Tak dziś to widzę
Z prof. Andrzejem Szujeckim – uczonym, politykiem, architektem przemian w polskim leśnictwie, rozmawia Krzysztof Fronczak.
– Pana związki z leśnictwem mają długą historię. Dlaczego zainteresował pana las i jego życie?
– Wrażliwość na piękno polskiego lasu zawdzięczam przede wszystkim matce. To ona zwróciła uwagę małego chłopca na jedyny w swoim rodzaju świat przyrody. Służyły temu spacery po parku Stryjskim we Lwowie, wakacje w Karpatach Wschodnich czy piękna zimowa sceneria Beskidów w Bystrej Śląskiej.
Zainteresowania przyrodnicze rozbudził też we mnie starszy o osiem lat brat, Bronisław, którego, niestety, śmierć zabrała, kiedy miał zaledwie 14 lat. Ojciec pracował w Straży Granicznej, a po reorganizacji tej służby musiał przejść na wczesną emeryturę i poszukiwać nowego zatrudnienia, co całkowicie rozbiło życie rodzinne, toteż często zmienialiśmy miejsce zamieszkania. Poznawałem więc najróżniejsze zakątki Polski.
Wojenna tułaczka, która rzuciła nas do Kazachstanu, potem do Iranu, Indii, a wreszcie do Rodezji Północnej, Lusaki w obecnej Zambii, w niezamierzony sposób stworzyła warunki do poznania nowych krajobrazów i zjawisk przyrodniczych, niekiedy bardzo pięknych i ciekawych, choć nie zawsze człowiekowi przyjaznych. W Lusace spotkałem ludzi, którzy mieli największy wpływ na moje dalsze życie. Byli to dr Witold Eichler, dr Wacław Korabiewicz oraz Józef Kabat.
Witold Eichler zainteresował mnie światem owadów. Lekarz w armii carskiej, podróżnik, już w 1910 r. utworzył muzeum entomologiczne w Pabianicach. W Lusace był moim nauczycielem w polskim gimnazjum. Przed śmiercią w 1960 r. zapisał w testamencie wielki zbiór chrząszczy, o trudnej do przecenienia wartości naukowej, Instytutowi Zoologii PAN.
Wacław Korabiewicz – zamiłowany podróżnik, harcerz,lekarz, żeglarz, ostatecznie ukształtował moją postawę życiową i światopogląd. Za sprawą Józefa Kabata, leśnika urodzonego w Broku nad Bugiem, zapoznałem się w Lusace z wydanym przed wojną, szczęśliwie zachowanym, Przewodnikiem techniczno-leśnym. Cały rozdział, opracowany przez Romana Kuntze, poświęcony owadom leśnym, sumiennie przepisałem wtedy do specjalnego brulionu.
Nie przypuszczałem nawet, że parę lat później, po obronie w 1953 roku pracy magisterskiej z dziedziny ochrony lasu i entomologii, napisanej pod kierunkiem prof. Mariana Nunberga, zostanę asystentem mego promotora w SGGW, a w 1966 r. obejmę po nim wykłady z entomologii leśnej. Kto mógł też przewidzieć, że pierwszym zbiorem owadów, nad którym będę pracował w Katedrze Ochrony Lasu SGGW, stanie się zbiór stonkowatych Romana Kuntze, szczęśliwie rewindykowany z Niemiec?
– Należy Pan do grona prekursorów takich kierunków, jak ochrona
ekosystemów leśnych, inżynieria ekologiczna. Rozwinął Pan badania
nad wpływem antropopresji na ekosystemy leśne. Dziś ta tematyka ma
pierwszorzędne znaczenie. Ale pana związki z leśnictwem to nieczęste połączenie drogi uczonego i drogi polityka.
W 1993 roku, a więc u progu zmian ustrojowych w Polsce, został Pan podsekretarzem stanu w ówczesnym Ministerstwie Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa, kładąc potem wielkie zasługi dla transformacji krajowego leśnictwa.
Panu zawdzięczamy ukierunkowanie polityki leśnej na ekologizację i ochronę zielonych zasobów w niełatwym otoczeniu rodzącej się, bardzo ekspansywnej, młodej gospodarki rynkowej. Jest Pan usatysfakcjonowany efektami swej pracy?
– Obejmując stanowisko w MOŚZNiL, postanowiłem zachować kontakt z uczelnią i nadal prowadziłem wykłady w SGGW oraz – choć z wyraźnie mniejszą intensywnością – pracę naukową. Zrezygnowałem natomiast z funkcji przewodniczącego Polskiego Towarzystwa Leśnego, wychodząc z założenia, że do zadań PTL należy przecież recenzowanie polityki leśnej rządu i organizacja ta powinna mieć niezależną pozycję. Już jako urzędnik państwowy wspierałem zorganizowanie przez PTL pierwszego po siedemdziesięcioletniej przerwie Kongresu Leśników Polskich w 1997 r.
W latach dziewięćdziesiątych ubiegłego wieku przystąpiłem do przekształceń gospodarki leśnej, wynikających z wieloletnich badań właśnie nad ochroną ekosystemów leśnych i zagadnieniami inżynierii ekologicznej. Była wówczas pilna potrzeba zbudowania mocnych ekologicznych podstaw gospodarki leśnej.
Te działania wpisywały się zresztą w nurt ogólnoświatowy i miały źródło w wielu międzynarodowych projektach badawczych, konferencjach naukowych i spotkaniach politycznych, w których braliśmy czynny udział. To był już dobry grunt dla dalszych przekształceń ustrojowych w polskim leśnictwie, podjętych przez zespół ministra Bogusława Mozgi, uwieńczonych ustawą o lasach i pakietem aktów wykonawczych do niej.
To wtedy pojawiło się pojęcie wielofunkcyjnej gospodarki leśnej, choć z perspektywy czasu nie sposób nie zauważyć, że wtedy niewielu naprawdę rozumiało co to jest, a już zwłaszcza, jak tę wielofunkcyjność osiągnąć.
Naszym sukcesem była bez wątpienia Polityka leśna państwa, przygotowana
przez MOŚZNiL, a w 1997 r. przyjęta przez Radę Ministrów. To pierwszy dokument tej rangi, jasno określający założenia polityki państwa wobec leśnictwa i deklarujący wielofunkcyjność i wszechstronną użyteczność społeczną lasu.
W drugiej połowie lat 90. ub.w. podjęliśmy nowelizację ustawy o lasach. Powodów było kilka – względnić m.in. ustalenia konferencji międzynarodowych, w tym konwencji o różnorodności biologicznej czy konwencji Narodów Zjednoczonych w sprawie zmian klimatu z 1992 r. Znalazło się w niej echo rezolucji Ministerialnego Procesu Ochrony Lasów w Europie (zwłaszcza konferencji w Helsinkach w 1993 r., w trakcie której
sformułowano definicję trwałej i zrównoważonej gospodarki leśnej). Ale, niejako przy okazji, trzeba też było domknąć furtkę w prawie, by przeciwdziałać nasilającej się w kraju nielegalnej eksploatacji lasów prywatnych, czego dostatecznie nie dopilnowano w ustawie z 1991 r.
– Ustawa o lasach stała się dobitnym potwierdzeniem ekologicznych podstaw polskiego leśnictwa…
– Ale wniosła też niezwykle ważne rozwiązanie w postaci funduszu leśnego. Ten mechanizm wewnętrznego kompensowania kosztów działalności nadleśnictw Lasów Państwowych, wspierania słabszych jednostek organizacyjnych przez radzące sobie lepiej, wielokrotnie sprawdził się w praktyce. (…)
Fotografia: Krzysztof Fronczak
Więcej na łamach lutowych Ech Leśnych.
Zobacz cały spis treści lutowych Ech Leśnych.

