Szkodzą, nie szkodzą?
Człowiek wciąż usiłuje podporządkować sobie naturę. W zależności od zmieniających się potrzeb – rządzi zwierzętami i roślinami. Wprowadza własne kryteria, podziały, nie zawsze zgodne z jej odwiecznymi prawami. Dzieli organizmy na obojętne, pożyteczne i szkodliwe, zwykle najwięcej uwagi poświęcając szkodnikom. I jakby zapomina, że to właśnie on sam jest największym szkodnikiem w przyrodzie.
Las nie jest przypadkowym zbiorem roślin i zwierząt, lecz doskonale zorganizowaną formacją przyrodniczą. Jak w całej przyrodzie, działa w nim obieg materii z podstawowymi elementami: producentami, konsumentami i reducentami. W naturalnie funkcjonującym ekosystemie te elementy pozostają w równowadze. Nie ma wtedy pojęcia szkody i szkodnika, bo każdy organizm i każde jego działanie są pożyteczne i potrzebne.
Dopiero ingerencja człowieka zakłóca tę harmonię, powoduje konieczność posługiwania się kategoriami przydatności i szkodliwości organizmów. Zachwianie równowagi biologicznej, wyniszczenie jakiegoś gatunku, a nadmiar innego nieuchronnie burzy pierwotny ład w przyrodzie i prowadzi do często nieodwracalnych zmian.
Stwórca szkodnika
Szkoda to pojęcie bardzo względne. Bo raz cieszymy się, znajdując krzew ogryziony przez sarny lub zające i mówimy, że są to ślady bytowania zwierząt. Innym razem, oglądając zgryziony krzew lub drzewko, pomstujemy na paskudne szkodniki i podejmujemy działania mające na celu ograniczenie liczebności sprawcy. Kiedy są to zatem szkody, a kiedy naturalne przejawy bytowania zwierzyny?
Dawne naturalne, mieszane i zróżnicowane lasy zapewniały zwierzynie urozmaicony pokarm w wystarczającej ilości przez cały rok. Gdy człowiek zaczął forsownie sadzić sosnowe lub świerkowe monokultury czy zakładać plantacje topolowe, sytuacja zmieniła się diametralnie. Baza żerowa dla zwierzyny mocno się skurczyła, a pokarm stał się ubogi i mało urozmaicony. Zabrakło różnorodności gatunków, bogactwa krzewów w podszycie, czasem nawet roślinności zielnej.
Zapomniano na jakiś czas, że las to nie tylko produkcja drewna. Najłatwiej obserwować to zimą. W jednogatunkowym drzewostanie zwykle oprócz sadzonek nic ponad śnieg nie wystaje, toteż w zasięgu pyska zwierzyny zostaje tylko kora na młodszych drzewkach młodnika lub końce pędów sadzonek na uprawach. Ubóstwo naturalnego pożywienia usiłują rekompensować myśliwi, dokarmiając zwierzynę wykładanym w lesie zbożem, burakami czy ziemniakami.
Pomijając już, że taka karma nie zawsze jest najzdrowsza dla mieszkańców lasu, jej wykładanie powoduje nadmierną koncentrację zwierzyny w pobliżu tych stołówek. Zwierzęta usiłują uzupełnić dietę, ogryzając korę drzew (nazywa się to spałowaniem) lub zjadają całe sadzonki i młode pędy (to zgryzanie).
Duża ilość zwierzyny skupiona na małym obszarze powoduje w lesie dotkliwe szkody. Kiedyś duże drapieżniki: niedźwiedzie, wilki, rysie i żbiki regulowały populacje roślinożerców. Ale człowiek, zanim pojął, co to jest prawidłowe łowiectwo, zdążył je już praktycznie wytępić, uznając drapieżców za szkodniki lub konkurencję. Nie zawsze udaje się prawidłowo prowadzić selekcję zwierzyny poprzez odstrzał, toteż często słabsza część populacji, niechętnie wędrująca po lesie za karmą, trzyma się określonego miejsca, powodując szkody.
Uszkodzone przez zwierzynę drzewa są szczególnie narażone na niekorzystne działanie śniegu i wiatru. Łatwiej zapadają na infekcje grzybowe. Osłabione padają ofiarą szkodników owadzich: pierwotnych i wtórnych, które niszczą często rozległe połacie lasu. Przerzedzone uprawy i młodniki są dostępniejsze dla zwierzyny. Szkody nasilają się, koło się zamyka.
Ryją, gryzą i fruwają
Dzisiejsze leśnictwo, oparte na podstawach ekologicznych i wiedzy przyrodniczej, zmierza do istnienia zbliżonych do naturalnych, zróżnicowanych drzewostanów. Znaczenie drewna dla gospodarki kraju jest ogromne, ale równie ważne są pozaprodukcyjne funkcje lasu. Gospodarka leśna jest tak prowadzona, że zwierzyna także ma w lesie ważne miejsce, a wyrządzane przez nią nieuchronne szkody wkalkulowane są w koszty zarządzania lasem.
Coraz chętniej wracamy do naturalnych metod odnawiania lasu. Zamiast sadzonek dębów stosowany bywa wysiew żołędzi. Siewy połączone z sadzeniem to praktyka coraz powszechniejsza Stanisław Sobański, nadleśniczy Nadleśnictwa Ośno RDLP Szczecin, opracował metodę odnawiania zrębów, której oprócz gospodarczego celu przyświeca motto:
Trzeba dać zwierzynie naturalny żer w lesie, bo gdzie jest obfitość pokarmu, tam zwierzyny może być wiele.
Metoda Sobańskiego polega na połączeniu sadzenia oraz siewu nasion różnych gatunków drzew i krzewów na powierzchniach odnawianych, zgodnie z możliwościami siedliska oraz sztuką leśną. (…)
Tekst i zdjęcie: Jarosław Szałata
leśniczy leśnictwa Pszczew
Nadleśnictwo Trzciel (RDLP Szczecin)
Więcej na łamach lutowych Ech Leśnych.

