecydowanie niższa od średniej, wystawia sobie złe świadectwo. W takim przypadku należałoby się zastanowić nad jego przydatnością na stanowisku. Bo przecież najlepiej dla szefa, menedżera jest dać pracować na swój sukces ludziom mądrzejszym od siebie, a nie hamować ich inwencję, chęć działania. Niestety, nie wszyscy są ideałami, nie wszyscy to rozumieją, ale taki sposób widzenia powinien się przebijać. To jest moim zdaniem bardzo ważne. Jest stosowne zarządzenie dyrektora generalnego LP, mamy niezłą sytuację finansową, a zatem jeśli jest dobra wola szefa jednostki to nie powinno być problemów ze sfinansowaniem pracownikowi dodatkowej edukacji, w tym studiów.
Inną kwestią jest to, że ciągle nie możemy doszukać się w Lasach jasno określonej ścieżki awansowania. Powinniśmy określić np. ile lat trzeba być na danym stanowisku, żeby awansować na następne. Umożliwiłoby to unikanie przypadkowości, a zdobywanie czy uzupełnianie wykształcenia ewidentnie by się opłacało.
– Czy profil szkoleń uwzględnia specyfikę już posiadanego przez pracowników wykształcenia?
– W niektórych przypadkach tak. Są np. kursy skierowane do rzeczników prasowych regionalnych dyrekcji, osób zajmujących się integracją z Unią Europejską czy też np. selekcją i nasiennictwem. Jednak większość szkoleń skierowanych jest do szerokiego grona adresatów, raczej bez uwzględniania ich specjalności. Przy czym akurat w Lasach Państwowych większość uczestników szkoleń to absolwenci techników i uczelni leśnych.
– Czy Lasy Państwowe mają jakikolwiek wpływ na program nauki w technikach i uczelniach leśnych?
– Bezpośredniego nie. Możemy i sugerujemy czasem wyższym uczelniom, że profil ich kształcenia powinien ulec zmianom, nawet radykalnym. Taka świadomość na uczelniach panuje. Ale do konkretnych decyzji jest bardzo daleko i niestety programy nauczania odbiegają od tego, czym powinni sie zajmować przyszli leśnicy. Uczy się jeszcze dzisiaj np. żywicowania, co przecież w naszych warunkach jest wiedzą historyczną i czysto teoretyczną. Takich przykładów można wymienić więcej. Obawiam się, że upłynie dużo czasu zanim programy zostaną zreformowane. A moim zdaniem większy niż do tej pory nacisk powinien być położony na przedmioty pozwalające działać i odnajdywać się w otaczającym świecie, np. na prawo, socjologię, kontakty ze społeczeństwem, umiejętność komunikowania się, wypowiadania.
– Jak z punktu widzenia zakładu pracy LP postrzegają kwestię uzyskiwania przez pracowników tytułów naukowych, np. doktoratów?
– Uważam, że jeżeli nie ma prawnych przeszkód i są możliwości finansowe to również różne formy wspierania doktorantów są wskazane. W przyszłości będzie tak, że leśniczowie będą absolwentami studiów wyższych, a wielu nadleśniczych zrobi doktoraty. Zresztą ten proces już się zaczął. Takie są tendencje światowe i takie obserwowane są również w Polsce. To, co kiedyś powodowało zdziwienie, dzisiaj staje się regułą. Trudno jednak przewidywać, że np. wszyscy nadleśniczowie w przyszłości będą musieli się legitymować doktoratami. W każdym razie obecność w Lasach Państwowych osób z tytułami naukowymi wpływa pozytywnie na wizerunek firmy, na jej jakość.
– Swego czasu wiele się mówiło o potrzebie utworzenia w Lasach Państwowych tzw. kadry rezerwowej. Czy coś dzieje się w tej sprawie?
– Już wprowadziliśmy system oceny pracowników i myślę, że kolejnym krokiem będzie ustalenie kadry rezerwowej. Kiedyś już w Lasach Państwowych ona istniała, choć z jej wykorzystaniem było różnie. W każdym razie istnieje potrzeba jednolitej polityki kadrowej, ustalenia klarownych, jasnych podstaw, co umożliwi sięganie po kadrę rezerwową.
Rozmawiał Jerzy Drabarczyk

