W obliczu klęsk
Ze Zbigniewem Filipkiem z Wydziału Ochrony Lasu DGLP rozmawia Katarzyna Bielawska
— Huragany, niszczycielskie opady i susze — gwałtowne zjawiska atmosferyczne występują coraz częściej w naszej strefie klimatycznej. Ich efektem bywają wielkie straty materialne i ludzkie dramaty. Czy ekstremalne zjawiska pogodowe są także
zagrożeniem dla prowadzenia gospodarki leśnej?
— Słysząc o takich zjawiskach, jak tornada czy huragany, my, mieszkańcy Polski, z ulgą zwykliśmy uważać, że nas one nie dotyczą. Nic jednak bardziej złudnego. W historii naszego kraju znane są huragany i tornada o sile niewiele ustępującej tym, które występują w USA czy południowo-wschodniej Azji. Położenie geograficzne Polski uzasadnia kształtowanie się skrajnie różnych stanów pogody, ponieważ kraj nasz leży w miejscu sprzyjającym ścieraniu się różnorodnych mas powietrza. Jeszcze 20 lat temu obserwowaliśmy u nas aż 6 różnych pór roku: zimę, przedwiośnie, wiosnę, lato, słoneczną i ciepłą jesień oraz mgliste i deszczowe przedzimie. Teraz często po zimie następuje od razu lato. Klimat się zmienia i w związku z tym powinniśmy się liczyć ze zwiększeniem częstości występowania wszelkiego rodzaju anomalii pogodowych, jak upały, susze, powodzie, huraganowe wiatry, trąby powietrzne, gradobicia czy gwałtowne ulewy. Wszyscy wiemy, jak bardzo potrafią one zakłócić nasze codzienne życie. Nic więc dziwnego, że zakłócają także gospodarowanie w lesie. Myślę zatem, że stanęliśmy przed koniecznością dostosowania gospodarki leśnej, podobnie zresztą jak innych sektorów gospodarowania, do zmieniających się warunków klimatycznych.
— Kiedy gwałtowne zjawiska atmosferyczne zagrażają nam najbardziej?
— Silne wiatry występują u nas przede wszystkim późną jesienią, zimą i wczesną wiosną, w zależności od regionu, i jest to naturalna cecha naszego klimatu. Natomiast — trąby
powietrzne — najczęściej od czerwca do sierpnia, w godzinach popołudniowych. Trąba powietrzna w naszych szerokościach geograficznych jest silnym wirem powietrza o niewielkiej średnicy. Zarówno huragany, jak i trąby powietrzne nie są zresztą zjawiskiem
nowym. Na przykład, trąba powietrzna, która wystąpiła 20 lipca 1931 r. w okolicy Lublina, spowodowała zniszczenie wielu budynków i przewróciła stojące na szynach załadowane wagony kolejowe. Z kolei w 1957 r. trąba pod Łodzią spustoszyła 12 ha lasu, łamiąc m.in. stuletnie dęby. Wiele osób pamięta wyjątkowo potężną trąbę związaną z frontem szkwałowym z 2002 r., która wystąpiła w okolicy Pisza. Jej efekt to skoszone lub poukręcane drzewa na terenie Puszczy Piskiej. To tylko kilka przykładów. Niewątpliwie jednak ekstremalnych zjawisk pogodowych notujemy dziś znacznie więcej niż kiedyś.
— Jakiego rodzaju szkody powodują w lasach huragany? Jak sobie z nimi radzą leśnicy?
— Straty są zarówno przyrodnicze, jak i ekonomiczne. Ich wielkość zależy przede wszystkim od prędkości wiatru. Efekt to obłamane gałęzie, złamane na różnych wysokościach strzały i wierzchołki drzew, a nawet powalone całe drzewa. Nie można tu mówić o typowych uszkodzeniach. Często zresztą szkody od wiatru objawiają się
dopiero po kilku latach. Pozornie nieuszkodzone zielone drzewa zaczynają nagle schnąć, bo podczas huraganu zostały ponadrywane ich systemy korzeniowe. Jeśli później przyjdzie susza, tak osłabione nie mają większych szans na przeżycie. Szczególnie podatne na szkody od wiatru są drzewa iglaste: świerk, jodła i sosna. Jeśli drzewa są łamane, wywracane lub nawet tylko pochylane, ale na dużych powierzchniach — w lesie zostaje zburzony ład przestrzenny. Zarówno plany urządzenia lasu, zgodnie z którymi gospodarują leśnicy, jak i plany finansowe nadleśnictw muszą być wówczas zmienione. Kiedy w jednych leśnictwach pojawia się nieplanowana wcześniej duża ilość powalonego surowca rzewnego, trzeba często wstrzymywać cięcia w innych. Wcześniejsze umowy z odbiorcami drewna muszą więc być renegocjowane. Trzeba też zadbać o szybkie uprzątnięcie terenu i wywiezienie drewna z lasu, bo w innym wypadku zostanie ono zasiedlone przez szkodniki owadzie lub ulec deprecjacji. To duże wyzwanie logistyczne. Często na powierzchniach pohuraganowych pracują pilarze z okolicznych nadleśnictw, niedotkniętych klęską z zagranicy. W Nadleśnictwie Przedbórz po zeszłorocznym huraganie do tej pory pracują np. ekipy z Czech i Słowacji, często na trzy zmiany. Pierwszą czynnością po przejściu huraganu jest oszacowanie strat, wstępnie często z okien samolotu, jeśli drogi są nieprzejezdne, oraz oczyszczenie dróg dojazdowych. Z uwagi na duże zagrożenie pożarowe takich miejsc. Na powierzchnie pohuraganowe trzeba także skierować zwiększoną liczbę patroli Straży Leśnej, której zadaniem jest zabezpieczenie powalonego drewna przed kradzieżą. Jak widać, koncentracja sił i środków ze strony leśników jest w takich wypadkach ogromna. Po uprzątnięciu powierzchnie są odnawiane przez leśników. Oczywiście, jest to rozłożone w czasie, ale trzeba pamiętać, że zwykle okres, w którym można sadzić nowy las jest
ograniczony do 2—3 miesięcy w roku, w zależności od warunków atmosferycznych.
Odnowienie rozległych powierzchni poklęskowych wymaga wcześniejszego przygotowania odpowiedniej liczby sadzonek, i to najlepiej z zakrytym systemem korzeniowym. Trzeba także dostosować skład gatunkowy zakładanej uprawy do lokalnych warunków siedliska. Warto wtedy pomyśleć o ewentualnej przebudowie drzewostanu na rzecz gatunków bardziej odpornych na wiatr.
— Jak duże są szkody w lasach, powodowane przez ekstremalne zjawiska pogodowe? W jakich rejonach się kumulują?
— Tylko w 2007 r. szkody w drzewostanach, spowodowane przez silne wiatry, zinwentaryzowane na terenie wszystkich regionalnych dyrekcji LP, wyniosły prawie 5 mln m sześc. drewna.[…]
Więcej na łamach lipcowych „Ech Leśnych”

