Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Echa Leśne” Archiwum 2008 Echa Leśne 07/2008 Co w Szaście piszczy?

Co w Szaście piszczy?

przez Małgorzata Haze Ostatnio zmodyfikowane 2008-07-30 11:03

Od sześciu lat po pamiętnym lipcowym huraganie, który w kilka minut wyrządził szkody na 33 tys. ha lasów, Puszcza Piska, staraniem leśników, zabliźnia swoje rany. Wybrany fragment poklęskowego obszaru, pozostawiony siłom natury - Las Ochronny Szast, też się odradza, choć dużo wolniej. Która z dróg przywrócenia lasu po huraganie – odnowienia sztuczne czy naturalne – ma więcej zalet, wydaje się lepsza?

Tuż po huraganie profesor KazimierzRykowski, szef Zakładu Ekologii Lasu i Łowiectwa Instytutu Badawczego Leśnictwa, zaproponował, aby pozostawić naturze około 10—15 tys. ha zniszczonego przez żywioł lasu. W środowisku leśników, także wśród ludzi nauk leśnych, zawrzało. Przeciwników tworzenia lasów zachowawczych lubreferencyjnych (jak je wówczas nazwał pomysłodawca) na tak dużym obszarze było więcej niż tych, którzy opowiedzieli się za projektem.

DWA PUNKTY WIDZENIA
Profesor Rykowski tłumaczył w jednej ze swych publikacji: „To, co dla człowieka jest stratą, dla przyrody może być zyskiem. W jej rozwój wpisane są „szkody”, które w istocie stanowią zakłócenia, niezbędne do normalnego rozwoju, impuls do ewolucyjnych przekształceń, szansę dla kolejnych stadiów sukcesyjnych w budowaniu trwałych, stabilnych, dobrze przystosowanych do środowiska abiotycznego ekosystemów.” Jego zdaniem, wyznaczony obszar stanowiłby wzorcowe powierzchnie leśnej sukcesji ekologicznej, będące źródłem wiedzy o procesach naturalnych, które coraz częściej wykorzystywane są w lasach gospodarczych. A warunki, które stworzyła sama przyroda, „zamieniając” 4 mln m sześc. żywej materii organicznej (żyjące drzewostany) w materię martwą (wiatrołomy i wiatrowały) i odkrywając około 17 tys. ha powierzchni gruntów leśnych, najtrafniej wykorzysta ona sama. W naszych warunkach klimatycznych każda powierzchnia gruntu, pozostawiona bez uprawy, pokryje się lasem. Profesor Jan Zajączkowski, kierownik Zakładu Hodowli Lasu IBL, przestrzegał natomiast, że pozostawienie po huraganie tak dużej powierzchni bez ingerencji leśników to niemalże pewność katastrofalnych pożarów, inwazji szkodliwych owadów i grzybów. To również utrata możliwości wyhodowania w rozsądnej perspektywie lasu wielofunkcyjnego. Zaproponował zatem, by pozostawić 10—15 ha powierzchni, nie większych jednak niż 20 ha, „które z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością mogłyby dostarczyć w przyszłości istotnych dowodów na wyższą skuteczność racjonalnego zagospodarowanego lasu w porównaniu z naturalną sukcesją.”

WIDZIANE NIE TYLKO Z WIEŻY
Długo toczyła się dyskusja, czy i ile zniszczonego przez żywioł lasu pozostawić siłom natury. Po wielu spotkaniach i konferencjach, z inicjatywy leśników i naukowców, zrodziła się koncepcja utworzenia Lasu Ochronnego Szast o powierzchni 445 ha. Na yznaczonym terenie pozostawiono pogruchotane drewno i nie prowadzono żadnych prac gospodarczych, w tym, rzecz jasna, odnowieniowych. Projekt został ostatecznie zatwierdzony przez ministra środowiska w czerwcu 2003 r. Po korekcie, dokonanej przy okazji tworzenia nowego planu urządzeniowego, objęto nim 475, 51 ha. Po Lesie Ochronnym Szast można poruszać się wyłącznie pieszo lub rowerem, po wyznaczonych szlakach. Nie wolno stąd zabierać żadnego materiału przyrodniczego, należy zachować ciszę. Jak dziś wygląda ten teren można zobaczyć ze specjalnej wieży widokowej. Pierwsze wrażenie: Szast, który tuż po uderzeniu żywiołu wciąż jeszcze był zielony, zbrązowiał, sczerniał, posmutniał. Obraz jest upiorny — usychające sosny, zalegające dno lasu, inne, przygięte prawie do ziemi, niemają szans na przeżycie i tylko nieliczne „ostańce” zachowały zielone korony. W tym „złomowisku” drzew, wszędzie tam, gdzie jest trochę otwartej przestrzeni, budzi się jednak nowe życie. Sukcesja lasu zaczyna się od kęp już 1,5—2-metrowych brzózek. Następców powalonego drzewostanu — samosiewek sosny — jest niewiele. Najwięcej jest ich wzdłuż dróg dojazdowych. Jakby chciały się pokazać przybywającym tu licznie wycieczkom leśników, młodzieży szkolnej: „patrzcie, żywioł dopadł naszych poprzedników, ale my tu wracamy”. Najbardziej zazieleniony jest... szeroki, 50-metrowy pas przeciwpożarowy, który prawie w całości zajęła brzoza. — Szast jest odseparowany od sąsiadujących kompleksów leśnych na wypadek pożaru — tłumaczy Ryszard Grzywiński, nadleśniczy Nadleśnictwa Pisz. — Od wschodu oddziela go Pisa, od południa — grunty nieleśne, od północy — Barłoga. Tutaj granicę stanowi pas  przeciwpożarowy. Gdy obsiała się na nim brzoza, postanowiliśmy ją zostawić. Ale dla zabezpieczenia przed pożarem na tym pasie są dwie drogi: dawna dojazdowa i nowa — dla wozów strażackich, obydwie 4-metrowe i — na wszelki wypadek — pozbawiona roślinności bruzda mineralna.

OKIEM NADLEŚNICZEGO
Nadleśniczy informuje, że od czasu pamiętnego huraganu na terenie Szasta nie było pożaru. Ale nie można go wykluczyć. Dopóki powalone drzewa nie zaczną się intensywnie rozkładać, zagrożenie pożarowe będzie wciąż bardzo wysokie. — A proces rozkładu — tłumaczy — będzie bardzo długi, bo część martwych drzew wciąż stoi. Żeby rozkład postępował szybciej, muszą się zwalić na ziemię. Ta z kolei, nieosłonięta, a przez to wysuszona, nie tworzy dla grzybów, które są podstawą rozkładu drewna, sprzyjających warunków. To wszystko opóźnia naturalną sukcesję. Warunki panujące w Szaście „nie służą” również owadom, szczęśliwie także tym, których leśnicy mogliby się obawiać. Jak tłumaczy dalej mój rozmówca, szkodniki wtórne w pozostawionym naturze lesie nie znalazły warunków sprzyjających do rozwoju, a tym bardziej powstawania owadzich gradacji. Z jego ponad 25-letniego doświadczenia wynika zresztą, że demonizuje się zagrożenie ze strony szkodników wtórnych sosny. Uważa, że stosowanie pułapek feromonowych na cetyńce to zbędne wydatki — sosna sobie z nimi doskonale radzi. Ważne jest utrzymanie podstawowego reżimu sanitarnego. — Dobrze, że jest taki obiekt, jak Las Ochronny Szast. Sądzę, że jego areał jest na tyle duży, by mógł posłużyć do wiarygodnych badań. Ale pamiętajmy, że przyroda działa wolno. Chyba dopiero pokolenie leśników, które dziś zaczyna karierę zawodową, będzie mogło skorzystać ze zdobytej tu wiedzy — mówi nadleśniczy. — Uważam, że gdyby zdecydowano się przyjąć pomysł Lasu Ochronnego Szast na powierzchni aż 15 tys. ha, to procesy naturalne na tak rozległym obszarze mogłyby się potoczyć bardzo różnie — dodaje Marek Taradejna, starszy specjalista ds. informacji w RDLP Białystok. — Siedliska w Puszczy Piskiej są słabe i, mając choćby na względzie obserwowane obecnie zmiany klimatyczne, nie można byłoby wykluczyć, że teren ten zacząłby podlegać procesom... stepowienia. Na dowód, że takiego scenariusza nie można byłoby wykluczyć, Marek Taradejna przypomina wydarzenia sprzed lat. Wylesienia dokonane kiedyś przez Niemców na kilku tysiącach hektarów obecnej Puszczy Piskiej skończyły się tym, że pojawiły się tu wydmy. Odnotowały to niemieckie kroniki, spoczywające dziś w Muzeum Ziemi Piskiej. […]  

Eugeniusz Pudlis 

 Więcej na łamach lipcowych „Ech Leśnych”

Zobacz cały spis treści lipcowego numeru „Ech Leśnych”