Rysi piastun z Puszczy Piskiej
Badania opinii publicznej oraz wiedzy społeczeństwa na temat dużych drapieżników, wykonane na zlecenie ekologów z WWF wykazały, że ponad połowa Polaków nie ma świadomości występowania w naszym kraju rysi. Faktycznie jest tych drapieżników mało i nie każdy biotop im odpowiada. Dzięki pomocy leśników ostatnio pojawiły się w Puszczy Piskiej.
Ryś ma charakterystyczną sylwetkę wpisaną w kwadrat. Odmienność wyglądu od innych kotów zapewniają: krótki, 15–20-centymetrowy ogon oraz pędzelki na uszach. Porównując go z psem, jest wielkości setera lub owczarka niemieckiego. Wysokie nogi i szerokie łapy doskonale przystosowują do sprawnego poruszania się po drzewach, terenach podmokłych i śniegu. Rysie, w przeciwieństwie do wilków, nie budzą w Polsce większych emocji społecznych. Być może, dlatego że bardzo rzadko wchodzą w naszym kraju w konflikt z gospodarką człowieka. We Francji, Szwajcarii, Szwecji i Norwegii trwa gorąca dyskusja na ich temat, tam bowiem wyrządzają znaczne szkody w hodowli owiec.
W naszym kraju o rysiu słyszy się rzadko, a wiedza o nim jest nikła. Nie wzbudza większego zainteresowania, a sam nie zawoła o pomoc. A potrzebuje pomocy, jak każdy duży drapieżnik, bez którego rozpada się naturalny łańcuch pokarmowy. Nieustanne zagarnianie przestrzeni przez człowieka, urbanizacja, industrializacja, dzielenie kompleksów leśnych drogami, przerywanie korytarzy ekologicznych, a w przeszłości również polowania, sprawiły, że jest to dziś gatunek szczególnie zagrożony, notowany w Polskiej Czerwonej Księdze Zwierząt. Sfinansowany w 2001 r. przez Dyrekcję Generalną Lasów Państwowych „Program inwentaryzacji wilków i rysi w nadleśnictwach i parkach narodowych Polski” rozwiał resztki złudzeń. Krajowa populacja rysia oszacowana została na zaledwie 200 sztuk. Wierni tradycji i zawodowej misji, zapisanej w przeszłości udziałem w ratowaniu m.in. żubra, bobra czy ptaków drapieżnych – również rysiowi – z pomocą ruszyli leśnicy.
Born to be free
„Born to be free – urodzony, aby być wolnym”. Taką nazwę nosi unikatowy pod względem metody program reintrodukcji, czyli przywracanie rysi naturze, realizowany wspólnie przez naukowców i leśników z nadleśnictw Pisz i Maskulińskie. Autorem pomysłu jest dr Andrzej Krzywiński – postać równie niezwykła, jak projekty, które realizuje. Jest m.in. założycielem i twórcą Parku Dzikich Zwierząt w Kadzidłowie. Park ma status ogrodu zoologicznego, nie jest to jednak normalne zoo, lecz miejsce, w którym zwiedzający dowiadują się od przewodników o biologii, zwyczajach oraz potrzebie ochrony gatunków rzadkich i ginących, takich jak ryś, wilk, puchacz, cietrzew, głuszec czy jarząbek. To również żywe laboratorium przyrodnicze, w którym prowadzone są prace nad reintrodukcją gatunków zagrożonych wyginięciem, na przykład kuraków leśnych czy rysia nizinnego.Tutaj też zrodził się pomysł nowej metody, dla gatunków ptaków wyjątkowo trudnych do introdukcji, jakimi są kuraki leśne oraz dla rysi. A pomysł podsunęły panu Andrzejowi... właśnie obserwacje młodych rysi.
– Największą radość w mojej pracy czerpię z obserwacji samych zwierząt. Wielogodzinne podglądanie z ukrycia dowolnego gatunku najlepiej uzmysławia, jak wiele zachowań zwierząt jest jeszcze niepoznanych i nieopisanych bądź opisanych błędnie. Kilka lat temu obserwowałem młode rysie w wolierze, które po wichurze poprzedniej nocy szybko odnalazły małą szczelinę pomiędzy siatką a pniem potężnej sosny, rosnącej wewnątrz woliery. Kocięta po małym spacerze przywołane głosem matki powróciły do niej tym samym wejściem. To one w zasadzie podsunęły mi pomysł, aby urodzonym w niewoli kociętom albo pisklętom kuraków – głuszców, cietrzewi, jarząbków – stwarzać warunki do poznawania wolnej przestrzeni, z zachowaniem stałego kontaktu z matką, pozostającą w wolierze – wyjaśnia dr Krzywiński.
Osobnik dobrze urodzony
Najważniejszym problemem w procesie restytucji rysia jest jednak jego pochodzenie. W Polsce trwa ożywiona dyskusja, czy rysie górskie i nizinne to tylko dwie, różniące się od siebie – głównie umaszczeniem i liczbą cętek na skórze – formy, czy dwa podgatunki. Światowa Unia Ochrony Przyrody IUCN nakłada obowiązek wykorzystywania do reintrodukcji osobników rodzimych bądź gatunku z najbliższego zasięgu geograficznego. Wymagało to znalezienia biotopu, który spełniałby wszystkie wymogi ostoi zwierzyny, gwarantując rysiom obfitość pokarmu oraz poczucie bezpieczeństwa.
Głównym założeniem metody dr. Krzywińskiego jest zapewnienie urodzonym w niewoli rysiom kontaktu ze środowiskiem, w którym mają przebywać na wolności, przy jednoczesnym ograniczeniu do minimum kontaktu z człowiekiem. Populacja polskich rysi, zbyt mała, nie mogła stanowić źródła pozyskania osobników do tego projektu, a w polskich ogrodach zoologicznych, niestety, nie było rysi nizinnych. Dlatego po uzyskaniu opinii Państwowej Rady Ochrony Przyrody, zagwarantowaniu dotrzymania wytycznych IUCN oraz spełnieniu wymogów prawnych, czyli otrzymaniu dla kotów zezwolenia na przekroczenie granicy (CITES), z ogrodu zoologicznego w Mińsku na Białorusi trafiły do nas trzy młode rysie – samice Biłoruska i Puszcza oraz samiec Sharp, będący potomkiem dzikiej samicy. Najpierw, na mocy umowy o współpracy Parku Dzikich Zwierząt z Nadleśnictwem Maskulińskie z 15 maja 2003 r., wybudowano dla nich dwie woliery wsiedleniowe w leśnictwach Ukta i Dębowo. Trzecia woliera – również w ramach oficjalnej współpracy z leśnikami – powstała w ubiegłym roku w Nadleśnictwie Pisz.
– Miejsca przyszłego bytowania rysi wybieraliśmy szczególnie starannie – mówi dr Piotr Czyżyk, nadleśniczy Nadleśnictwa Maskulińskie. – Nieduża, częściowo izolowana populacja rysia w Puszczy Piskiej przestała istnieć w końcu lat 80 ub.w. Ostatnie rysie, matka z dwójką młodych, zginęły w Karwicy. Wraz z całą załogą mamy wielką satysfakcję, że to właśnie u nas przypieczętowaliśmy sukces tej oryginalnej metody powrotu tych kotów do natury – dodaje nadleśniczy. [...]
Piotr Pukos
Więcej na łamach listopadowych „Ech Leśnych”

