Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Echa Leśne” Archiwum 2007 Echa Leśne 04/2007

Echa Leśne 04/2007

przez Anna Pikus Ostatnio zmodyfikowane 2007-04-13 10:31

W kwietniwym numerze Ech Leśnych m. in. Dolina niezgody, Kwietniowe odrodzenie, Nie ma raju bez ptaków, Przekleństwo ognia.

W numerze:

  • Dolina niezgody. Rospuda dzieli;
  • Bombowy las. W spadku po poligonach;
  • Przed atakiem. Barczatka pod wnikliwą obserwacją;
  • Kwietniowe odrodzenie. Symbole wielkanocy;
  • Kituryki. Wieś hen na Podlasiu;
  • Przekleństwo ognia;
  • Natura maluje pisanki. Zaglądamy do ptasich gniazd;
  • Wiosenne kwiaty Tatr. Kolorowe i pachnące szlaki;
  • Piórkiem i piórem. Jaosław Janicki, leśnik i artysta;
  • Europa gra w zielone. Wywiad z prof. Kaziemierzem Rykowskim;
  • Nie ma raju bez ptaków. Andrzej Kruszewisz w świecie skrzydlatych przyjaciół;
  • Banalne jak sasanka. Fotograficzne przygody;
  • W pułapce ciepła. Globalne ocieplenie;
  • W sukurs beskidzkim lasom. Niepewna przyszłość świerka;
  • Brzoza leczy i kaleczy. Wzmacnia, ale także uczula;
  • Echa minionych lat. Z archiwum Ech Leśnych;
  • Rozrywka. Krzyżówka z przysłowiem.

 

 

Dolina niezgody

Dolina Rospudy – niewielki obszar położony w północno-wschodniej Polsce, który od kilku tygodni nie schodzi z pierwszych stron gazet. A wszystko za sprawą sporu, czy ma tamtędy przebiegać trasa obwodnicy Augustowa. Władze lokalne oraz resort transportu, a przede wszystkim okoliczni mieszkańcy nie mają co do tego wątpliwości, inaczej niż przedstawiciele ekologicznych organizacji pozarządowych na czele z Greenpeace. Kto zatem ma rację?


Coś za coś
Z prof. Aleksandrem Sokołowskim, długoletnim pracownikiem Instytutu Badawczego Leśnictwa w Białowieży, znanym specjalistą z zakresu fitosocjologii oraz ochrony przyrody, który całą swoją wieloletnią działalność zawodową poświęcił lasom północno-wschodniej Polski rozmawia Katarzyna Bielawska

- Walory przyrodnicze północno-wschodniej Polski są najcenniejszym skarbem tego terenu. Nie można ich pomijać przy podejmowaniu decyzji o gospodarczym i cywilizacyjnym rozwoju regionu i co do tego chyba nikt nie ma wątpliwości. Jak to jednak robić, by z jednej strony chronić przyrodę, z drugiej zaś umożliwić mieszkańcom rozwój?

- Przede wszystkim potrzebna jest bardzo dokładna i szczegółowa wiedza na temat przyrody tego terenu, ale nie wiedza powierzchowna, oparta na obiegowych opiniach. Decyzje tej rangi nie mogą być podejmowane na podstawie głosów entuzjastów, nie biorąc przy tym pod uwagę opinii i wiedzy specjalistów, którzy życie poświęcili pracy badawczej na tym terenie. A ci mówią wyraźnie: aby skutecznie chronić przyrodę, potrzebujemy sprawdzonych informacji na temat stanowisk gatunków roślin i zwierząt, a także dobrze opracowanego projektu czy planu przestrzennego zagospodarowania terenu.

Musimy mieć też świadomość, że każda, nawet najmniejsza inwestycja powoduje zniszczenia. Potrzebny jest zatem kompromis. Wprawdzie spotykam się ze stanowiskiem, że w wypadku ochrony przyrody nie ma kompromisów, i że trzeba ją za wszelką cenę chronić, ale ja się z tym nie zgadzam. Coś za coś. Jeśli chcemy rozwoju regionu, jeśli chcemy wygodniej żyć, to musimy godzić się na inwestycje, które naruszą pewne fragmenty przyrody. W takich sytuacjach możemy tylko, a właściwie jest to naszym obowiązkiem, starać się lokalizować inwestycje w miejscach najmniej uciążliwych dla przyrody.

- W wypadku obwodnicy Augustowa zarzuca się, że wybrano właśnie najmniej korzystny dla przyrody wariant...

- Prace nad przebiegiem obwodnicy Augustowa rozpoczęły się na początku lat 90. Od tego czasu upłynęło prawie 15 lat i w moim odczuciu jest to czas stracony dla tego regionu. Uważam, że decyzje dotyczące budowy trasy powinny być bardziej jednoznacznie, tym bardziej, że nie mamy sobie nic do zarzucenia. W tym czasie rozważano różne koncepcje przebiegu trasy, w końcu zdecydowano się na wariant z Suwałk, przez Augustów, do Białegostoku. Kiedy podjęto decyzję o takim a nie innym przebiegu obwodnicy, Dolina Rospudy nie była chroniona, zresztą nie podlega ona ochronie rezerwatowej także i dzisiaj. Projekty, które rozpatrywano przy tej okazji były zawsze opiniowane przez Wojewódzką Radę Ochrony Przyrody. Ten, który w końcu został zatwierdzony do realizacji otrzymał wielokrotnie pozytywną opinię tej rady.

- Czy uważa pan, że wybrano najlepszy projekt?

- Rozpatrywano pięć różnych wariantów przejścia przez Dolinę. Najgorszy z nich zakładał zbudowanie nasypu ziemnego z mostem tylko nad samą rzeką. Wzbudził on powszechny sprzeciw i szybko z niego zrezygnowano. Udało się wynegocjować przejście przez Dolinę w postaci dziesięcioprzęsłowej estakady z zastosowaniem dodatkowych urządzeń. Na zlecenie Dyrekcji Dróg i Autostrad opracowywałem raport oceniający skutki oddziaływania na środowisko tego przedsięwzięcia. Uważam, że to rozwiązanie jest najlepsze. Oczywiście jest to ingerencja w środowisko przyrodnicze, ale najmniej szkodliwa z możliwych, co podkreślam z pełnym przekonaniem.

Część filarów, na których ma być oparta estakada jest zlokalizowana na brzegu, w glebie mineralnej. Pozostałe, które wzbudzają najwięcej kontrowersji, ale są konieczne do zbudowania mostu, co najwyżej przyhamują trochę prędkość spływu wód z górnego odcinka Rospudy. Poza tym trasa tak poprowadzona jest relatywnie krótka i przecina Dolinę w miejscu, w którym ma ona tylko 400 m szerokości. Zarówno powyżej, jak i poniżej projektowanej przeprawy są miejsca, w których ma nawet 1200 m szerokości. Nieprawdziwa jest więc opinia, że estakada przecina Dolinę w najszerszym miejscu.

- Przeciwnicy budowy tak poprowadzonej trasy zarzucają, że spowoduje ona zagrożenie dla wielu gatunków roślin i zwierząt.

- Musimy pamiętać, że zagrożenie gatunku i zagrożenie pojedynczego stanowiska to dwie różne rzeczy. Tu ciągle mówi się o zagrożeniu gatunków. To nieporozumienie. Przebieg estakady zgodnie z projektem, o którym mówimy nie spowoduje wyginięcia, czy zagrożenia tzw. gatunków priorytetowych. Ich stanowiska są zarówno w górę jak i w dół rzeki od przejścia, a także w całej Puszczy Augustowskiej. W Dolinie występuje bogactwo gatunków storczykowatych, ale są one także w całej puszczy. Estakada nie zagraża również jedynemu w Polsce stanowisku miodokwiatu krzyżowego, który rośnie 500 m w górę rzeki od planowanego przejścia.

Podobnie rzecz ma się z orlikiem krzykliwym, którego gniazdo stwierdzono w bliskim sąsiedztwie projektowanej trasy. „Ostoja Augustowska” podaje około 30 takich stanowisk orlika na terenie Puszczy. To, opisywane w pobliżu obwodnicy, nie jest więc jednym jedynym, lecz jednym z trzydziestu. Poza tym budując trasę nie zabieramy orlikowi jedynego, unikalnego miejsca gniazdowania czy żerowania. Charakter lasu w bezpośrednim sąsiedztwie Doliny Rospudy jest podobny, jak na pozostałych terenach Puszczy Augustowskiej, więc wspomniany orlik ma gdzie się przenieść. Dlatego przedstawiane tu katastroficzne hasła i przepowiednie nie są prawdziwe. Jest to zwykłe wprowadzanie w błąd opinii publicznej.

- Dolina Rospudy to unikalny i niepowtarzalny pod względem przyrodniczym zakątek północno-wschodniej Polski, który trzeba chronić za wszelką cenę. Taka jest opinia przedstawicieli Greenpeace. Czy pan się z tym zgadza?

- Dolina Rospudy w dzisiejszej postaci to nie tylko dzieło przyrody. Od wielu pokoleń gospodarowali tu miejscowi właściciele. Obecny stan i bogactwo gatunków zawdzięczamy przede wszystkim temu, że była regularnie koszona i użytkowana. Dolina Rospudy nigdy nie była meliorowana i pod tym względem rzeczywiście jest wyjątkowa. Poza tym jednak, podobnie jak inne tego typu tereny, zaczyna zarastać. Sukcesja roślinna działa wszędzie, także tu i jeśli łąki nie będą regularnie wykaszane, jak to miało miejsce do tej pory, to po prostu zarosną. Bardzo szybko wejdzie tu brzoza oraz inne gatunki lasotwórcze. Zarosną stanowiska storczyków, zarośnie także jedyne w Polsce stanowisko miodokwiatu krzyżowego. A ludziom coraz mniej się opłaca wykaszać te tereny. Mają lepsze łąki, bardziej dostępne, lepiej utrzymane. Trzeba zdać sobie sprawę, że to brak pewnych zabiegów agrotechnicznych może stać się głównym powodem zniknięcia stanowisk cennych gatunków roślin, a nie jak to usiłują nam niektórzy udowodnić, przeprowadzenie tam trasy.

- Przedstawiciele Greenpeace nie negują konieczności pobudowania obwodnicy. Ich zdaniem jednak projekt przebiegu trasy, który proponują jest znacznie korzystniejszy dla przyrody od tego, który został zatwierdzony do realizacji.

- Każda zmiana trasy obwodnicy to jej wydłużenie, a więc większe koszty budowy. Ale nie tylko. Musimy zdawać sobie sprawę, że poprowadzenie jej przez inne tereny także stwarza zagrożenie dla przyrody. Nie tylko Dolina Rospudy jest cenna. Cały teren wokół, i to w promieniu wielu kilometrów, to masa oczek wodnych oraz obszarów torfowych, to ogromna bioróżnorodność, z której chyba nie wszyscy zdają sobie sprawę. Tam również gniazdują priorytetowe gatunki ptaków, rosną chronione rośliny. Gdybym miał wybierać, to nie umiałbym powiedzieć, które z tych obszarów są cenniejsze pod względem przyrodniczym.. I jeszcze jedno. Tam mieszkają ludzie. Alternatywne trasy przechodzą przez wsie i odcinają gospodarstwa od pól, a przecież ci ludzie mieszkają tam od pokoleń. To także za ich sprawą powstał unikalny krajobraz przyrodniczo-kulturowy, którym się teraz zachwycamy.

Katarzyna Bielawska

 


 

Kto ma rację?
Zdaniem przedstawicieli Greenpeace w wypadku realizacji budowy estakady przez Dolinę Rospudy, zarówno sama droga szybkiego ruchu, jak i prace przy jej budowie spowodują zniszczenie przyrody w tym miejscu, a szczególnie zagrożą rosnącym tam roślinom chronionym oraz gniazdującym ptakom. Budowa estakady prawdopodobnie naruszy także stosunki wodne w obrębie doliny. W związku z tym proponują oni alternatywny przebieg drogi, który choć dłuższy, nie jest ich zdaniem tak szkodliwy dla przyrody. 5 marca 2007 r. stanowisko młodych ekologów poparła Państwowa Rada Ochrony Przyrody, która wydała negatywną opinię w sprawie planowanej inwestycji.

Zupełnie innego zdania są eksperci, którzy przygotowywali dokumentację dla Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad (GDDKiA). Według nich estakada jest najlepszym rozwiązaniem, ponieważ pozwoli uniknąć dużych zniszczeń, a te które powstaną będzie można łatwo zrekompensować. Przejście przez dolinę to, zgodnie z projektem, most o długości 516 m z wyniesieniem około 9 m ponad teren, co ma zapewnić swobodną migrację zwierząt oraz niezbędne wietrzenie doliny. Jego budowa ma być realizowana metodą nasuwania przęseł. Pale nie będą wbijane tylko wwiercane, a wszystko po to, by nie zmienić stosunków wodnych w dolinie.

Co istotne, w miejscu planowanej przeprawy miąższość torfów jest najniższa i wynosi tylko 4 m, podczas gdy na większości terenów doliny dochodzi do 20 m. Projektowana droga ma być uszczelniona, tak by wody z jezdni, po ich oczyszczeniu, zostały odprowadzone poza dolinę. Projekt ten wielokrotnie otrzymał pozytywną opinię Wojewódzkiej Rady Ochrony Przyrody. Do końca czerwca raport o oddziaływaniu planowanego przedsięwzięcia na środowisko będzie uzupełniony o elementy wynikające z rozporządzenia o obszarach Natura 2000.

Fragment wypowiedzi prof. Jana Szyszko, ministra środowiska z seminarium „Rola Sieci Natura 2000 w stymulowaniu zrównoważonego rozwoju Polski”, które odbyło się 2 marca 2007 r.
- Nasze zasoby przyrodnicze są unikalne. Przykładem jest Dolina Rospudy, która jako układ przyrodniczy zaczęła się tworzyć po ostatnim zlodowaceniu czyli kilkadziesiąt tysięcy lat temu. Teraz jednak jest to teren ukształtowany ręką człowieka. Jeszcze 30 lat temu na bagnach, które są prywatną własnością, pozyskiwano torf oraz intensywnie koszono trawę. Tworząc nową infrastrukturę musimy patrzeć przede wszystkim na potrzeby lokalnych społeczności. Dlatego obwodnica Augustowa jest niezbędna, ale mamy ją tak pobudować, aby nie popełnić błędów państw zachodnich przy tego rodzaju inwestycjach. Projekt budowy drogi przewiduje kompensację. Zostanie także uruchomiony monitoring. Staram się robić wszystko by chronić przyrodę, pamiętając jednak, że najważniejszy jest człowiek. Założenia Ekologicznej Sieci Natura 2000 też tak to formułują – powiedział minister.

 


Europa gra w zielone

Z prof. Kazimierzem Rykowskim, kierownikiem Zakładu Ekologii Lasu i Łowiectwa Instytutu Badawczego Leśnictwa, rozmawia Krzysztof Fronczak

- Od 5 do 7 listopada br. obradować będzie w Warszawie piąta Ministerialna Konferencja na temat Ochrony Lasów w Europie (Ministerial Conference on the Protection of Forest in Europe, MCPFE). Konferencje te, zwoływane co kilka lat, stanowią kolejne etapy tzw. Ministerialnego Procesu Ochrony Lasów w Europie, MPOLE. Dlaczego nadaje się temu wydarzeniu tak wysoka rangę?

- MPOLE to obecnie najszersza platforma dialogu na temat roli i znaczenia lasów na naszym kontynencie, do której przystąpiły 44 państwa europejskie i Komisja Europejska oraz, w roli obserwatorów, rządowe i pozarządowe instytucje i organizacje międzynarodowe, w tym afiliowane przy ONZ.
MPOLE identyfikuje procesy zachodzące we współczesnych lasach, a ministrowie, w kompetencjach których leży leśnictwo, podejmują zobowiązania służące ochronie zasobów i zrównoważonej gospodarce leśnej w Europie.

- W roli obserwatorów w konferencjach biorą przecież udział liczne organizacje pozarządowe, m.in. Greenpace, WWF, IUFRO (International Union of Forestry Research Organizations), IUCN (The World Conservation Union).

- To prawda, jednak bez wątpienia pierwsze skrzypce grają przedstawiciele rządów – ministrowie odpowiadający w poszczególnych krajach za leśnictwo, którzy wyznaczają konkretne zadania, przyjmują rezolucje, a potem sprawują pieczę nad ich realizacją. Ten model konferencji ministerialnych sprawdził się na tyle, że odwołano się do niego, organizując inne konferencje rządowe dotyczące środowiska.

MCPFE uczestniczy we wdrażaniu postanowień Konferencji ONZ „Środowisko i Rozwój” i inicjatywach powołanego w następstwie tej konferencji Międzyrządowego Panelu Leśnego (IPF, Intergovernmental Panel on Forest). Ma też status obserwatora w Forum Leśnym ONZ (UNFF, United Nations Forum on Forests), w którego pracach uczestniczy od 2001 r.

- Od samego początku aktywnie uczestniczy pan w pracach MPOLE. Gdzie tkwią źródła tego procesu?

- Historia ma już siedemnaście lat. Pierwszą konferencję ministerialną zorganizowano w Strasburgu w 1990 r. z inicjatywy Francji i Finlandii. Wzięło w niej udział 36 krajów i Wspólnota Europejska, a w roli obserwatorów – kilka organizacji międzynarodowych. Był to, warto przypomnieć, szczególny czas – cała Europa właśnie przeżywała szok wywołany gwałtownym zamieraniem lasów. Na Starym Kontynencie doliczono się wówczas 120 mln ha zamierających drzewostanów, w Polsce mieliśmy klęskę w Sudetach Zachodnich, obejmującą ponad 15 tys. ha. Francja i Finlandia zaproponowały zatem zorganizowanie konferencji międzyrządowej, która poważnie zajęłaby się tym niepokojącym zjawiskiem.

Po raz pierwszy rządy europejskie tak głęboko zaangażowały się w ochronę lasu. I to nie ze względów merkantylnych, bo zagrożona była nie produkcja drewna, a środowisko naturalne. Po raz pierwszy też europejscy politycy z troską pochylili się na kondycją lasu, jako istotnym elementem środowiska. Proszę zauważyć, że stało się to dwa lata przed zorganizowaną w 1992 r. pod auspicjami Narodów Zjednoczonych konferencją „Środowisko i Rozwój”, zwaną Szczytem Ziemi, w Rio de Janeiro, gdzie światło dzienne ujrzały Konwencja Klimatyczna i Konwencja o Bioróżnorodności. I choć trzecia konwencja – o lasach - nie została w Rio de Janeiro uchwalona, to przyjęto tzw. Zasady Leśne (Forest Principles), swego rodzaju dekalog postępowania w gospodarowaniu zielonymi zasobami.

- Mobilizacja, również Polski, to skutek zagrożenia…

- Reakcja Polski na głos Francji i Finlandii nie mogła być inna: tak, weźmiemy w tym udział, deklarujemy aktywne uczestnictwo w europejskim procesie ochrony lasów. Natychmiast włączył się w to IBL, jako jednostka mocno zaangażowana w proces przywracania lasu Sudetom. I jako ówczesny wicedyrektor ds. naukowych IBL podjąłem się przygotowania Polski do udziału w pierwszej konferencji.

Rezolucje strasburskie (przyjęto ich sześć) zainicjowały współpracę na rzecz ochrony lasów w Europie. To na konferencji w Strasburgu powstała m.in. koncepcja monitoringu stanu lasów w Europie, to za jej sprawą uruchomiono centrum koordynacyjne monitoringu w Hamburgu, podjęto badania genetyczne oraz badania nad fizjologią głównych gatunków lasotwórczych, stworzono wspólny bank informacji o pożarach w lesie, utworzono europejską sieć badań ekosystemowych oraz specjalny program dla gospodarki leśnej w górach.

- Do historii przeszła jednak głównie druga konferencja, zorganizowana w 1993 r. w Helsinkach, która dała początek tzw. procesowi helsińskiemu.

- Czy była ważniejsza od pierwszej – można dyskutować. Z pewnością w Strasburgu przetarto drogę i dla niej, i dla następnych. Co szczególnie istotne, wszystkie one stały się forum wspólnej debaty polityków. To nie było jeszcze jedno forum wymiany poglądów dla naukowców i praktyków środowiska zawodowego leśników.
W Helsinkach przyjęto cztery rezolucje, w tym dwie nawiązywały do międzynarodowych konwencji o różnorodności biologicznej i o zmianach klimatycznych. Jak łatwo zauważyć, skonsumowano tym samym dorobek Szczytu Ziemi w Rio, demonstrując też uznanie Zasad Leśnych i innych dokumentów odnoszących się do leśnictwa, przyjętych rok wcześniej. Ta konferencja dała wreszcie początek tzw. procesowi helsińskiemu - staraniom o sformułowanie kryteriów i wskaźników trwale zrównoważonej gospodarki leśnej, jak też wyraźne wyartykułowanie pozaprodukcyjnych funkcji lasu.

LKP Puszcza Świetokrzyska - 19 takich obiektów powstało w Polsce w duchu procesu helsińskiegoWłaśnie w helsińskiej rezolucji H1 sformułowano fundamentalną definicję trwałej i zrównoważonej gospodarki leśnej, rozumianej jako: „zarządzanie i użytkowanie lasów i terenów leśnych w taki sposób i w takim tempie, które pozwolą zachować je jako odnawialne zasoby naturalne i nie uszczuplić ich w długim czasie, zachować ich różnorodność biologiczną, produktywność, zdolność do spełniania teraz i w przyszłości odpowiednich ekologicznych i społecznych funkcji na lokalnym krajowym i globalnym poziomie, nie powodując przy tym szkód w innych ekosystemach”. W skrócie przyjęło się mówić o niej jako idei SFM (Sustainable Forest Management).

Proszę zwrócić uwagę, że definicja nowoczesnej gospodarki leśnej, która znalazła się w naszej ustawie o lasach po jej nowelizacji w 1997 r., to in extenso brzmienie zawarte w rezolucji H1 konferencji helsińskiej. Tego ducha znajdujemy w słynnym zarządzeniu dyrektora generalnego Lasów Państwowych nr 11 z 1995 r., a później nr 11a z 1999 r., w sprawie doskonalenia gospodarki leśnej na podstawach ekologicznych. W tymże duchu Lasy Państwowe przystąpiły w grudniu 1994 r. do tworzenia w kraju leśnych kompleksów promocyjnych, jakkolwiek idea tego typu obiektów pod nazwą „lasy modelowe” zrodziła się rok wcześniej w Kanadzie.

- Potem były Lizbona i Wiedeń…

- Na trzeciej konferencji, w Lizbonie w 1998 r., obok ogólnej wizji leśnictwa w Europie, zawartej w Deklaracji Generalnej, tematem wiodącym była społeczna rola lasów w wielofunkcyjnej gospodarce leśnej. Przyjęto tam dwie rezolucje, jedną odnoszącą się właśnie tej sprawy, drugą uściślającą kryteria i wskaźniki oraz zasady wdrażania trwałej i zrównoważonej gospodarki leśnej.

Konferencja w Wiedniu w 2003 r., której przewodziły Austria i Polska, przebiegała pod hasłem „szczytu leśnego” (Living Forest Summit). Zwieńczyło ją przyjęcie deklaracji „Lasy europejskie – wspólne korzyści, wspólna odpowiedzialność” oraz pięciu rezolucji dotyczących takich zagadnień, jak: współpraca międzysektorowa i narodowe programy leśne, wzmacnianie potencjału ekonomicznego leśnictwa, społeczny i kulturowy wymiar leśnictwa, różnorodność biologiczna i zmiany klimatyczne jako aspekty trwałej i zrównoważonej gospodarki leśnej. Co ważne, doprecyzowano w Wiedniu kwestie kryteriów (6 kategorii) i wskaźników (36 kategorii) trwale zrównoważonej gospodarki leśnej.

- W Wiedniu zapadła decyzja, że następna konferencja odbędzie się w Warszawie. Na początku 2004 r. powołano Jednostkę Łącznikową MCPFE w Warszawie (gościny udzieliła Dyrekcja Generalna LP), która jako biuro wykonawcze wspiera i koordynuje prace związane z jej przygotowaniem. Jaką problematykę podejmie to spotkanie ministrów?

- Postanowiliśmy trafić do istotnych problemów leśnictwa europejskiego poprzez doniosłe gospodarczo, a w ostatnim okresie niezwykle żywe i ostro dyskutowane, problemy polityki energetycznej i wodnej. Przygotowywana Deklaracja Warszawska, o jednoznacznie politycznym wydźwięku, zwraca uwagę na zagrożenia cywilizacyjne, związane z naruszaniem globalnej równowagi biologicznej, zmianami klimatycznymi i nadmiernym eksploatowaniem zasobów naturalnych Ziemi, zwłaszcza lasów. Europejskie lasy i leśnictwo mają do odegrania ważną rolę w poprawie i jakości życia oraz mogą uczestniczyć w łagodzeniu zmian klimatycznych, ochronie wody i dostawach energii.

Na tym tle rysowana jest kwestia trwałości lasu i znaczenie zrównoważonej gospodarki leśnej. Lasu, jako naturalnego sojusznika w walce ze skutkami globalnego ocieplenia, ale też lasu, jako trwałego zasobu odtwarzalnego, którego zagospodarowanie niesie w sobie ważne wartości społeczne, cywilizacyjne, kulturowe, ekonomiczne i przyrodnicze. Wreszcie stawiana jest rola zrównoważonej gospodarki leśnej, jako racjonalnego instrumentu, pozwalającego korzystać z owego naturalnego zasobu bez szkody w jego wewnętrznym bilansie. Deklaracja wiąże również sygnatariuszy w sensie politycznym, zobowiązując ministrów europejskich do uczestniczenia w poszukiwaniu instrumentów prawnych zagospodarowania wszystkich typów lasu na poziomie globalnym.

W tym duchu utrzymane są też dwie rezolucje. Pierwsza już w tytule odwołuje się do wspomnianej idei SFM (Sustainable Forest Management), głosząc związek: „SFM – drewno i energia”. To odpowiedź na cywilizacyjne dylematy współczesnej Europy, która deklaruje wolę głębszego sięgnięcia po odnawialne źródła energii, w tym biomasę. Las stwarza takie możliwości, a powinny je poszerzać postępy gospodarki leśnej, wzmaganie produkcji drewna oraz rozwój techniki i technologii przetwarzania drewna jako surowca energetycznego.

Druga rezolucja „Las i woda” odnosi się do innej palącej kwestii – roli lasu w kształtowaniu bilansu wodnego. Woda staje się w wielu krajach, również w Polsce, dobrem deficytowym. Wielu ekspertów ocenia, że jej niedostatek już niebawem stanie się barierą rozwoju równie groźną, co deficyt surowców energetycznych. Las to naturalny mechanizm retencji wody. Ale też pojawiają się głosy, że brak umiarkowania w zalesianiu skutkować może zachwianiem wodnego bilansu. Czy zatem zrównoważona gospodarka leśna nie powinna być ściśle skorelowana z optymalnym zarządzaniem zasobami wody, również na poziomie krajobrazu i zająć się np. zlewnią, jako jednostką urządzeniową? Takie problemy nie powinny umknąć uwadze w trakcie warszawskiej konferencji.


Prof. Kazimierz Rykowski uczestniczy ze strony Polski w MPOLE od początku istnienia tego forum, a obecnie jest przewodniczącym Komitetu Sterującego organizacji V Konferencji Ministerialnej w Warszawie