Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Echa Leśne” Archiwum 2006 Echa Leśne 9/2006

Echa Leśne 9/2006

przez Marek Matecki Ostatnio zmodyfikowane 2006-09-19 12:44

Wrześniowy numer „Ech Leśnych”, a w nim m. in.: Susza; Requiem dla świerka; Leśne planowanie; Potop przyszedł z gór; Wędrówki zwierząt...

Echa Leśne 9/2006 

W numerze m. in.:

  • Susza
    W czerwcu i lipcu panowały w kraju śródziemnomorskie temperatury. Rzadko padające deszcze nie były w stanie nawilżyć wysuszonej na wiór ziemi. Brakowało wody do podlewania szkółek, więdło runo leśne.
  • Requiem dla świerka
    Lasy w beskidach zagrożone
  • Leśne planowanie
    Biuro Urządzania Lasu i Geodezji Leśnej
  • Potop przyszedł z gór
    Klęska powodzi w Sudetach
  • Wydmy na Helu
    Uroczysko na mierzei
  • Wędrówki zwierząt
    Jesienny exodus
  • Magiczny skrawek roztocza
    Florianka
  • Na wózku przez Mały Ojców
    Turystyka dla niepełnosprawnych
  • Mazowieckie jodły
    Rezerwat „Jedlina”
  • Na linii ognia
    Na 21 pożarów odnotowanych od początku roku w Nadleśnictwie Krzyż, aż 9 było sprawką podpalacza.

 

Potop przyszedł z gór

Straty w dolnośląskich nadleśnictwach idą w miliony złotych. Wielka woda zniszczyła szkółki leśne, mosty, drogi w Karkonoszach i Izerach.

Poniedziałek, 7 sierpnia 2006 r. To czarna data w historii sudeckich nadleśnictw. Wtedy padł rekord opadów, które trwały już od kilku dni. Meteorolodzy wyliczyli, że wówczas na Polanę Jakuszycką w górach Izerskich, na każdy metr kwadratowy spadło aż 205 litrów wody.

Nierówna walka

- Niewielka rzeczka Kamienna, którą można normalnie przeskoczyć, zamieniła się w rwącą i niebezpieczną rzekę, mającą do 40. metrów szerokości – wspomina Julian Gozdowski, szef Biegu Piastów, popularnej imprezy narciarskiej, która co roku gromadzi tysiące biegaczy na Polanie Jakuszyckiej. – Takiej powodzi nie pamiętam tu od 40. lat – podkreśla.
Na efekty ulewy nie trzeba było długo czekać. W Izerach potop zniszczył około 30 km tras dla narciarzy, wytyczonych wspólnymi siłami organizatorów biegu i Nadleśnictwa Szklarska Poręba. To jednak był tylko początek dramatu.
Wielka woda, niosąc powalone pnie drzew, tocząc ciężkie głazy i kamienie runęła na tereny położone niżej. W lasach zmywała mosty, drogi, rowy i przepusty. Rozszalałego żywiołu nie zdołały powstrzymać zbiorniki przeciwpowodziowe i wały. Fala powodziowa uderzyła w miasta i wsie, niszcząc uprawy, budynki, wodociągi, ulice.

Wcześniej leśnicy stanęli do nierównej walki z żywiołem.
- Wszyscy nasi leśniczowie próbowali ratować drogi. W strugach deszczu usuwali gałęzie i kamienie, które gromadziły się na przepustach w rowach – relacjonuje Zyta Bałazy, nadleśniczy w Nadleśnictwie Szklarska Poręba. – Jednak z godziny na godzinę sytuacja zrobiła się tak niebezpieczna, że poleciłam ludziom uciekać z lasu.
Nie wszyscy mogli to polecenie wykonać. Wciąż przybierające potoki odcięły pracowników Zakładu Usług Leśnych w Leśnictwie Krokusy. W końcu ewakuowali się okrężną drogą, która nie była jeszcze całkowicie zalana.

Jodły popłynęły

Fala powodziowa dotarła do szkółki leśnej w Piechowicach w feralny poniedziałek już przed południem. O uratowanie upraw walczyło kilkunastu pracowników. Przeciekający wał, który otacza część szkółki, wzmocnili w kilku miejscach ponad 1.300 workami z piaskiem. Daremnie. Około 19.00 w Piechowice uderzyła druga fala.
- Zaledwie w ciągu 10 minut woda podniosła się aż o metr. W sumie poziom rzeki Kamiennej był wyższy o trzy metry niż normalnie – wspomina Bogumiła Chabowska-Dąbek, leśniczy-szkółkarz z Piechowic.
Rzeka, która przerwała ochronny wał, zniszczyła drogę na terenie szkółki i ujęcie wody. Kamienna powaliła kilometr ogrodzenia i zniszczyła setki pojemników na sadzonki. Uszkodzony jest także główny budynek znajdujący się na terenie szkółki. Woda zalała jego piwnice i wdarła się do pomieszczeń na parterze. Z 11 tuneli z najcenniejszymi sadzonkami jodły ocalało 6. Leśnicy obliczają, że z wodą poszło ok. 100 tys. sadzonek jodły, hodowanej tu w ramach programu restytucji jodły w Sudetach.
- Trudno teraz oszacować całkowite rozmiary szkód. Jeszcze nie wiemy ile sadzonek uschnie na skutek skażenia brudną wodą. Rzeka naniosła muł, żwir i śmieci z całych Piechowic. – martwi się Chabowska-Dąbek.
Inna część piechowickiej szkółki z zasiewami buka, której nie chronił wał, została po prostu zmyta. Ten teren pokrywają teraz zwały piachu. Po rosnących tu drzewkach nie zostało nawet wspomnienie.
Leśnicy ze Szklarskiej Poręby już wstępnie oszacowali swoje straty. Szkółka w Piechowicach to tylko jeden z punktów na długiej liście. Woda odcięła aż 7 leśnictw - w sumie ok. 7 tys. ha lasów. Potop zabrał 17 mostów, 49 km dróg i 4 zbiorniki retencyjne. Wezbrane potoki uszkodziły też 5 budynków nadleśnictwa.
- Całkowicie zniszczone jest 7 km szlaków zrywkowych. – uzupełnia ten smutny bilans Zyta Bałazy.

Zdążyć przed zimą

Podobnie dramatyczna sytuacja jest w nadleśnictwie Świeradów.
- Rzeka Kwisa zmieniła nagle koryto, jej spiętrzone wody zaczęły płynąć przez środek naszej szkółki leśnej. Woda zabrała ok. 500 tys. sadzonek, głównie buka - szacuje Wiesław Krzewina, nadleśniczy w Nadleśnictwie Świeradów.
Sen z oczu leśników spędza teraz sprawa planu odnowień, czyli sadzenia nowego lasu na przyszły rok.
- Większość tych sadzonek byłą wyhodowana do przyszłorocznych nasadzeń. – mówi Krzewina.
Cały masyw Kamienicy, obejmujący prawie 2,5 tys. ha w trzech leśnictwach, jest odcięty od świata. Żywioł unicestwił tam 52 km dróg, 5 km szlaków zrywkowych i 12 mostów. Woda zabrała najważniejszy dla nadleśnictwa most, który łączył dwie części szkółki leśnej po obu brzegach Kwisy. Popłynął także most na Jagnięcym Potoku. Przez niego przebiegał główny szlak turystyczny, który łączył nadleśnictwa Świeradów i Szklarska Poręba. Woda zabrała także 111 przepustów. Na terenie nadleśnictwa jest uszkodzonych bądź zniszczonych 8 budynków. Przestały istnieć dwa zbiorniki przeciwpożarowe.
Mimo tego, że bezpośrednie zagrożenie minęło, to sytuacja w lasach nadal jest niebezpieczna. Leśne strumienie płyną teraz po drogach, a właściwe po tym, co z nich zostało.
- Powódź zniszczyła także rowy, które odprowadzały nadmiar wody - mówi Krzewina.
Właśnie brak tych rowów jest teraz, według nadleśniczego Świeradowa, największym zagrożeniem. W przypadku nowych, intensywnych opadów deszczu czy roztopów, które nastaną na wiosnę, tereny nadleśnictwa nie będą w żaden sposób chronione przed dalszymi zniszczeniami. Dlatego cała energia pracowników nadleśnictwa, ze specjalnej brygady drogowej, idzie na zabezpieczenie ocalałych rowów i dróg. Próbują oni wykonać najpilniejsze prace jeszcze przed nadejściem zimy.
- Jednak nie poradzimy sobie bez pieniędzy na remonty z wykorzystaniem ciężkiego sprzętu. - przyznaje nadleśniczy.
A takich środków w kasie nadleśnictwa brak.
Leśnicy narzekają także, na to, że do dzisiejszego dnia władze nie zdecydowały się na ogłoszenie stanu klęski żywiołowej. Bardzo uprościłoby to kwestię wyboru wykonawców remontów. W normalnym trybie sprawę utrudniają przepisy ustawy o zamówieniach publicznych.

Miliony poszły z wodą

W Nadleśnictwie Szklarska Poręba wycenili wstępnie szkody, jakie poczyniła powódź, na prawie 9 mln zł. Świeradów szacuje zniszczenia na ok. 4,5 mln zł.
- To większe straty niż podczas pamiętnej powodzi 1000-lecia w 1997 r. – przypomina Zyta Bałazy.
Podczas powodzi ucierpiały jeszcze dwa inne nadleśnictwa - Międzylesie i Lądek. Szkody są tam mniejsze - w każdym z nadleśnictw wynoszą około 1 mln zł.

Skąd wziąć miliony potrzebne na remonty?

Dolnośląscy leśnicy oczekują na wsparcie z rezerw Funduszu Leśnego. Na zabudowę szlaków i zbiorniki retencyjne szły spore środki z Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej we Wrocławiu, oraz z EkoFunduszu. Leśnicy liczą więc na kolejne dotacje, tym bardziej, ze oba fundusze łożyły pieniądze także na ważny program restytucji jodły w Sudetach.
Inne możliwe źródło pomocy to środki unijne. W latach 90. z funduszu Phare szły pieniądze dla nadleśnictw Szklarska Poręba i Świeradów na realizację programu małej. Jednak te pieniądze już się skończyły – był to fundusz dostępny jeszcze przed wstąpieniem Polski do Unii.
- Może wesprze nas Europejski Bank Inwestycyjny? Dali już raz pieniądze po poprzedniej, wielkiej powodzi - zastanawia się Bałazy.
Jedno jest pewne – dolnośląskie nadleśnictwa nie poradzą sobie bez szybkiego zastrzyku gotówki. A ten będzie przyszłościową inwestycją. Wygląda na to, że w czasach globalnych zmian klimatycznych, częste, gwałtowne powodzie stają się już normą. Praca leśników może jednak złagodzić ich skutki.
- Lasy działają jak gąbka, chłonąc wodę. Gdyby nie one, to rozmiary szkód byłyby jeszcze większe - przekonuje nadleśniczy Szklarskiej Poręby. - W tych trudnych chwilach warto więc przypomnieć jak potrzebna była walka o przywrócenie lasu w Górach Izerskich po klęsce ekologicznej lat osiemdziesiątych.

Robert Borkacki