Echa Leśne 01/2007
W styczniowym numerze Ech Leśnych m. in. Żywioł przychodzi po cichu, W kłusowniczej sieci, Albo lis albo zając, Liczenie w lasach, Spirala nienawiści, Zimowe grzyby
W numerze:
- Żywioł przychodzi po cichu - Katastrofa w Nadleśnictwie Iława
- W kłusowniczej sieci - Walka z odwieczną plagą
- Albo lis albo zając - „...katastrofalny spadek pogłowia zajęcy udaje się powoli zatrzymać...”
- Liczenie w lasach - Rusza inwentaryzacja
- Laury za czysty las - Uroczysty finał konkursu
- Krutynia - W zimie miejsce bezludne
- Sieczeń, stokrotki i sędzielina - Jaki może być styczeń?
- Tabun z Tuszymy - Hodowla konika polskiego
- No, pokaż się, żubrze - Pszczyńska atrakcja
- Taborskie sosny - Rezerwat w Nadleśnictwie Miłomłyn
- Spirala nienawiści - Narastający problem quadów w lesie
- Żywe srebro - Fotograficzne przygody
- Zimowe grzyby - „...istnieją grzyby, które na wydawanie owocników wybrały sobie chłodną porę roku”
- Śpiewający album - Nasza recenzja
- O zaletach jałowca - Wszechstronne szyszkojagody
- Echa minionych lat - Z archiwum „Ech Leśnych”
- Rozrywka - Krzyżówka panoramiczna
W kłusowniczej sieci
Lasy w Polsce są dostępne dla każdego. Leśnicy nie są ich właścicielami, jedynie zarządzają nimi w imieniu społeczeństwa. Mają z tego tytułu tyle samo satysfakcji, co i trosk.
A najwięcej tych trosk przysparza przyrodzie właśnie człowiek. Bo las, to z jednej strony przyrodniczy skarbiec, a z drugiej otwarty magazyn, z którego, jeśli ktoś zechce, może wynieść – albo i wnieść - co mu się podoba. Tak było od zarania dziejów. Tak jest i teraz. O ile jeszcze w Polsce przedwojennej kradzieże drewna na większą skalę miały charakter incydentalny, bo biedna ludność wiejska wybierała zwykle jedynie gałęzie i szyszki na opał, o tyle obecnie kradzieże dokonywane są na dużą skalę, nierzadko w sposób zorganizowany.
W terminologii leśnej takie czynności, jak kradzież drewna i gałęzi, kłusownictwo, niszczenie mienia leśnego, czy tzw. bezprawne korzystanie z lasu (tj. wjeżdżanie do niego samochodem, wwożenie tam śmieci itp.) określane jest mianem szkodnictwa leśnego. O ile problem śmieci ma w lasach wymiar głównie, choć nie tylko, estetyczny, to najbardziej dotkliwe społecznie i gospodarczo są kradzieże oraz kłusownictwo. - Z tytułu kłusownictwa i kradzieży Lasy Państwowe ponoszą największe straty – mówi Tadeusz Pasternak, Główny Inspektor Straży Leśnej. - Wartość tych szkód rozkłada się mniej więcej po połowie i wynosi 1,5 do 2 mln zł. rocznie każda! Są też szkody niewymierne. W 2004r. odnotowaliśmy dwa przypadki kłusownictwa gatunków objętych ochroną. Na terenie RDLP w Krośnie został skłusowany żubr, natomiast w RDLP Kraków – wilk. W roku 2005, na terenie RDLP w Zielonej Górze padł z rąk kłusownika bielik – wymienia.
„Tradycja” i kruki
Jest podobno taki obyczaj, że gdy na kieleckiej wsi urodzi się syn, ojciec bierze na ręce, zanosi do najbliższego lasu i mówi: patrz synku, to wszystko twoje... Prawda to, czy nie, ale faktem jest, że do niedawna to właśnie kielecczyzna pod względem kłusownictwa i kradzieży plasowała się na jednym z pierwszych miejsc. Dziś jest nieco inaczej. Wiele miejsc w kraju dogoniło, a nawet wyprzedziło ten region zarówno w rozmiarze kradzieży drewna, jak i kłusownictwa. - Dzisiaj takie zjawiska, jak wyjście o czwartej nad ranem kilku osiłków z pikami, wyprostowanymi widłami, którzy przeganiają przy pomocy psów zwierzynę po przylegających do wsi polach, osaczają ją i dobijają na oczach ludzi, spotkamy zarówno na terenie Regionalnej Dyrekcji w Radomiu, jak i na Śląsku, Podlasiu czy w Zachodnio – Pomorskim. Jest to również wielki problem w okolicach samej Warszawy i lasów do niej przylegających – mówi Tadeusz Pasternak.
Nawet, jeśli ludzie we wsi wiedzą, kto kłusuje, to i tak milczą. Jedni po prostu boją się kłusowników i nie chcą mieć kłopotów, inni poprostu na to przyzwalają, uważając, że kłusownictwo jest niejako „wpisanew” w życie na wsi. W wielu regionach kraju kradzieże choinek, stroiszu, czyli samych gałęzi, ścinanie całych drzew dla pozyskania jemioły, obdzieranie runa z mchów i widłaków, czy wreszcie samo kłusownictwo, nasilają się w okresach przedświątecznych. - Niektórzy traktują ten proceder, jako obyczaj, przekazywany z ojca na syna – mówi Zbigniew Sobkiewicz, starszy strażnik ochrony przyrody, w służbie Kampinoskiego Parku Narodowego. - Niejednokrotnie bywa tak, że odwiedza rodzinę syn, od dawna już mieszkający w mieście. I za punkt honoru uważa postawienie wnyków, które przecież stawiał dziadek i ojciec. Ale nie zna lasu, błądzi i nie potrafi nawet wrócić w miejsce, gdzie te wnyki postawił. To właśnie po każdych świętach odnajdujemy wiele przypadków bezsensownie zamordowanej i nawet nie podniesionej zwierzyny. A nietrudno ją znaleźć, bo z daleka nad lasem już widać, jak krążą nad nią złaknione padliny kruki – opowiada.
Sztuki walki i...uprzejmość
Wyspecjalizowaną służbą, powołaną do zwalczania przestępstw i wykroczeń określanych mianem szkodnictwa leśnego, jest Straż Leśna. W nadleśnictwach są posterunki Straży Leśnej podległe nadleśniczym. Strażnik leśny pełni służbę zawsze w mundurze z napisem STRAŻ LEŚNA. Jest uzbrojony w broń palną. Dysponuje specjalnymi uprawnieniami, umożliwiającymi mu ochronę leśnego mienia. Leśni strażnicy są systematycznie szkoleni tak w zakresie prawa, tajników kryminalistyki, jak i w walce wręcz oraz posługiwaniu się bronią. - Jednak istotą pracy Straży Leśnej nie są restrykcje - wyjaśnia Janusz Poleszczuk, Specjalista Wydziału Kontroli, Ochrony Mienia i BHP Dyrekcji Regionalnej LP w Radomiu. - Na każdym etapie szkolenia zwracamy uwagę, aby w trakcie postępowania cechowała strażników przede wszystkim kultura osobista, etyka i opanowanie. Strażnik ma obowiązek najpierw przedstawić się i poinformować winowajcę o powodzie zatrzymania, związanym z miejscem i rodzajem popełnianego wykroczenia. W przypadku osób, które nie szkodzą w lesie w sposób zorganizowany i przestępczy, dla których jest to incydent, a nie sposób na życie, kultura osobista strażnika i zwykłe pouczenie bywa dużo skuteczniejsze, bo uczy właściwych zachowań oraz nie wywołuje chęci zemsty i odwetu - wyjaśnia.
„Spec - grupy” i edukacja
Bywają jednak sytuacje, w których uprzejmość nie wystarczy. W wielu miejscach kraju bandyci – złodzieje i kłusownicy, chroniąc swój interes posuwali się już nie tylko do gróźb pod adresem leśników, ale wprost do przemocy, podpaleń, niszczenia mienia, a nawet zamachów na ich życie. Cyniczne i bezwzględne, a do tego świetnie zorganizowane, zaopatrzone w sprzęt, transport i środki łączności grupy przestępcze, trafiły jednak w lesie na godnego przeciwnika. Lesnicy bowiem przede wszystkim nawiązali współpracę z policją, strażą miejską i innymi służbami mundurowymi. Taka wzajemna pomoc istnieje w wielu nadleśnictwach od kilku lat. Jest to współpraca instytucjonalna. W wypadku policji, wspólne patrole odbywają się zarówno z funkcjonariuszami prewencji, jak i wydziału ruchu drogowego. - Taki mariaż ma same dobre strony – mówi Leszek Ptak, komendant posterunku Straży Leśnej Nadleśnictwa Radom. A efekty takich łączonych patroli są największe, kiedy towarzyszy im pies. Nie ma to może odzwierciedlenia w samej statystyce, ale ma w tendencji. W niektórych przypadkach, na przykład nielegalnego pozyskania stroiszu, po zauważeniu we wsi patrolu, złożonego z leśnika, policjanta i psa, notowaliśmy spadek kradzieży aż o 90 proc. Środowiska wiejskie są hermetyczne, bywają mściwe i represyjne. Stąd lepiej i skuteczniej jest wprowadzać do działań ludzi z zewnątrz, niezwiązanych z miejscową ludnością. Dlatego od stycznia tego roku działa w terenie specjalna grupa interwencyjna. Jest to element szerszego programu ochrony przed szkodnictwem leśnym mienia Skarbu Państwa, w zarządzie Lasów Państwowych na terenie RDLP Radom. Grupę tworzy ośmiu najlepszych strażników z radomskiej dyrekcji. O tym, że zostali wybrani zadecydowały takie cechy, jak: wyjątkowe predyspozycje psycho-motoryczne, umiejętność opanowania i negocjacji, doświadczenie zdobyte w różnych sytuacjach, niejednokrotnie niebezpiecznych. Spec-grupa ma nie tylko ścigać i łapać przestępców, ale przede wszystkim pomagać wszystkim nadleśnictwom w szkoleniach i treningach Straży Leśnej. Warto przy tym wspomnieć, że Regionalna Dyrekcja Lasów Państwowych w Radomiu, przy wszystkich tych działaniach, nieustannie edukuje społeczeństwo, na wszystkich obszarach, związanych z lasem i jego funkcjonowaniem. W Ośrodku Edukacji Ekologiczne i Integracji Europejskiej Lasów Państwowych w Jedlni-Letnisku istnieje izba dydaktyczna, poświęcona zagadnieniom szkodnictwa leśnego i jego zwalczania. Pośród wielu eksponatów znaleźć można pułapki na zwierzęta – tzw. „żelaza”, broń, narzędzia do kradzieży drewna, nielegalne narzędzia do zbioru jagód, podrabiane cechówki i numeratory. Wszystkie te metalowe i drewniane przyrządy kojarzą się ze średniowieczną izbą tortur. W gablotach znalazły się kserokopie dokumentów i artykułów prasowych poruszających tematy szkodnictwa leśnego od czasów Jagiellonów, poprzez zabory i okupację, do czasów współczesnych. Sporo jest także zdjęć i dokumentów z ostatnich lat, poświęconych Straży Leśnej i sprawom, którymi się zajmuje w swej trudnej, niebezpiecznej i odpowiedzialnej służbie.
Tekst i zdjęcia:
Piotr Pukos
Żywioł przychodzi po cichu
- Śnieg padał dwa dni, ale nic nie zapowiadało katastrofy – opowiada Jarosław Szustkowski, z-ca nadleśniczego w Nadleśnictwie Iława. - Dopiero 5 listopada, kiedy okiść nadwyrężyła już trochę korony drzew a spadł na nią jeszcze drobny deszcz, z terenu zaczęli dzwonić leśniczowie, że takiej klęski od śniegu tu jeszcze nie było...
- Ostatni raz tak duże opady śniegu i szkody od okiści mieliśmy pięć lat temu - wspomina pani Danuta Fuks, nadleśniczy i gospodarz iławskich lasów. - Jednak wówczas pozyskanie poklęskowe wyniosło zaledwie 13 tys. m sześc. drewna. Stanowi to mały procent szacowanych obecnie strat. Danuta Fuks, która pracuje w Iławie już 33 lata nie pamięta, by tak duża klęska miała tu miejsce. - Można by to porównać do wiatrołomów z lat 80., ale też nie były tak duże – dodaje Jarosław Szustkowski, jej zastępca.
80 centymetrów śniegu
Na początku listopada w ciągu 48 godzin w północnych obrębach Nadleśnictwa Iława spadło 80 cm śniegu. Opad objął też oczywiście sąsiednie nadleśnictwa olsztyńskiej RDLP: Miłomłyn, Susz, Kudypy, Jagiełek i Stare Jabłonki. Przy temperaturze powyżej 0 stopni i bezwietrznej pogodzie powstają odpowiednie warunki dla zbierania się okiści, czyli śniegu zalegającego w koronach drzew. Gałęzie niektórych gatunków, głównie sosny, mogą zatrzymywać go nawet setki kilogramów. Jeżeli opadom śniegu towarzyszy deszcz, masa śniegowej czapy rośnie. Takiego ciężaru nie wytrzyma nawet znakomita sosna taborska, która porasta obszary nadleśnictwa Iława.
Dostało się i liściastym
- W 95 proc. szkody dotyczą sosny, która na tych siedliskach jest głównym gatunkiem lasotwórczym i stanowi 72 proc. drzewostanów nadleśnictwa – opowiada Jarosław Szustkowski, pokazując poklęskowy krajobraz w najbardziej poszkodowanym obrębie Drwęca. Pozostałe kilka procent szkód przypada na olchy, dęba, buka i modrzewia, które nie zdążyły w listopadzie zrzucić liści. Śnieg zatrzymał się na ulistnionych pędach. – Gdyby okiść nastąpiła dwa, trzy tygodnie później, szkody byłyby mniejsze – żałuje specjalista z Iławy.
Śnieg nie oszczędził sosen w żadnym wieku. Szkody zauważalne są i w młodnikach, i w drągowinach a także w starszych klasach, nawet powyżej IV. W klasie III i IV mają raczej charakter pojedynczych śniegołomów, powstających przez złamanie korony u jej podstawy, czasem w połowie długości. Za to w tyczkowinach, czy młodnikach okiść zalegała całymi połaciami powodując kilkuarowe wylesienia i łamiąc drzewa w połowie albo w jednej trzeciej długości. – Teraz, kiedy śnieg stopniał, przypomina to trochę wiatrołomy – mówi jeden z leśniczych.
Tysiące metrów sześciennych
Tuż po feralnych opadach śniegu i stwierdzeniu klęski, pracownicy nadleśnictwa wyruszyli szacować szkody. Nie było to jednak możliwe od razu, chociażby dlatego, że każdy musi przejść przed taką czynnością obowiązkowe szkolenie BHP. Drogi leśne były nieprzejezdne, pełne połamanych koron, czasem ukrytych w blisko metrowych zaspach śniegu. Tylko ich udrażnianie zajęło kilka dni.
Pracownicy nadleśnictwa szacują, że klęska objęła około 8 tys. ha drzewostanów. W jej wyniku pozyskanych zostanie ponad 160 tys. m sześc. drewna. W sąsiednich nadleśnictwach: Miłomłyn, Susz, Stare Jabłonki, Kudypy i Jagiełek wielkość poklęskowego pozyskania to około 600 m sześc. drewna. Dość powiedzieć, że w jednym nadleśnictwie w ciągu roku pozyskuje się go średnio 70-90 m sześc. W odróżnieniu od sąsiadów, leśnicy z Iławy muszą zmierzyć się z jeszcze jedną trudnością. Z końcem roku minął okres obowiązywania operatu urządzeniowego. Plan cięć na następny rok jest gotowy, ale teraz trzeba jeszcze w nim uwzględnić zmiany spowodowane przez okiść. Na razie przy drogach wywozowych w błyskawicznym tempie rosną mygły wielkowymiarowych dłużyc i średniowymiarowych wałków.
Nie wszystkie śniegołomy są jednak stracone. Te, które zachowały w połowie żywotną koronę i rokują jeszcze nadzieję, pozostawiono w drzewostanie. Spełniają ważne funkcje ocieniania gleby, która i tak została bardzo odsłonięta przez spadek zadrzewienia, wypełniają luki w zwarciu.
- Powierzchnie gdzie spadło zadrzewienie będą dolesiane, będziemy też wykonywać podsadzenia - zapowiada Jarosław Szustkowski. Ponieważ na polodowcowych piaszczystych glebach, siedliskach borów świeżych i mieszanych sosna ma się bardzo dobrze, gospodarze iławskich lasów liczą głównie na odnowienie naturalne tego gatunku. Inne, liściaste, można wprowadzać choćby w podsadzeniach czy dolesieniach. Jako jeden z pierwszych branych tu pod uwagę gatunków pojawia się buk, występujący na Pojezierzu Iławsko-Brodnickim w granicach naturalnego zasięgu.
Byle mróz, a nie śnieg
- Tak jest przez cały miesiąc – śmieje się Jarosław Szustkowski, co i rusz odbierając telefony. Nic dziwnego, w iławskich lasach zrobił się ruch jak rzadko kiedy. Przy usuwaniu szkód i zabiegach pracują wszystkie zakłady usług leśnych z okolicy. Na powierzchniach poklęskowych cały czas uwija się 60 pilarzy, jest harvester, dwa forwardery, kilka przyczep wyposażonych w żurawie. Nie dość tego równolegle trwa wywóz drewna. Obecność wysokotonażowych jednostek w lesie zostawi trwały ślad na rozmarzniętych drogach, które wciąż trzeb naprawiać. - Modlimy się o mróz, byle nie śnieg – martwi się z-ca nadleśniczego. - Jeśli śnieg przysypie powierzchnie, uniemożliwi nam pracę. A wiosną pojawi się zagrożenie deprecjacji drewna, sinizna, owady – dodaje.
Dużo pracy, mało czasu
Śpieszyć się trzeba, nie tylko z powodu sinizny czy owadów. Iława to także ważny dostawca drewna sklejkowego, musi więc usuwać skutki klęski a jednocześnie wywiązywać się z roli dostawcy tego surowca. Tymczasem drewno poklęskowe, to głównie sosna. Poza tym taka ilość śniegołomów w lesie wymaga specjalnego zachowania się pracujących. Podczas przebywania w lesie czy ścinki obowiązują inne procedury. Pilarze muszą uważać nie tylko na kikuty złomów, ale także wiszące tu i ówdzie obłamane czuby.
- Dwóch lat trzeba, by przy sprzyjających warunkach pogodowych uporać się z drewnem poklęskowym – zakłada optymistycznie Jarosław Szustkowski. - Na szczęście koniunktura na drewno jest jak najlepsza. Chociaż ilość metrów sześciennych zaplanowana do sprzedaży na 2007 r. za pośrednictwem portalu leśno-drzewnego nie może być korygowana, to istnieje jeszcze aplikacja e-drewno. To takie leśne Allegro – żartuje. Nabywcy znajdą się też w samej Iławie, nazywanej zagłębiem stolarzy. - Stolarze są tu głównymi pracodawcami, tu drewno zawsze było potrzebne – odpowiadają zagadnięci o klęskę i drewno mieszkańcy miasteczka.
Michał Książek

