Echa Leśne 4/2006
W numerze m. in.:
-
Ramię w ramię z praktyką
Nauka dla leśnictwa -
Chronić! Ale jak?
Konferencja w Rogowie -
Terror piromanów
Pożarów w lasach nie ubywa -
Dużo sosny, mało wody
Zielonogórska statystyka -
Potrzeba trochę zmian
Rozmowa ze Stanisławem Gorczycą -
Bez zderzenia czołowego
Leśny Zakład Doświadczalny Krynica -
Jednym głosem
Ustrońscy leśnicy i ekolodzy -
Tym razem dla sokoła
Siedlecka współpraca
Terror piromanów
Czerwony kur spędza sen z oczu leśnikom nie tylko dlatego, że coraz częściej buszuje właśnie w lasach. Największy niepokój budzą przyczyny, które to zjawisko wywołują. Prawie co drugi pożar, który miał miejsce w ubiegłym roku w Lasach Państwowych został wzniecony przez podpalaczy.
To nie globalne ocieplenie klimatu, długotrwałe upały i susze, lecz właśnie człowiek stanowi dla lasów największe zagrożenie pożarowe. Widoczne nasilenie tego zjawiska nastąpiło tuż przed przystąpieniem naszego kraju do Unii, a konkretnie w 2003 r.
Na gorącym uczynku
Jak dowodzą przykłady m. in. z woj. zielonogórskiego i wrocławskiego złapani podpalacze wywodzą się spośród bezrobotnych, również byłych pracowników LP, którzy niedawno stracili pracę. I nic nie wskazuje na to, że ich czyny to rezultat skłonności do piromanii. Będąc zwykle członkami jednostek ochotniczych straży pożarnych tworzą duety: podpalający i gaszący, przy czym ten pierwszy daje pracę drugiemu. „Gaszący” otrzymuje za godzinę pracy przy pożarze kilkanaście złotych i dzieli się później otrzymanymi pieniędzmi z kolegą. Przy następnym pożarze role się odwracają, ale to nie koniec procederu. Na pożarzyskach pracy jest tak wiele, że nawet zakłady usług leśnych zatrudniają ludzi spoza swoich firm. Podpalacze znów znajdują nieźle opłacane zajęcie.
Bardzo szybko rozeszła się wśród właścicieli gruntów rolnych wieść o tym, że premie za ugorowaną ziemię będzie się wypłacać po wstąpieniu do Unii,ale pod jednym warunkiem. Uprawiający rolę musi wykazać, że posiada tzw. czarny ugór, to znaczy nieużytek, na którym nic nie rośnie. Jak do takiego stanu swoją ziemię doprowadzić? Orka, bronowanie byłyby najwłaściwsze, ale który z właścicieli gruntów będzie się wpędzał w takie koszty? Najlepiej je wypalić - do gołej ziemi. Jak Polska długa i szeroka właściciele gruntów taką właśnie metodę wybrali. Znaczna część tych pożarów przeniosła się na pobliskie lasy.
Na wieść o takiej praktyce Unia wprowadziła do systemu tzw. opłat bezpośrednich stosowne poprawki. Właścicieli ugorujących swoje grunty przez podpalanie wykluczono z listy osób, które mogą otrzymać dopłaty. Efekt tego zabiegu odbił się natychmiast w pożarowej statystyce. W 2004 r. udział pożarów powstałych w lesie, w wyniku przerzutów ognia z terenów nieleśnych zmniejszył się w stosunku do poprzedniego o połowę.
Jak się okazało - nie na długo. Głównymi przyczynami ubiegłorocznych pożarów (a było ich dokładnie 4501) znów były: podpalenia (47 proc.) i nieostrożność dorosłych (23proc.) oraz przerzuty ognia z gruntów nieleśnych.
Pepo, wróć!
Zdaniem dr. Ryszarda Szczygła, adiunkta w Samodzielnej Pracowni Ochrony Przeciwpożarowej Lasu, dopóki nie uporamy się z bezrobociem dopóty niewiele się poprawi, jeśli chodzi o pożary. Inna sprawa, że profilaktyka w zakresie pożarnictwa jest w Polsce ciągle niedoceniana. Pepo - zielona maskotka, którą jeszcze kilka lat temu sygnowano wszelkie akcje edukacyjne na ten temat w środkach masowego przekazu- zniknął. Plakaty, broszury, ulotki, na których widniał ten sympatyczny ludek, poszły w zapomnienie. Takich działań w naszym kraju nie docenia się, bo efekty nie są natychmiastowe i nie da się ich dokładnie policzyć. Tymczasem profesjonalna, długofalowa edukacja społeczeństwa dotykająca problemu pożarów w lesie, jak dowodzą przykłady z wielu krajów, przynosi najlepsze efekty.
Niedźwiadek Smokey - symbol ochrony przeciwpożarowej w Ameryce „skończył” 61 lat. Permanentna edukacja społeczeństwa zaowocowała świetnymi rezultatami; pożary wywołane przez człowieka zdarzają się tam niezwykle rzadko. Na profilaktykę przeciwpożarową postawiła również Francja. Tam wydatki na działania edukacyjne stanowią rocznie prawie jedną piątą wszystkich środków, przeznaczonych na ochronę przeciwpożarową. I nie są to pieniądze stracone. Publikacje z myszą Sylwestrem w logo, których od kilku dziesiątków lat jest pełno we wszystkich francuskich mediach sprawiły, że liczba pożarów w tym dużym przecież kraju oscyluje w granicach 5 - 6 tys. rocznie.
Lasy Państwowe wydają na edukację leśną około 13 mln zł. rocznie. Część tych pieniędzy przeznaczona jest na realizację rozmaitych form profilaktyki przeciwpożarowej. Na wielu ścieżkach edukacyjnych znajdują się tablice informujące o tym, jak należy zachowywać się w lesie, żeby nie rozniecić pożaru. Są również takie, które przekonują o szkodliwości wypalania traw. W szkołach pracownicy LP odbywają prelekcje na temat pożarów w lesie. Wydajemy naścienne kalendarze, zakładki do książek propagujące ten problem.
- Pozytywne efekty tej edukacji są bardzo wymierne - mówi dr Ryszard Kapuściński, naczelnik wydziału ochrony lasu w dyrekcji generalnej LP. - Świadczy o tym choćby statystyka zgłoszeń o pożarach. To głównie osoby postronne zgłaszają takie zdarzenia.
Zdaniem naukowców z IBL same działania LP na rzecz ochrony przeciwpożarowej, choć potrzebne i bardzo pożyteczne, nie są wystarczające. Pożary bowiem, które trawią lasy, bardzo często wybuchają poza nimi.
- Ilu Polaków wie, kim jest a raczej był wymyślony przez Hannę Sakowską, niegdyś pracownika IBL, Świerczek Pepo? Garstka, bo Pepo pojawił się i zniknął. A gdybyśmy na niego postawili, zatrudniając zespół specjalistów profesjonalistów od mediów, psychologii, edukacji i socjologii, efekty byłyby jak nad Sekwaną. Zawsze i wszędzie tanie jest zapobiegać niż gasić – mówi dr Szczygieł.
Robią, co mogą
Na szczęście niedostatki w profilaktyce dość dobrze rekompensuje system ochrony przeciwpożarowej działający w Lasach Państwowych, którego podobno zazdroszczą nam nie tylko kraje europejskie. W każdym razie przed pożarami możemy się dzisiaj skutecznie bronić. System prognozowania, ostrzegania, powiadamiania i gaszenia oraz odpowiednia infrastruktura sprawiają, że przeciętna powierzchnia jednego pożaru w LP spadła do 0,27 ha. Ten wskaźnik, z roku na rok niższy dowodzi, że zwalczanie pożarów w Lasach jest coraz skuteczniejsze.
Zdolność leśników do działań ratunkowych gwarantują: posiadany sprzęt, gęsta sieć dróg dojazdowych, punkty czerpania wody (jest ich w LP ponad 16 tys.) itd. Jak wynika z najświeższych danych, zebranych przez Wydział Ochrony Lasu DGLP, w roku 2005 w systemie obserwacyjnym wykorzystano 610 punktów obserwacji naziemnej (ponad 150 z obrotowymi kamerami) i 2500 patroli. W akcjach obserwacyjnych i gaśniczych uczestniczyła flota powietrzna, składająca się z: 10 samolotów patrolowych, 28 gaśniczych i 8 śmigłowców a także 351 samochodów pożarniczych, będących własnością LP.
Ten system, utworzony m.in. przez prof. Tytusa Karlikowskiego z Instytutu Badawczego Leśnictwa, jest wciąż przez jego następców z Samodzielnej Pracowni Ochrony Przeciwpożarowej IBL, udoskonalany. W tej placówce prowadzi się szereg badań na rzecz ochrony lasów przed pożarami, ostatnio na przykład, nad efektywnością usytuowanych wzdłuż dróg publicznych pasów przeciwpożarowych. Rezultaty są jednoznaczne: ich przydatność jest znikoma, ponieważ zaledwie 1 proc. pożarów powstaje przy tych drogach. Zważywszy, że LP łożą rocznie na ten rodzaj ochrony kilka mln zł, gra nie warta jest świeczki. Dlatego rozporządzeniem ministrów środowiska i spraw wewnętrznych pasy pzreciwpozarowe wzdłuż dróg publicznych nie będą dalej utrzymywane. Inne - wzdłuż szlaków kolejowych, itp.- pozostaną.
W marcu Samodzielna Pracownia Ochrony Przeciwpożarowej we współpracy z UE zaczęła realizację programu Fire Paradox. Uczestniczy w nim 31 krajów Europy. Jest to innowacyjna metoda zintegrowanego kontrolowania obszarów niezagospodarowanych przez celowe stosowanie ognia.
- Paradoksalnie ogień może zapobiegać powstawaniu pożarów, na przykład, przez redukcję materiału palnego, który w lesie występuje - tłumaczy dr inż. Barbara Ubysz, szefowa tej pracowni. - My chcemy zaadaptować tę metodę do naszych warunków.
Ten sposób można również zastosować, by zmniejszyć późną jesienią albo wczesną wiosną tzw. obciążenie ogniowe traw. Kontrolując ich wypalanie można by zapobiegać rozprzestrzenianiu się pożarów z łąk i nieużytków. Ale dopiero po zakończeniu projektu okaże się, czy ta oryginalna metoda wejdzie do praktyki na stałe.
Eugeniusz Pudlis

