Echa Leśne 3/2006
Las, pasja i studia
- Kocham las, łąki, stawy .... czy leśnictwo da mi spełnienie? - pyta na internetowym forum warszawski licealista wyraźnie przekonany, że zawód leśnika to przede wszystkim estetyczne postrzeganie lasów, w których pracuje. I choć głównie odpowiadają mu nie-leśnicy, to jednak ktoś ze studenckiej braci leśnej wysyła śmiały post - jako robotnik leśny popracujesz sobie do woli i to bez studiów!
Ta zaskakująco trzeźwa i zapowiadająca nawet pewne rozczarowanie odpowiedź obrazuje nastroje, może nie większości, ale na pewno znacznej grupy studentów Wydziału Leśnego starej warszawskiej uczelni. Gdy przyjrzeć się ich opiniom przez pryzmat badania ankietowego, łatwo odkryć, że grupa pragmatyków, którą można by przeciwstawić romantykom, jest dość znaczna. Na pytanie o krótką definicję leśnictwa 71 proc. studentów I roku odpowiada formułką wyuczoną na zajęciach propedeutyki. Wynika z niej, że leśnictwo to gałąź nauki, kierunek gospodarki czy po prostu użytkowanie. Pozostali, można zaryzykować, bronią się przed naukowym i akademickim postrzeganiem lasu, nazywając leśnictwo sposobem na życie, „więzią, która łączy człowieka z naturą”, bądź „wiedzą dostępną tylko określonemu gronu ludzi”. W tym drugim ujęciu bardzo często leśnictwo ma za zadanie ochronę lasu, odpowiedzialność za przyszłość jego, i jego mieszkańców. Kiedy więc i gdzie pojawia się rozczarowanie romantyków i czy tylko oni są rozczarowani?
Praktyczni i … romantyczni
Na piątym i czwartym roku studiów leśnicy są wyraźnie mniej rozemocjonowani, a dużo trzeźwiej oceniają rzeczywistość. Typowi pragmatycy. Zapominają o romantycznych czy niematerialnych pobudkach, które kierowały nimi podczas życiowego wyboru. Coraz rzadziej można usłyszeć, że leśnictwo jest „fajną fuchą dla ludzi z charakterem”, a wśród powodów wyboru kierunku studiów dominuje chęć kontynuowania raz już obranego leśnego wykształcenia (absolwenci techników leśnych), wpływ rodziców-leśników czy nawet zbieg okoliczności. Rozumieją, że leśnictwo to nie tylko filozoficzny stosunek do przyrody, estetyczne doświadczenie, ale i szereg konkretnych czynności oraz prac. Produkcja i pozyskanie. Na marzenia o spokojnej leśniczówce cień rzuca brak miejsc na upragniony staż. A nawet jeśli powiedzie się ze stażem, czasami pracuje się jako robotnik leśny, a do tego pięć lat studiów nie jest potrzebne. O dojrzałości i wystygłym nieco zapale świadczą też odpowiedzi na pytanie o przyszłe miejsce pracy. W przeciwieństwie do odpowiedzi młodszych kolegów, ci starsi już wiedzą, że prawdopodobnie pracować będą poza lasami, zakładając własną działalność, a w najlepszym wypadku w instytucjach z nim związanych.
Początkujący „leśnicy” (I rok studiów) myślą inaczej. W przytłaczającej większości młodzi ludzie zdając na leśnictwo kierują się „pięknem przyrody”, chęcią ustanowienia bądź kontynuacji szczególnej więzi z przyrodą. Postawy te można by podsumować wypowiedzią jednej z nowo upieczonych studentek: - Dlaczego na leśnictwo? Bo trudno wyobrazić sobie coś równie pięknego jak las... Pracować młodzi chcą tylko i wyłącznie w lasach, w parkach narodowych i krajobrazowych. Nikt nie myśli tu jeszcze o tym, że trzeba będzie zakładać własną firmę, a może pracować jako nauczyciel. Czy i jak studenci odnajdują swoją wizję lasu i leśnictwa podczas pięciu lat studiów w największym polskim mieście? Trudno powiedzieć, ale entuzjazm wraz z upływem lat gaśnie na pewno.
Trylogia
Na pierwszym roku, po kilku miesiącach nauki swojego wyboru żałuje zaledwie 14 proc. studentów (co dziesiąty). Przez cztery lata studiów liczba rozczarowanych wzrasta dwukrotnie, ale wciąż nie przekracza 30 proc. Pragmatycy z pierwszych lat studiów raczej zostają pragmatykami, a ich szeregi zasilają niedawni romantycy. Leśnicy, mimo pewnej grupy rozczarowanych, lubią jednak swój kierunek studiów. Rozczarowanie nie dotyczy może uczelni, raczej możliwości realizowania marzeń związanych z pracą leśnika.
Żaden student pierwszego roku nie narzeka na charakter wykładanych przedmiotów, choć kilku gorących zwolenników dyscyplin zawodowych proponuje zupełnie zrezygnować z matematyki. Podobnie starsze roczniki, chociaż ci mają już więcej do powiedzenia. Ich postulaty dotyczą zwiększenia ilości godzin zajęć praktycznych, a skrajne propozycje to przeniesienie wydziału do ośrodka w Rogowie. To z czego także niezadowoleni są leśnicy, to nieskuteczność nauczania języków obcych i odizolowanie wydziału od podobnych w Europie. Sprzeciw budzi też zbytnia szczegółowość i przeładowanie programu zajęć. - Musimy w ciągu 3,5 roku studiów inżynierskich opanować to, na co kiedyś przeznaczone było prawie pięć lat studiów - skarży się Kamil, student ostatniego roku. - Urządzanie to ostatnia część trylogii, którą zdajemy na piątym roku. Najtrudniejsze, czemu musi być aż tak szczegółowe? – wtóruje jego kolega. Trylogią nazywają studenci wielką triadę poważnych egzaminów, takich jak botanika, hodowla lasu i urządzanie lasu. – Te trzy egzaminy to jak kolejne stadia wtajemniczenia - żartuje Diana, stojąca przed „Ścianą Płaczu” w podziemiu SGGW.
„Ściana Płaczu”
„Ściana Płaczu”? Tak, tak. Jest ich kilka na Wydziale Leśnym. Nikt raczej tam nie płacze, ale wszyscy ciężko pracują. Tym mianem studenci określają wiszące na korytarzach szeregi gablot służących do rozpoznawania roślin zielnych, mszaków, paprotników, grzybów. Trzeba spędzić kilka dobrych dni, żeby opanować materiał. - O wiele łatwiej byłoby to robić w lesie - skarżą się dwaj studenci, których czeka niebawem zaliczenie z botaniki leśnej. - W lesie roślinę można zerwać, powąchać, dotknąć...
Studenci nie zgadzają się też na jakiekolwiek propozycje zmian nazwy kierunku. Leśnictwo wydaje się być trafnym określeniem, zawierającym w sobie nie tylko pewien romantyczny pierwiastek, ale i zapowiadającym faktyczną techniczną robotę. Co więcej, leśnictwo jest kierunkiem rozpoznawalnym na uczelni, cieszącym się wręcz pewną estymą wśród innych studentów. Leśnicy uważani są za niezwykle spójne środowisko. Nie tylko dlatego, że ubrani zazwyczaj na zielono wyróżniają się wyraźnie w studenckim tłumie. Także dlatego, że jak twierdzi Jarek, student III roku - na taki jak nasz kierunek przychodzą ludzie szczególni, wrażliwi. Często mają oryginalne zainteresowania: ptaki, owady, rośliny. Zwracają uwagę na inne rzeczy niż inni ludzie. Dlatego też wielu zwraca uwagę na nich.
„Wdzięczny” przyrost
Dobrą opinię leśników-studentów w nieco inny sposób tłumaczą mieszkańcy typowo „leśnego” akademika Feniks na osiedlu SGGW. - Po prostu leśnicy są najbardziej tolerancyjni dla kobiet. Nikt z nas nie ma nic przeciwko ich obecności i pracy w lasach. To jest klucz naszego powodzenia – śmieją się mieszkańcy pierwszego piętra. I rzeczywiście, w ciągu ostatnich kilku lat udział płci żeńskiej pośród studentów „wdzięcznie” rośnie. W roku 2002 na kierunku leśnym znalazło się 170 dziewczyn, rok później 188, a dziś już 221! Panie odpowiadają, że wśród dżentelmenów czują się dobrze, ale to nie jedyny powód. Prawdopodobnie natura kobiety jest dużo wrażliwsza na niematerialne, duchowe walory i wartości lasu. Kobiety-leśnicy, ze swoją skrupulatnością i pilnością są cennym kapitałem. Nie darmo instrukcja ochrony lasu poleca płeć żeńską do wykonywania jesiennych poszukiwań szkodników leśnych. Związane z nimi czynności wymagają przecież bardzo dużej dokładności. Inna rzecz, że nie wszystkie znajdą w lasach zatrudnienie... W każdym bądź razie leśnicy mają rację- obecność pań uszlachetnia i podnosi poziom!
Nie tylko kobiety
Niekoniecznie panie bywają niepoprawnymi romantykami. Bardzo często w ten sposób postrzegają las studenci mający za sobą średnie szkoły nieleśne. Jest nich niemało pośród leśnej braci. - My nudzimy się na niektórych zajęciach. Już to kiedyś przerabialiśmy – tłumaczy mi chętnie wydziałowe zawiłości technik leśnik, student czwartego roku. – Ci po liceum muszą się dużo uczyć. Uczą się dużo i dlatego mają lepsze oceny – dodaje. To właśnie studenci z liceów jeszcze bardzo często przedstawiają sobie las jako miejsce odpoczynku czy obiekt estetycznego zachwytu. W przeciwieństwie do absolwentów techników leśnych. Ci czasami starają się odgrywać nawet rolę autorytetów, chłodno oceniających rzeczywistość.
Wszyscy jednak w jakiś sposób pozostają romantykami. Mimo trudnej sytuacji na rynku pracy aż 95 proc. studentów pierwszego i ostatniego roku ma nadzieję na zatrudnienie w lesie, bądź w jakiejś dziedzinie związanej z leśnictwem. Bo las to nie tylko miejsce pracy tysięcy ludzi, gałąź gospodarki czy kierunek w nauce. Mimo wzorowo powtarzanych (jak przystało na gorliwie uczących się studentów) formułek z propedeutyki leśnictwa, wiadomo powszechnie, że aby pracować w lesie, trzeba go naprawdę lubić i akceptować całą specyfikę wypływającą z faktu uprawiania tak niecodziennego zawodu. - Las to system wartości - przekonywał mnie świeżo upieczony absolwent, i choć trudno było mu wymienić jakich, był głęboko przekonany o swojej racji.
W lesie nie można być po prostu rzemieślnikiem. - Z leśnikiem jest jak z księdzem. Potrzebne powołanie - mawiał pewien stary leśniczy z pomorskich buczyn. - Prawdziwego powołania nie zgasi nawet pięć lat nauki w wielkim mieście – uzupełnia jego wnuczek, dzisiaj student Wydziału Leśnego SGGW.
Michał Książek

