Uwaga, człowiek!
Maj wita nas świeżością zieleni, śpiewem słowików, oszałamiającym zapachem konwalii i „krzyżykami” bzów, jak pięknie pisała poetka Maria Pawlikowska-Jasnorzewska. Trudno w takiej sytuacji usiedzieć w domu i kto znajdzie choćby chwilę wolnego czasu w swoim zabieganym dniu, rusza na spacer. Dokąd? Najczęściej do lasu.
Leśnicy też są wrażliwi na te uroki, ale – mając na karku wiele spraw gospodarczych, które nie mogą umknąć ich uwadze – nie mogą się poddać wyłącznie „poetycznemu” nastrojowi maja. Bo przecież teraz, z pierwszym blaskiem promiennego, słonecznego ciepła, na uprawach sosnowych pojawia się groźny szkodnik – szeliniak sosnowiec. Trzeba bezzwłocznie przystąpić do jego zwalczania. Gdy temperatura gleby wzrośnie do ok. 10 st. C, zaczyna się rójka chrabąszcza majowego, który wprawdzie roi się raz na cztery lata, ale za to bardzo licznie.
Maj to także czas intensywnych prac hodowlanych: czyszczeń wczesnych i późnych, zabiegów pielęgnacyjnych wykonywanych w uprawach i młodnikach. Intensywnie zaczynają plenić się chwasty, a zatem pora rozpocząć ich wykaszanie z rzędów i międzyrzędów na uprawach.
To także czas inwentaryzowania szkód wyrządzanych przez zwierzynę, oceny występowania grzybów (szczególnie opieńki miodowej i huby korzeniowej) oraz bacznej obserwacji rozmaitych szkodników, których lista może być doprawdy imponująca. Ryjkowce i zakorki, zawodnica świerkowa, zwójka sosny i jodły, korowiec sosnowy, miernikowce, smolik znaczony, borecznik rudy, poproch cetyniak, przypłaszczek granatek, osnuja, kornik drukarz, wskaźnica modrzewianeczka – zapewniam, że to nie wszystkie. Ale najgroźniejszym szkodnikiem, szczególnie dla majowego lasu, choć brzmi to może paradoksalnie – jest… człowiek.
Leśnicy zapraszają
Dobrze się dzieje, że ludzie ruszają do lasu, szukając kontaktu z naturą. Dobrze, że potrafią dostrzec jego piękno, że czują potrzebę kontaktu z szorstką, ale kojącą korą brzozy, potrafią się wsłuchać w pieśń skowronka, słowika czy wieczornego kosa, choć najczęściej nie wiedzą, kto dla nich śpiewa…
My, leśnicy, jesteśmy otwarci na takie wizyty i robimy wszystko, aby zachęcić do korzystania z lasu. Budujemy miejsca postoju pojazdów, campingi i pola biwakowe, ośrodki i ścieżki przyrodnicze, edukacyjne, punkty widokowe i wieże obserwacyjne.
W razie potrzeby, stajemy się za przewodnikami i dzielimy się naszą wiedzą o lesie i przyrodzie, podpowiadamy, jak miło i ciekawie spędzić czas. Co spotyka nas w zamian? Nielegalne wjazdy samochodami i końmi do lasu, ślady ognia, połamane drzewa i krzewy, zniszczone urządzenia turystyczne, zdeptane uprawy, a przede wszystkim śmiecie, mnóstwo śmieci…
Leśnictwo Pszczew, które prowadzę prawie 15 lat, położone jest w atrakcyjnym turystycznie terenie, w większości na obszarze Pszczewskiego Parku Krajobrazowego. Lasy stykają się z 12 jeziorami i rzeką Obrą, krajobraz jest bardzo urozmaicony, a zatem jest gdzie spacerować i ludzie chętnie korzystają z tych walorów. Ale w jaki sposób?
Ratunku, śmiecie!
Na terenie mojego leśnictwa są dwa miejsca postoju pojazdów. Bardzo często są traktowane jako miejsca składowania tego, co okazało się zbędne. Z domu, zagrody, sklepu, baru: szkło, części samochodowe, opony, skoszona trawa z trawnika, popiół, pampersy, padłe kury, szmaty, cały asortyment AGD i RTV, zwłoki zabitych szczeniąt i inne rzeczy, które wstyd wymieniać...
Miejsca postoju na bieżąco są sprzątane, wygrabiane, stoją tam kubły, opróżniane przez Zakład Usług Komunalnych, a także pracowników Zakładu Usług Leśnych i samych leśników, ale to naprawdę syzyfowa praca. Zdarzało się, że dwie godziny po generalnych porządkach i miejsce ponownie tonęło w śmieciach, kubły zniszczone, a na stole zrobionym z ciężkiej, prymitywnej drewnianej kłody (bo wszelkie inne urządzenia są albo kradzione, albo niszczone) jakiś żałosny „ktoś” załatwił potrzebę fizjologiczną…
Potem oburzony turysta, mieszkaniec okolicznej wsi, a czasem dziennikarz dzwoni do nadleśnictwa z pretensjami, jakie to porządki panują w lesie, że nikt nie dba itd. Swoją drogą, dobrze, że ktoś się oburza, bo to znaczy, że nie wszyscy śmiecą i kogoś takie zachowanie zwyczajnie irytuje. […]
Jarosław Szałata
leśniczy Leśnictwa Pszczew
Nadleśnictwo Trzciel (RDLP w Szczecinie)
Więcej na łamach majowych „Ech Leśnych”

