Echa Leśne 5/2006

W numerze m. in.:
- Niezwykłe i groźne
Pasożyty zwierząt leśnych - Jak po grudzie?
Krajowy program zwiekszania lesistości - Mokotowski maraton
Przebojem tegorocznego festynu
na stołecznym Polu Mokotowskim
były jak zwykle sadzonki drzew leśnych - Z perspektywy A-4
Jak drogi nie oszczędzają lasów - Zaklinacz węży
Artur Święch z Nadl. Tuszyma - Las potrzebuje przyjaciół
Seminarium mazowieckich gimnazjalistów - Słupek zamiast GPS
Jak tu się zgubić w lesie,
skoro coraz częściej jesteśmy wyposażeni
w nowoczesne odbiorniki GPS...
Z Perspektywy A-4
Drogi od zarania dziejów naruszają istniejący wcześniej, naturalny ład przestrzenny, bezlitośnie tną żywą tkankę przyrody. Nie oszczędzają lasu. Autostrady to cięcia szczególnie głębokie.
Owe wielkie przedsięwzięcia inżynieryjne w jednym aspekcie łączą, ułatwiając przemieszczanie ludzi i ładunków, ale w innym - trwale dzielą. To już nie są drogi we wcześniejszym tego słowa znaczeniu, a wielkie, kosztowne w budowie ciągi komunikacyjne, ze względu na bezpieczeństwo ruchu odgrodzone od otoczenia, rządzące się specyficznymi prawami. Czy jednak muszą bezwzględnie upośledzać naturę? Takie pytania i wątpliwości nasuwają się, jeśli przyjrzeć się nie tak dawno oddanej do użytku autostradzie A-4 łączącej Górny Śląsk z Wrocławiem.
Dwie dusze nadleśniczego
Fragment autostrady A-4 ma na swoim terenie Nadl. Rudziniec z katowickiej RDLP „od zawsze” - wcześniej w postaci zapuszczonej, poniemieckiej jeszcze, betonowej drogi w fatalnym stanie technicznym, dziś wreszcie obiektu o europejskim standardzie. Nadleśniczy z Rudzińca, Tadeusz Mamok, cieszy się, że może teraz szybko i bezpiecznie dojechać do śląskiej aglomeracji. Ale zaraz się reflektuje:
- Cieszy się obywatel Mamok, mniej Mamok-leśnik. Szeroki pas wylesień pod budowę autostrady powoduje powstanie specyficznej struktury sąsiadującego z nią drzewostanu, wyraźnej w odległości nawet kilkudziesięciu metrów w głąb od ściany lasu. Na samej krawędzi drzewa tworzą z czasem zniekształcone korony, rosną grubsze i niższe, mają dłuższe gałęzie. Natychmiast pojawiają się tu wiatrołomy. Spaliny obciążają aparat asymilacyjny wszelkiej roślinności, zaś związki metali ciężkich i solny pył, pozostałość zimowych akcji drogowców, trafiając do gleby osłabiają kondycję zdrowotną drzew, przez co zmniejsza się ich odporność na choroby i ataki szkodników owadzich. Otwarte od strony autostrady, nasłonecznione powierzchnie drzewostanów sosnowych skutecznie wabią przypłaszczka granatka - trzeba go zwalczać.
Rudzinieckie lasy wstęga betonu przecięła w latach 30. ub. wieku. Przebudowa autostrady wiązała się jednak ze znacznym jej poszerzeniem. Oznaczało to konieczność ponownego kształtowania specyficznej struktury odsłoniętej ściany drzewostanu, zwłaszcza w kompleksach leśnych dawnych leśnictw Kleszczów i Taciszów (dziś teren leśnictwa Paczyna). Natomiast od Kleszczowa w kierunku na wschód powstał całkiem nowy fragment autostrady. Ten szczęśliwie tnie kompleksy leśne raczej na krawędziach, nie biegnąc przez ich środek.
Tadeusz Mamok ma już za sobą okres bezwzględnego naporu budowniczych:
- Na wszelkie sposoby naciskano nas, aby błyskawicznie, najlepiej na wczoraj, wylesiać pas gruntu pod autostradę. Jak już to zrobiliśmy, wyraźnie spadał zapał do budowy – teren leżał potem odłogiem pół roku i więcej. Jakoś nikomu nie przeszkadzało, że to ewidentna strata i to przecież nie tylko dla nas, leśników.
Innym problemem stało się zakłócenie przez autostradę stosunków wodnych. Choć współpraca nadleśnictwa z budowniczymi i meliorantami w tej mierze układała się dobrze, to i tak nie udało się uniknąć naruszenia delikatnej wodnej równowagi w okolicach miejscowości Kozłów. Tadeusz Mamok uważa, że sprawę da się pomyślnie załatwić jeszcze tej wiosny - leśnicy na pewno nie ustąpią inwestorowi. Za to na innych odcinkach budowy nie można narzekać – ciągi wodne zostały odtworzone, a tam gdzie było to potrzebne - powstały nowe.
Kolejną kwestią do załatwienia było przebudowanie sieci leśnych dróg. W wielu miejscach autostrada zburzyła dawny jej kształt, a z tworzeniem nowej było różnie. Gorzej na odcinku 7 od Nogowczyc do Kleszczowa, zdecydowanie lepiej na całkiem nowym odcinku 8 od Kleszczowa na południowy wschód. W tym drugim wypadku leśnikom udostępniono część dróg serwisowych wzdłuż autostrady, z którymi skomunikowano większość wcześniej istniejących dróg leśnych. W ten sposób dało się pogodzić względy eksploatacji autostrady z gospodarką leśną i ochroną przeciwpożarową lasu.
- Szczególnie dał się nam we znaki etap budowy autostrady od miejscowości Prądy do Nogowczyc. Tu, z punktu widzenia zagrożeń dla gospodarki leśnej, a już zwłaszcza dla zwierzyny, popełniono najbardziej rażące błędy. Myślę, że podobne obserwacje poczynili moi koledzy z okolicznych nadleśnictw sąsiadujących z autostradą – mówi Tadeusz Mamok.
Alarm z Prószkowa
Już w marcu 2003 r. Lech Olczyk, nadleśniczy z położonego na Opolszczyźnie Nadl. Prószków, pisał na łamach „Trybuny Leśnika” w artykule „Zwierzę nad A-4”: „Tereny Borów Niemodlińskich, a tym samym lasów Nadleśnictwa Prószków, stanowią ostoję wielu gatunków zwierząt uzależnionych od kondycji występujących tu biotypów. Autostrada narusza ten układ, dzieląc populację zwierząt na dwie izolowane subpopulacje. Dochodzi w nich do zachwiania liczebności niezbędnej dla zachowania wiekowej i płciowej struktury, a przede wszystkim dla zachowania zróżnicowania genetycznego. Dochodzi też do przerwania połączeń migracyjnych...”.
Nadleśniczy z Rudzińca w pełni potwierdza tę opinie. Na terenie jego nadleśnictwa zwierzyna jest dziś w wielkiej obfitości. Z dawien dawna przemieszcza się utartymi szlakami. Autostrada gwałtownie je przecina, stając się przeszkodą nie do pokonania. Czym to grozi, Tadeusz Mamok na własne oczy mógł się przekonać, podróżując po Niemczech słynących przecież ze znakomitych dróg:
- W Północnej Nadrenii-Westfalii, chyba najbardziej zabetonowanej autostradami części Niemiec, zwierzyna w okolicznych lasach staje się rzadkością. Gubi ją izolacja, uwięzienie w enklawach i brak wymiany genowej. Powinniśmy z tego na czas wyciągać wnioski. Niestety nie uczyniliśmy tego i dziś przychodzi nam uczyć się nie tylko na cudzych, ale również na własnych błędach.
Nie od dziś było wiadomo, że trzeba budować dla zwierząt przejścia, mosty i tunele, nad i pod powierzchnią jezdni. Są to różnej wielkości obiekty, bo też służyć mają różnych zwierzętom, nie tylko tym dużym, jak łoś, jeleń, sarna czy dzik, ale również niewielkim ssakom czy płazom. Zasadą jest, że przeprawy powinny powstać dokładnie na trasie wcześniejszych ścieżek migracyjnych. Leśnicy, a już na pewno myśliwi, potrafią dokładnie je zlokalizować. A jednak autor cytowanego artykułu zamieszczonego w „Trybunie Leśnika” przed trzema laty bił na alarm, że zarówno w lokalizacji przepraw, jak i w architekturze popełniono zasadnicze błędy: „Przejścia powstały nie na ścieżkach migracyjnych zwierząt, lecz w miejscach, które z różnych względów – projektowych, kosztowych czy też subiektywnych – były wygodne dla generalnego inwestora i projektanta, mimo autoryzowanych przez Lasy Państwowe i PZŁ materiałów zawierających stosowne sugestie”.
Bez głowy...
Te same grzechy znajdujemy na odcinku autostrady biegnącym przez rudzinieckie lasy. Zbudowano tu dla zwierzyny trzy duże przejścia nad autostradą.
Obiekt zlokalizowany w leśnictwie Nogowczyce to właściwie karykatura przejścia, powielenie obiektów tak krytykowanych przez nadleśniczego z Prószkowa. Każdy, kto miałby okazję zobaczyć na własne oczy to „dzieło” (a piszący słowa dostąpił tej wątpliwej przyjemności), zapewne zada sobie pytanie: czy aby projektant na pewno wiedział co czyni? Jest to bowiem nic innego, jak wyasfaltowany (!), standardowy wiadukt nad drogą.
- Takie przejście nie spełnia przypisywanej mu roli. Zwierzyna wychodząca z lasu ma nagle przed sobą całkiem nienaturalny, nie budzący jej zaufania obiekt. Z jednego brzegu lasu praktycznie nie widać lasu po drugiej stronie przejścia. Perspektywę tworzy wąski, ledwie siedmiometrowej szerokości kanał, na który składają się asfaltowa nawierzchnia, ekrany dźwiękochłonne i stalowe bariery. To doprawdy nie ma nic wspólnego z naturalnym środowiskiem i nic dziwnego, że zwierzyna boi się korzystać z tej przeprawy – mówi Tadeusz Mamok.
Z obserwacji leśniczego z Nogowczyc, Zbigniewa Kocyana, wynika, że chcące przedostać się na drugą stronę zwierzęta wędrują stąd lasami i polami, starym szlakiem migracyjnym w kierunku północno-zachodnim, ku Górze Św. Anny. Ale również tam napotykają podobnie wykonaną przeprawę-przeszkodę. Gdyby wybrały kierunek południowo-wschód miałyby większe szanse. Dwa zlokalizowane tam przejścia zaprojektowano i wykonano już zupełnie inaczej. Pierwsze, w okolicy Taciszowa, użytkowane jest przez zwierzynę z umiarkowanym natężeniem. Być może nie najlepiej pokrywa się ze ścieżką migracji. Za to drugie, identyczne, na terenie leśnictwa Kozłów, jest wręcz oblegane, o czym z daleka świadczą bardzo liczne tropy.
...i z głową
- Te przejścia zbudowano już z głową. Mają po 30 m szerokości i grubą pokrywę gleby obsianej trawą. Do korzystania zapraszają rozległe dojścia po obu stronach mostu. Drewniane ekrany szczelnie zasłaniają biegnącą niżej autostradę i zarazem tłumią dobiegający z niej hałas. Tu zwierzę ma przed sobą całkiem inną, zbliżoną do naturalnej, perspektywę. Będzie ona jeszcze lepsza, kiedy oba dojścia, jak również samą czaszę przeprawy niebawem obsadzimy krzewami owoco- i jagododajnymi, zaś ekrany od wewnątrz przykryjemy pnącym się bluszczem – zapowiada nadleśniczy w Rudzińca.

Ekologiczne aspekty budowy, a potem użytkowania autostrady wydają się oczywiste. Doświadczenia leśników wzdłuż autostrady A-4 dowodzą, że od teorii do praktyki droga bywa bardziej zawiła niż można by sądzić. Paradoksalnie też, dzięki temu, że w takich bólach rodzi się ów wielki autostradowy projekt w Polsce nie zdążono jeszcze popełnić zbyt wielu błędów, by nie rzec, przestępstw przeciwko przyrodzie. Uczmy się wyciągać wnioski.
Krzysztof Fronczak

