Echa Leśne 6/2006

W numerze m. in.:
- Od Białowieży po Tatry
Placówki terenowe IBL - Boreczników w bród
Niebezpieczna „muszka” - Otwieranie lasu
LKP Puszcza Kozienicka, Lasy modelowe w Szwecji oraz holenderski kompleks leśny Alterra to udane przykłady godzenia społecznych, gospodarczych i przyrodniczych funkcji lasu - Dlaczego giną dęby
Nie tylko opiętki - W hołdzie Papieżowi
Polscy leśnicy, chcąc uczcić pamięć pontyfikatu Ojca Świętego, nadają uroczystości posadzenia dębów szczególną oprawę
Boreczników w bród
Czy kilkumilimetrowa „muszka” może stanowić niebezpieczeństwo dla trwałości lasu? Oczywiście w pojedynkę nie, ale kiedy na świecie pojawi się jej kilkadziesiąt żarłocznych dzieci-gąsiennic, zaś po dwóch-trzech miesiącach ponad tysiąc równie nienasyconych wnucząt, sprawa robi się bardzo poważna.
Ta niezwykle płodna „muszka” to borecznik, owad, a w zasadzie reprezentowana przez kilkanaście gatunków grupa owadów, która w ostatnich latach stanowi istotne zagrożenie dla polskich sosen. W tym roku prognozuje się występowanie boreczników na obszarze blisko 60 tys. ha. Jednak dojrzeć borecznika, zaobserwować go na obszarach liczniejszego pojawiania się, wcale nie jest łatwo. – Owad wygląda jak mucha, a o tej porze roku, kiedy lata postać dorosła, much w lesie nie brakuje, mówi Zbigniew Wierzbowski z Zespołu Ochrony Lasu w Łopuchówku koło Poznania.
Krótkie życie imago
Ściśle rzecz biorąc boreczniki z muchami łączy dość odległe powinowactwo systematyczne. Owszem postronnym obserwatorom najbardziej przypominają muchy: wielkością (4,5-11 mm długości) i przeźroczystymi skrzydłami, ale już liczba żyłkowatych skrzydeł lokuje je na linii pokrewieństwa bliżej pszczół czy galasówek. Należą bowiem do rzędu błonkówek, których dojrzałą postać natura wyposażyła w dwie pary skrzydeł. Inną cechą błonkówek, która odróżnia je od rzędu muchówek, to larwa, o budowie zbliżonej do larw motyli – w tym stadium rozwojowym boreczniki poruszają się dzięki aż jedenastu parom odnóży. Toteż określa się je jako gąsienicopodobne lub fałszywe gąsienice.
Lotny owad dorosły to efemeryda. Żyje krótko a zadanie któremu się wówczas oddaje bez reszty, to przedłużenie gatunku. Jest tym zaabsorbowany do tego stopnia, że zupełnie nie pobiera pokarmu. Intensywny to czas i krótki - samce giną już po tygodniu uganiania się za samicami. Życie samic jest o kilka dni dłuższe, akurat tyle żeby złożyć jaja wewnątrz sosnowych igieł, którymi będzie się żywić potomstwo. W polskich warunkach ten powtarzany przez pokolenia rytuał może się rozpocząć już od połowy kwietnia, a kulminację osiąga w końcu maja. W sprzyjających warunkach może powtórzyć się jeszcze tego samego roku, w lipcu i sierpniu.
Zimę owady przeczekują zagrzebane w ściółce bądź w szczelinach kory, opatulone w utkany przez siebie kokon – To kiedy dojrzałe boreczniki opuszczą kokony, zależy w dużej mierze od warunków pogodowych. Sprzyjają im suche i gorące lata, jednak podejrzewa się, że jest jeszcze wiele innych czynników, mających wpływ na ich rozwój, których ciągle nie znamy – mówi Zbigniew Wierzbowski. Podczas naszej rozmowy, 20 maja ZOL w Łopuchówku wciąż czekał na pierwszy lot zielonogórskich boreczników.
Podobny, jest podobny do sosnowca
Czy przypadek to czy nie, ale jeszcze do niedawna uważano, że rodzaj borecznik jest reprezentowany w Polsce przez dość feralną liczbę gatunków: 13. Charakter występowania poszczególnych gatunków jest odmienny. Niektóre, tak jak borecznik świerkowiec czy południowy albo pojawiają się bardzo rzadko, albo ich występowanie w Polsce nie zostało udokumentowane. Pospolity charakter i skłonność do częstych, masowych pojawów innych boreczników spędza sen z powiek wielu nadleśnictwom i Zespołom Ochrony Lasu. Liderem tej grupy jest borecznik sosnowiec, konkurujący o prymat z borecznikami jasnobrzuchym i podobnym. Częstsze pojawy notuje się również w wypadku borecznika krzewiana, rudego i zielonożółtego. W skali lokalnej nie ma jednak reguły. Na przykład na terenie RDLP w Poznaniu dominuje borecznik sosnowiec, podczas gdy w sąsiedniej, zielonogórskiej RDLP nie stwierdza się jego występowania.
Mimo zróżnicowania gatunkowego, istnieje wspólna cecha całej grupy. Są to bowiem owady wybitnie związane z borami, gdzie dominują gatunki iglaste. Choć tylko jeden- borecznik sosnowiec, otrzymał drugi człon nazwy precyzyjnie wiążący go z sosną , wszystkie krajowe gatunki żerują na sośnie i ze względów gospodarczych są uważane za jedne z podstawowych szkodników tego gatunku.
Choć leśnicy traktują boreczniki jako grupę, to znajomość biologii i umiejętność rozpoznawania poszczególnych gatunków ma dla specjalistów istotne znacznie. Dzięki tej wiedzy można właściwie prognozować rozwój gradacji, czyli masowego pojawu, a co za tym idzie dostosować metody i środki przeciwdziałania. Różnice morfologiczne mają w każdym stadium odmienny charakter. Spośród lotnych postaci dojrzałych, stosunkowo łatwo rozpoznać borecznika rudego. Ale już borecznika podobnego, który otrzymał nazwę z uwagi na wyjątkowe podobieństwo do borecznika sosnowca, definitywnie różni od pospolitego kuzyna jedynie… kształt penisa.
Dyskretne żarłoki
Oczywiście jak w przypadku większości owadów, to nie postać dorosła, imago, odpowiada za szkody w lasach. Ich sprawcą jest larwa, niewielki dwucentymetrowy wałeczek, który swoją żarłocznością wprawia w zdumienie. W krótkim czasie, kiedy następuje intensywny rozwój, zjada porcję igieł kilkunastokrotnie przekraczających masę jej ciała. Pojedyncze, nawet najbardziej rozpasane żarłoki, nie są jeszcze w stanie zaszkodzić drzewu. Potrzebny jest do tego ich masowy pojaw. W latach 80. minionego stulecia, w okresie, w którym jak dotąd boreczniki w największym stopniu zagrażały polskim lasom, w koronie jednej sosny znajdowano nawet 30 tys. larw!
Część foliofagów (owady odżywiające się liśćmi i igłami), pozostawia sporo niedojedzonych części, które opadając na ściółkę leśną, sygnalizują, że coś złego dzieje się w koronach. Niewielkie i ubarwione w maskującej tonacji larwy boreczników, bardzo oszczędnie gospodarują pokarmem, pochłaniając całą igłę od czubka do podstawy. Tylko najmłodsze i najmniejsze wygryzają jedynie brzeg igieł, w skutek czego pozostają cienkie pasemka środkowych żeberek. Kiedy uschną, stają się brązowe i widoczne, a tym samym stanowią dowód obecności borecznika – dobrze jest widoczny w młodniku, ale o wiele trudniejszy do wypatrzenia kilkanaście metrów nad ziemią, na kilkudziesięcioletnich sosnach.
Reguła w braku reguł
- Boreczniki to bardzo trudna grupa do prognozowania i obserwacji zagrożenia. One, w przeciwieństwie do większości owadó,w nie poddają się regułom związanym z biologią i rozwojem poszczególnych stadiów – opowiada Sławomir Ślusarski, który przygotowuje rozprawę doktorską w Zakładzie Ochrony Lasu Instytutu Badawczego Leśnictwa. Stara się w niej m.in. znaleźć odpowiedź na pytanie, które gatunki i w jakich warunkach preferują swoje towarzystwo podczas gradacji.
Jest kilka czynników, które niezbicie przemawiają za nieprzewidywalnym charakterem boreczników - Po pierwsze diapauza, której podlegają boreczniki, uważa S. Ślusarski. Z diapauzy, czyli opóźnienia rozwoju, owady korzystają dość swobodnie. Jak już powiedzieliśmy, potrafią opuścić kokony w kwietniu, ale równie dobrze mogą przeczekać do końca maja. Ba, mogą zostać w kokonie o wiele dłużej, rok, dwa, a jak piszą niektórzy badacze – nawet cztery lata. Tak więc alarmująco wysoka liczba kokonów pod okapem drzewa to nie stuprocentowa pewność masowego pojawiania się postaci dorosłych. Jakiś nieznany czynnik, którego specjaliści jedynie się domyślają, może kazać borecznikom pozostać w swoich osłonkach do następnego roku.
Brak reguł, podstawowy oręż taktyczny boreczników, przejawia się również w tym, że w tych samych warunkach, w tej samej populacji, diapauzie podlega jedynie część osobników a i te, które wybierają wyjście na światło dzienne, robią to w różnym momencie.
- Druga trudność to liczba generacji w ciągu roku: jedna bądź dwie, kontynuuje specjalista od boreczników z IBL. - Prócz borecznika rudego, który przechodzi rójkę jesienią i jako jedyny zimuje w postaci jaja, dla wszystkich gatunków charakterystyczna jest podwójna generacja.
Jak się można spodziewać, tego czy boreczniki przejdą w danym roku jeden czy dwa cykle rozwojowe, wiosną nie wiedzą nawet one same, a tym bardziej obserwujący je ludzie. Od momentu złożenia jaj do pojawienia się pierwszego pokolenia larw mija 2-4 tygodnie. Po intensywnym okresie żerowania, larwy budują kokon i jeśli warunki okazują się sprzyjające, opuszczają go już po kilkunastu dniach (w lipcu bądź sierpniu) pod postacią uskrzydlonych błonkówek drugiej generacji, które są od razu przygotowane do rozrodu. I tak po kilku tygodniach na igłach sosen znów pojawiają się kolejne nibygąsienice. Tyle jednak, że w liczbie znacznie przekraczającej liczebność generacji pierwszej.
ZOL trzyma rękę na pulsie
Skomplikowana procedura obserwacji rozwoju boreczników musi być odpowiedzią na nieprzewidywalny charakter tej grupy owadów. Zdumiewające, na jakie szczegóły zwracają uwagę specjaliści, po to, by zyskać pewność co do występowania poszczególnych gatunków borecznika. Pierwszy raz robi się to po jesiennych poszukiwaniach szkodników pierwotnych sosny. To czynność wykonywana standardowo w drzewostanach tego gatunku. W wyznaczonych miejscach, na powierzchni będącej „rzutem” korony pojedynczych drzew, leśnicy przetrząsają ściółkę, w której zimują kokony boreczników. Choć niewprawne oko dostrzeże w brązowawych kokonach jedynie podobieństwo do sarnich bobków, to na podstawie twardości, elastyczności, barwy i kształtu w ZOL określa się konkretnie przynależność gatunkową. – Stopień zagrożenia, który stanowi podstawę do podejmowania dalszych działań, zależy od liczby kokonów pod jednym drzewem oraz ich zdrowotności – wyjaśnia Zbigniew Wierzbowski. W Zakładzie Ochrony Lasu IBL ostatnio zmodernizowano metodę jesiennych poszukiwań w sposób pozwalający przeliczać liczbę znalezionych owadów na jednostkę powierzchni.
Jeżeli analiza zebranych poczwarek jest alarmująca, ZOL zaleca ponowne poszukiwania w ściółce na wiosnę. Kiedy i te potwierdzą, że liczne boreczniki przetrwały zimę w dobrej kondycji, monitoring jest kontynuowany. – Najpierw obserwujemy kiedy boreczniki opuszczają kokony i w jakiej liczbie- opowiada Wierzbowski. To bardzo czasochłonne zadanie dla leśników w terenie – oznacza bowiem konieczność regularnej obserwacji kontrolnej porcji kokonów umieszczonych w naturalnym środowisku, w różnych warunkach świetlnych.
Następny etap to liczenie jaj złożonych w koronach. W tym celu ścina się na rozłożone płachty kilka drzew kontrolnych. W efekcie tej mrówczej pracy otrzymuje się liczby krytyczne i stopnie ostrzegawcze, które każą pozostać w pogotowiu. Choć samice boreczników składają jaja w podobny sposób, w nacięcie wykonane w igle, to rozmieszczenie jaj, sposób ich przykrycia piankowatą wydzieliną, wskazuje na gatunek. – Potem może być jeszcze liczenie larw i kokonów pierwszej generacji na ściętych drzewach. Ale nawet liczba kokonów pierwszej generacji, nie daje stuprocentowej pewności co do dalszego rozwoju wypadków. – Nasze obliczenia wskazują na niewielką liczbę kokonów, a tymczasem rójka okazuje się niezwykle dynamiczna, a samice są wyjątkowo płodne i składają po przeszło setce jaj każda - podkreśla Zbigniew Wierzbowki.
Reakcja na zmiany
Boreczniki występowały od zawsze, jednak jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie uważano ich za owady szkodliwe. Nie znaczy to wcale, że wzrósł im apetyt czy też zmienił się gust. Wtedy, tak jak i dzisiaj, zjadały igły sosen, jednak nie pojawiały się w formie gradacyjnej. Entomolodzy mówili o nich jako pozbawionych znaczenia gospodarczego, niektórzy uznawali je nawet za pożyteczne, a to ze względu na pasożyty, które rzekomo mogły się rozwijać na niegroźnych borecznikach i atakować owady znacznie groźniejsze.
W ostatnich dziesięcioleciach oba poglądy się zdezawuowały: boreczniki zaczęły się pojawiać na niespotykaną skalę, a pasożyty, które ograniczają ich liczebność okazały się specjalistami, nie zainteresowanymi innymi owadami. – Nie potrafimy dokładnie wyjaśnić co takiego się stało, że dziś mało znany borecznik awansował do grona czołowych szkodników pierwotnych w polskich lasach- mówi Zbigniew Wierzbowski i podaje przykład kilku innych gatunków, którym w ostatnich latach nie wystarcza już spokojne podgryzanie liści. Zmiany klimatyczne, obniżenie poziomu wód gruntowych spowodowały ogólne osłabienie drzew i ich mechanizmów obronnych.
Skoro boreczniki były od zawsze, to czy las nie mógłby sam się przed nimi obronić? Czy ingerencja ludzi wobec naturalnego elementu środowiska jest niezbędna? Zachwianie równowagi ekologicznej, które przychodzi spoza lasów, ma swoje dalsze konsekwencje, a powodujące szkody błonkówki nie stanowią ostatniego ogniwa w łańcuchu niebezpieczeństw. Ogołocone sosny nawet nieźle odbudowują zjedzone igliwie, ale niestety osłabione drzewa wykorzystywane są przez inne organizmy, owady i grzyby, które opanowując w krytycznym momencie prześwietlone drzewostany, mogą doprowadzić do ich obumarcia.
Rafał Zubkowicz
Zespoły Ochrony Lasu (ZOL) – to sieć dziewięciu placówek działających w strukturze Lasów Państwowych, do zadań których należy m.in. prognozowanie zagrożeń, monitoring i nadzór nad zwalczaniem owadów mogących powodować szkody w lasach. Każdy zespół zatrudnia grono wysokiej klasy specjalistów, którzy na zasadzie ustalonych procedur czuwają nad sytuacją zagrożeń środowiska leśnego, związanych nie tylko z owadami, ale też powodowanych przez inne organizmy żywe, czynniki przyrody nieożywionej i człowieka. Każdy ZOL służy fachowym doradztwem wobec nadleśnictw położonych w zasięgu 1-3 Regionalnych Dyrekcji LP.

