Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Echa Leśne” Archiwum 2006 Echa Leśne 12/2006

Echa Leśne 12/2006

przez Sniegocki Ostatnio zmodyfikowane 2006-12-14 14:18

W grudniowym numerze m. in. Dokarmiać czy nie? Argumenty za i przeciw, Białowieski konflikt, Grzędy, chrząszcze i martwe drzewa, Strategia przetrwania, Beskidzkie olbrzymy,

Echa 12/2006

W numerze:

  • Sadzonka do przechowalni. Jak opóźnić wegetację;
  • Dokarmiać czy nie? Argumenty za i przeciw;
  • Jabłonie leśniczego Jabłońskiego. Olgierd Jabłoński od kilku lat troszczy się o zwierzostan w Puszczy Białej...
  • Białowieski konflikt. W trosce o przyszłość puszczy;
  • Grzędy, chrząszcze i martwe drzewa. Konferencja nad Biebrzą;
  • Z grabiami i apaczem. Szrotówek kasztanowcowiaczek - pogromca naszych kasztanowców...
  • Magura Wątkowska. Dzika i opuszczona;
  • Dziadek Mróz. Odporność roślin;
  • Strategia przetrwania. Sposób na zimę;
  • Sudeckie metamorfozy. LKP „Sudety Zachodnie”;
  • Zawsze tu była. Na ratunek jodle.
  • Beskidzkie olbrzymy. Świerki istebniańskie;
  • Kirgizi w poslkich lasach. Nie tylko szkolenie;
  • Laureaci konkursu „I Ty posadź swoje drzewko” w Warszawie;
  • Śliwa tarnina. Dla ptaków i ludzi
  • Echa minionych lat. Z archiwum „Ech Leśnych”;
  • Rozrywka. Krzyżówka świąteczna.

 

DOKARMIAĆ CZY NIE?

Dokarmianie zwierząt to temat, który budzi dużo kontrowersji pośród leśników, myśliwych i przyrodników. Jak w każdej dyskusji padają argumenty za i przeciw, którym trudno odmówić racji.

Jedno jednak nie ulega wątpliwości: środowisko życia zwierząt uległo daleko idącym zmianom, a zdolność żywieniowa siedlisk często jest zbyt słaba. Jeżeli jeszcze dołoży się do tego długa i śnieżna zima, nie ma się na co oglądać. Trzeba dokarmiać.
- Podczas śnieżnych i mroźnych zim pomocy potrzebuje przede wszystkim zwierzyna drobna, bażanty, kuropatwy czy nawet zające – mówi prof. Michał Wasilewski z Zakładu Zoologii Leśnej i Łowiectwa SGGW. Dzieje się tak dlatego, że odchodzi się od uprawy wielozmianowej, w której zimą na polu zawsze coś zostaje. Na dużych powierzchniach użytkowanych rolniczo uprawia się często kukurydzę, po uprzątnięciu której jesienią i zimą kuraki polne czy zające, a także sarny znajdą tylko ostrą skibę. Sytuację pogarsza fakt, że nie dba się, bądź nawet wycina śródpolne zadrzewienia, bardzo ważne dla zwierzyny drobnej i saren. Nie potrzeba wówczas nawet głębokiego śniegu, by zwierzęta cierpiały głód. Choć to oczywiście duży śnieg jest dla nich główną przeszkodą. Bardzo daje się we znaki bażantom, które jako gatunek introdukowany są ewolucyjnie nieprzystosowane do naszych warunków. Bardzo szybko tracą zimą dużo energii, ponieważ nie potrafią „chować się” pod śniegiem, tak jak np. kuropatwa. Dla tego drugiego gatunku głęboki śnieg może być przeszkodą w zdobywaniu pokarmu, ale z drugiej strony, daje chociaż schronienie. Zając również potrafi wykorzystać śnieżne zaspy. Choć odcinają go one od pokarmu, który może znaleźć w runie, to jednak dzięki nim zające mogą dostać się wyżej i zgryzać wystające ze śniegu pączki wierzchołkowe zasypanych sadzonek czy drzewek.

Topinambur, jarmuż i kapusta

- Najlepsze dla kuraków i zajęcy byłyby śródpolne poletka, z których może korzystać też sarna – uważa Michał Wasilewski. Wystarczy 20 arów topinamburu, obsianego po bokach pszenicą, uprawę można wzbogacić jarmużem (dwuletnia roślina z rodzaju kapusta), czy kapustą pastewną. Wszystko zostaje na pniu całą zimę. Dobrze, jeżeli w pobliżu znajdą się jakieś zarośla tarniny, które mogą być inspiracją do założenia śródpolnej remizy, z dużą ilością gatunków owocodajnych. – To taka stołówka i schronienie w jednym – mówi doświadczony wykładowca i praktyk.
Najczęściej spotykanym rozwiązaniem jest budka dla kuropatw czy paśnik dla bażantów. Nie wymagają dużego nakładu pracy. Wykłada się w nich poślad zbóż czy też samo ziarno, to bowiem lubią najbardziej. Nie jest to pomysł zły, jeśli pamiętamy, że warto też wykładać karmę, nazywaną przez leśników i myśliwych „objętościową soczystą”, czyli np. marchew albo posiekane buraki. Ptaki nie potrafią bowiem zaspokoić pragnienia śniegiem. Podobnie zając, który będzie nam wdzięczny za wszelkie śródpolne remizy, czy zadrzewienia. Choć oczywiście również za gałęzie pochodzące z cięć pielęgnacyjnych w sadzie czy ogrodzie, wyłożone na granicy lasu i pola bądź w śródpolnej remizie.

Konieczna pomoc

- W dokarmianiu dzikich zwierząt trzeba tak, jak tylko to możliwe, naśladować przyrodę – doradza specjalista z SGGW, który jako naukowiec, myśliwy i przyrodnik miał okazję nie tylko badać, ale i dokarmiać zwierzynę. Ważne jest to przede wszystkim w przypadku jeleniowatych, czyli jeleni, saren czy danieli. Przede wszystkim, jak uważa i radzi prof. Michał Wasilewski, robić należy to tylko podczas szczególnie ciężkich zim. Ważne wskaźnikiem jest tu grubość zalegającego śniegu, który jeleniowi uniemożliwia pobieranie pokarmu z runa już przy głębokości około 60 – 70 cm. Sarna cierpi głód przy dużo cieńszej pokrywie. Minionej zimy na leśnych powierzchniach badawczych Zakładu Zoologii Leśnej i Łowiectwa SGGW zagęszczenie saren spadło z 18 sztuk/100 ha do 4 szt./100 ha! To jednoznaczny dowód, przemawiający za dokarmianiem zwierzyny w najcięższym dla niej okresie.

Druga strona medalu

- Jednak zbyt pochopne i nazbyt obfite, nieuzasadnione przyrodniczymi warunkami wykładanie karmy, pozbawia leśny ekosystem naturalnej selekcji– wyjaśnia profesor. Nie dość tego, jeleniowate dokarmia się też często tylko burakami bądź ziemniakami, co nie jest najlepszą karmą dla jeleni i saren, które przystosowane są do trawienia pokarmu grubowłóknistego, bogatego w ligninę, celulozę i hemicelulozę. - Wykładając tylko pasze pochodzenia rolniczego, np. buraki czy kiszonki ujemnie wpływamy na fizjologię zwierząt – ostrzega. Zmienia się wówczas kwasowość żwacza, co powoduje zanik pierwotniaków rozkładających celulozę, czyli pędy drzew, krzewów i krzewinek, którymi jeleniowate żywią się w naturze. Prowadzi to do biegunek, odwodnienia i przynosi więcej szkody, aniżeli pożytku. Wysypywaną jeleniowatym karmę należy urozmaicać liściarką, wykładaną w paśnikach. Różnorodność menu można też uzyskać zakładając poletka zgryzowe. Liściarka to nic innego jak zasuszone liście gatunków zjadanych przez jeleniowate. - Świetnie do tego nadaje się dostępna jeżyna, której w lesie wszędzie jest dużo, a która na uprawach nawet bywa chwastem – podpowiada naukowiec. Zaś poletka zgryzowe to kilkuarowe powierzchnie obsadzane np. wierzbą paszową, przeznaczoną do zgryzania.

Co za blisko, to niedobrze

- W dokarmianiu jeleniowatych ważne jest także rozmieszczenie w lesie odpowiedniej liczby paśników – przestrzegają specjaliści. Otóż w przypadku zbyt małej ich liczby może dojąć do koncentracji zwierzyny w tych miejscach, co doprowadzi do wzmożonej konkurencji o pokarm w najbliższych uprawach i młodnikach. W trosce o różnorodność i jakość karmy dla jeleniowatych, warto pomyśleć o przyleśnych i śródleśnych łąkach. Ważne by utrzymywać je w odpowiedniej kulturze, np. kosić raz w roku. Na łąkach takich zwierzęta znajdują łakową, ale też leśną roślinność, cenne i lubiane przez nie zioła. Z takich łąk powinno tez pochodzić siano wykładane w paśnikach.
Niekorzystnym zjawiskiem jest, zdawało by się błaha rzecz, nagromadzenie odchodów w jednym miejscu. Obecność tam zwierząt może doprowadzić do zamknięcia się cyklów rozrodczych wewnętrznych pasożytów jeleniowatych, co grozi wzmożonym rozwojem chorób. Dlatego też ważnym jest np. umieszczanie soli w dobrze skonstruowanych solankach, tak by bloki soli nie upadały na ściółkę, gdzie mogą mieć kontakt z zarażonymi odchodami.

35 kg na obiad!

Cokolwiek by jednak w paśniku nie wyłożono, nie spotkamy przy nim łosia. To gatunek, który nie podejdzie do paśników, jakie ustawia się np. dla jeleni. Ale i łosiom można pomóc podczas ciężkiej zimy, a przy okazji również jeleniom. Po trzebieżach w tyczkowinach, a nawet drągowinach warto pozostawić ścięte drzewka na ziemi. Łosie chętnie spałują korę. Atrakcyjne są dla nich również pędy sosny, zwykle niedostępne. To pomysł tym bardziej wart polecenia, że łosie spędzają zimy w drągowinach, a są to ssaki duże, potrzebujące dużej ilości pokarmu. Dość powiedzieć, że dorosły byk dziennie zjada do 35 kg zielonej masy. Pozostawiając więc drzewka z trzebieży, możemy nie tylko udostępnić pokarm dużym ssakom, ale i w jakimś stopniu zapobiec łamaniu drzewek przez łosie, które naginają je, by dostać się do ulistnionych pędów.

Dokarmianie... wiosenne?

Zapobieżenie szkodom, tym razem w uprawach rolniczych, często bywa powodem dokarmiania dzików. W odróżnieniu od dokarmiania zimowego, robi się to wiosną lub latem.
Jeżeli celem leśników bądź myśliwych jest powstrzymanie dzików przed szkodą, to zakładaja oni poletka zaporowe, zwane buchtowiskami. Mogą to być np. pasy przeciwpożarowe, na które wysypuje się kukurydzę, zboża. Choć celem jest tu uniknięcie szkód na polach, to jednak jest to również forma dokarmiania. Oczywiście zimą też należy dzikom pomagać, ale wówczas, gdy warunki są naprawdę trudne. Wtedy przy paśniku dziki powinny znaleźć zboża, kukurydzę ale i ziemniaki czy buraki. - To jednak nie do końca dla nich dobrze – przestrzega znów Michał Wasilewski. Nie tylko w paśnikach zimą, ale i np. w polach kukurydzy latem, dzik ma dostęp do wartościowego pokarmu przez dwanaście miesięcy w ciągu roku. Gatunek reaguje na to w ten sposób, że zaczyna się rozmnażać cały rok. Choć jeszcze do niedawna, huczka, czyli ruja u dzików, miała miejsce tylko późną jesienią i w początkach zimy. W rozrodzie zaczyna też brać udział najmłodsze pokolenie, co również jest niekorzystne dla populacji.
Dzika, czy zimą, czy latem, najlepiej byłoby więc dokarmiać suchą karmą, wariant optymalny to żołędzie. Tylko skąd wziąć ich tyle? Okazuje się jednak, że można znaleźć wyjście. Niektóre koła łowieckie i nadleśnictwa w Polsce organizują dla szkół zbiórki żołędzi, ze wspólnym ogniskiem w lesie, a nawet dokarmianiem zwierząt, w którym bierze udział też młodzież. Wszyscy są zadowoleni z takiego obrotu sprawy: leśnicy i myśliwi mają pomoc, uczniowie wycieczkę i kiełbaski, a dziki zdrowy obiad.

Michał Książek

 


 

BIAŁOWIESKI KONFLIKT

Jaka ma być przyszłość Puszczy Białowieskiej? Najpełniejsza, ogólnie akceptowana koncepcja może zrodzić się tylko w gronie reprezentantów społeczności lokalnej, naukowców nauk przyrodniczych i leśnych, ekologów i oczywiście leśników. Pod warunkiem oczywiście, że się dogadają.

Podejmowane w ciągu ostatnich kilkunastu lat próby rozstrzygnięcia problemu dowiodły, że znalezienie consensusu w gronie osób zatroskanych o przyszłość Puszczy Białowieskiej jest bardzo trudne. Również w Kancelarii Prezydenta RP, spróbowano znaleźć satysfakcjonujące wszystkich rozwiązanie. Wydawało się, że niemal półroczna praca zespołu, powołanego przez prezydenta w czerwcu, zaowocuje oczekiwanym przez głowę RP projektem ustawy, regulującej status dziedzictwa przyrodniczego i kulturowego Puszczy Białowieskiej.

W opinii naukowców

Koncepcję przekształcenia całej Puszczy Białowieskiej w park narodowy przedstawiono 25 października br. w białostockim Urzędzie Marszałkowskim. Wykreowana przez zespół, składający się głównie z naukowców, również reprezentantów ruchów ekologicznych, jest trudna do zaakceptowania przez leśników, a także lokalne samorządy.
Tuż przed spotkaniem w Białymstoku na całej kolumnie tamtejszego wydania „Gazety Wyborczej” ukazało się ogłoszenie Kancelarii Prezydenta RP, skierowane do mieszkańców regionu Puszczy Białowieskiej. Napisano w nim m.in.: „W wyniku prac Zespołu ustalono, iż jedynym i najlepszym rozwiązaniem, które zaspokoi potrzeby ochrony przyrody i sprosta oczekiwaniom społecznym jest objęcie obszaru Puszczy Białowieskiej parkiem narodowym o zróżnicowanych regułach ochronnych.”
Po tym ogłoszeniu w regionie Puszczy Białowieskiej, szczególnie wśród mieszkańców puszczańskich gmin zawrzało. Mimo tego niepokoju, na spotkaniu w Urzędzie Marszałkowskim propozycja Zespołu Prezydenta RP została przedstawiona w całej okazałości. Aczkolwiek już z dystansem, podkreślono bowiem, że jest to pomysł roboczy a dyskusja nad nim będzie kontynuowana w przyszłym roku.
Według prof. Marka Górskiego z Wydziału Prawa Uniwersytetu Łódzkiego należy zmodyfikować formułę naszych parków narodowych, ponieważ ta, która obowiązuje jest zbyt ścisła i zbyt restrykcyjna. Modyfikację taką można przeprowadzić tylko w formie ustaw. Pierwsza określałaby nową formułę parku, uwzględniając tzw. strefowanie a więc tworzenie różnych stref ochronnych, za pomocą kolejnej ustanowiono by PN Puszczy Białowieskiej a równolegle - zgodnie z ustawą o finansach publicznych - akty uzupełniające wsparcia finansowego. Następne ustawy tworzyłyby, na mocy tych regulacji, kolejne parki.
Prof. Jerzy Gutowski z Zakładu Lasów Naturalnych IBL w Białowieży przedstawił w imieniu zespołu propozycję podziału przyszłego PN Puszczy Białowieskiej (o powierzchni 598 km. kw.) na cztery strefy: ochrony ścisłej, ochrony zintegrowanej, krajobrazowej i czynnej. Pierwsza strefa, stanowiąca 21 proc. powierzchni, zajęłaby najlepiej zachowane części puszczy. W tej strefie turyści mogliby chodzić tylko po wyznaczonych strefach; dopuszczalne byłyby nieinwazyjne: edukacja i badania naukowe.
Strefa II - ochrony zintegrowanej - zajmująca 50 proc. areału puszczy - ma integrować ochronę przyrody i potrzeby ludzi. Stawia się w niej głównie na turystykę przyrodniczą. Wykluczono ingerencję w drzewostany; cięcia byłyby niedopuszczalne. W strefie III ochrony czynnej (25 proc. powierzchni) możliwe byłoby pozyskanie drewna na potrzeby miejscowej ludności i renaturalizacja (przez przebudowę drzewostanów) lasów. Przewiduje się możliwość zbierania jagód, grzybów, również rozwój turystyki z niezbędną infrastrukturą. Rolą IV strefy krajobrazowej - najmniejszej, byłoby utrzymanie istniejącego stanu.
Jak podkreślił prof. Jerzy Gutowski, celem tak powiększonego PN Puszczy Białowieskiej jest: ochrona procesów przyrodniczych, bioróżnorodności, także dziedzictwa kulturowego, przy zrównoważonym rozwoju społeczności lokalnych.
Skąd czerpać fundusze na ten poszerzony park, na rozwój miejscowej infrastruktury? Na to pytanie odpowiedział w imieniu zespołu prof. Tomasz Żylicz, dziekan Wydziału Nauk Ekonomicznych UW. Zaproponował na wsparcie infrastruktury 30 mln zł, na wsparcie dla rozszerzonego PN - 25 mln., na edukację ekologiczną i promocję turystyki lokalnej - 10 mln i wreszcie na promocję produkcji lokalnej - 10 mln zł. W sumie na program realizowany przez siedem lat wydano by 85 mln złotych.
Prof. Tadeusz Żylicz wskazał wiele źródeł, z których finansowano by powyższe działania. Oprócz Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska, Podlaskiego FOŚ i EKOFUNDUSZU wymienił: Norweski Mechanizm Finansowy, Fundusz Life, Interreg, Polsko Amerykański Fundusz Wolności. Większość środków stanowiłyby dotacje, ale znaczącą część również kredyty. Udział budżetu państwa wyniósłby około 12 mln zł.
Zdaniem prof. Żylicza rozszerzony i przygotowany do przyjęcia gości park - jeśli zainwestuje się w promocję marki - może przyjąć rocznie nie 120 tys., jak obecnie, ale pół miliona turystów (w tym 12 tys. spoza Polski), generując każdego roku blisko 50 mln zł przychodu.

Jednym z problemów jest pogodzenie potrzeb puszczańskiej przyrody z oczekiwaniami lokalnych społeczności (miejscowość Masiewo)

Nie wszyscy tak samo

Z tą koncepcja nie zgodzili się dwaj członkowie zespołu: prof. Kazimierz Rykowski z Instytutu Badawczego Leśnictwa i Janusz Zaleski - ekonomista i leśnik, w tym gremium przedstawiciel Państwowej Rady Ochrony Przyrody. W liście do przewodniczącego zespołu napisali m. in.: „Znając negatywne stanowisko ludności lokalnej oraz samorządów do „parku narodowego” jako formy ochrony, co od lat stanowi zarzewie konfliktu, proponowaliśmy rozważenie innych rozwiązań, zwłaszcza wzięcie pod uwagę pomysłu „lasu narodowego”- Włodzimierza Pietroczuka, starosty hajnowskiego - powstałego na podstawie koncepcji prof. Andrzeja Szujeckiego. Analizy wskazywały, że „park narodowy” i „las narodowy” to najlepsze, porównywalne formy ochrony Puszczy z punktu widzenia celów ochrony i sposobów zarządzania. Po zaprezentowaniu tych koncepcji, korzystając z prawa większości, przegłosowano jeden, wyłącznie słuszny kierunek prac, zmierzający do rozszerzenia Parku Narodowego na cały obszar Puszczy.”
Rekapitulując swoje stanowisko prof. Kazimierz Rykowski i Janusz Zaleski napisali: „W przeciwieństwie do przegłosowanego projektu, ustanowienie Lasu Narodowego „Puszcza Białowieska” pod jednolitym zarządem Lasów Państwowych, ma naszym zdaniem następujące zalety: wprowadza wysokie reżimy ochronne, unika konfliktów społecznych, ustanawia jednolity zarząd i jest tańsze.”
To stanowisko przedstawił podczas obrad w Białymstoku Janusz Zaleski, podkreślając, że włączenie całej Puszczy Białowieskiej do koncepcji trwałego i zrównoważonego rozwoju pod zarządem Lasów Państwowych - samofinansującej się organizacji gospodarczej, zapewniłoby bezpieczeństwo finansowe tej jednostce. Zarządzanie przyszłymi Lasami Narodowymi Puszczy Białowieskiej, oprócz nadzoru ministra środowiska, poddane byłoby kontroli międzynarodowej rady nadzorczej, która mogłaby również proponować stosowne reżimy ochronne.

Kontra samorządowców...

Na przedstawionej w Białymstoku koncepcji PN Puszczy Białowieskiej nie pozostawili suchej nitki tamtejsi samorządowcy. W stanowisku Stowarzyszenia Samorządów Euroregionu Puszcza Białowieska stwierdzili, że nie zgadzają się z formułą rozszerzenia Białowieskiego PN na cały obszar puszczy, bo to „powielanie funkcjonującej od kilku lat koncepcji środowisk ekologicznych, która nie znalazła akceptacji lokalnych społeczności”.
Autorzy stanowiska postulują uzupełnienie zespołu przygotowującego rozwiązania dla Puszczy Białowieskiej o reprezentację leśników i lokalnych samorządów, „w celu poszukiwania możliwości podniesienia standardów ochronnych Puszczy oraz usprawnienia rozwiązań organizacyjnych w formule koegzystencji Białowieskiego PN, administracji LP i lokalnych samorządów”.
Samorządowcy związani z puszczą domagają się, aby proponowany program wsparcia dla lokalnej społeczności uzyskał stosowne oprzyrządowanie formalno - prawne i gwarancje budżetowe „Chcemy mieć realny wpływ na zawartość merytoryczną tego programu, który winien być oparty o plany rozwoju lokalnego gmin i powiatu” - stwierdzili.

… i leśników

Reprezentacja leśników, na czele z Andrzejem Matysiakiem - dyrektorem generalnym LP , przedstawiła w Białymstoku swoją opinię na temat projektu zespołu a także własną, autorską koncepcję. Dyrektor dowodził, że leśnicy gospodarujący obecnie w Puszczy Białowieskiej integrują wielofunkcyjną gospodarkę leśną z ochroną przyrody i potrzebami miejscowej ludności. Jego zdaniem większość wniosków zgłoszonych w projekcie zespołu, zarządzający Puszczą Białowieską już realizują, a resztę - jeśli zajdzie taka potrzeba - również są w stanie wykonać.
Według szefa LP w dalszej dyskusji trzeba skupić się nad wspólnymi celami, które łączą wszystkich uczestników, a są to: wzrost bioróżnorodności, ochrona przyrody na kanwie zrównoważonego rozwoju, który godzi potrzeby puszczańskiej przyrody z oczekiwaniami lokalnych społeczności. Realizując je nie można zapomnieć o źródłach finansowania, wśród których bardzo obiecujący jest handel jednostkami pochłaniania CO2. Lasy Państwowe powoli w ten mechanizm wchodzą i dochody, wynikające z akumulacji węgla przez Puszczę Białowieską mogłyby być wykorzystane dla jej ochrony.
Wszystkich reprezentantów LP chyba mocno poruszyło niezbyt fortunne sformułowanie prof. Jerzego Gutowskiego, który referując projekt zespołu głośno zastanawiał się nad tym, „jak zagospodarować spuściznę po gospodarce leśnej”. Zbigniew Godlewski, dyrektor RDLP Białystok odpowiedział, że ta „spuścizna” to m. in.: rezerwat ścisły PN, 1100 pomników przyrody, rezerwaty w poszerzonym Białowieskim PN, zarządzane przez LP w trzech nadleśnictwach, wspaniałe dęby, podziwiane przez całą Europę.
Dyrektor Zbigniew Godlewski przypomniał, że od listopada 1994 r. w trzech nadleśnictwach funkcjonuje pierwszy, wzorcowy dla trwałej, zrównoważonej gospodarki leśny kompleks promocyjny. Ponadto, gospodarka leśna w Puszczy Białowieskiej prowadzona jest według specjalnych zasad hodowlano - ochronnych, zatwierdzonych przez ministra środowiska. Powstały one na bazie społecznych konsultacji oraz sugestii placówek naukowych i ukierunkowują działania leśników na ochronę przyrody. - Pracujemy przy podniesionej kurtynie. A w wytycznych gospodarowania w Puszczy Białowieskiej na lata 2001 - 2011 uwzględniliśmy wszystkie postulaty ludzi nauki - mówił dyrektor RDLP Białystok.
Według niego najpierw trzeba powiedzieć mieszkańcom regionu kilka prawd. Na przykład, jakie konsekwencje miała decyzja o poszerzeniu w 1996 r. BPN o 5,5 tys. ha, bo tym nikt się nie zajmował a zespół temat przemilczał. Może to był błąd, który tylko zwiększył wydatki budżetu państwa? Natomiast przedstawiony projekt nie wnosi nic nowego do ochrony przyrody i sprowadza się tak naprawdę do propozycji zmiany administratora puszczy. Zamiar rozszerzenia Białowieskiego PN na całą puszczę nie znajduje uzasadnienia merytorycznego ani społecznego.

Bez rewolucji

Mocny i polemiczny z autorami powołania PN Puszczy Białowieskiej, zwieńczony kontrpropozycją Lasów Państwowych, był głos głównego analityka LP, dr. Konrada Tomaszewskiego. Na początku uzasadnił, że w prezentacjach członków zespołu mijano się z prawdą. Teza, że w wyniku gospodarki leśnej następuje utrata bioróżnorodności nie znajduje uzasadnienia - ona w ciągu stu lat działalności leśników wzrosła. Również mija się z prawdą twierdzenie, że Puszcza Białowieska jest ostatnim skrawkiem „wielopołaciowej pierwotnej puszczy, nietkniętej ręką człowieka”. Z badań prof. Aleksandra Sokołowskiego wynika, że tak nie jest - mianem pierwotnej puszczy można by określić w sumie zaledwie ok. 3 tys. ha jej powierzchni.
Protestując przeciwko krzywdzącemu stwierdzeniu prof. Jerzego Gutowskiego, podał koronne przykłady zasług leśników dla puszczy; to ich staraniem powstał pierwszy Rezerwat Puszczy Białowieskiej, który dał początek Białowieskiemu PN i to leśnicy mieli swój udział w ratowaniu żubra, bo sprowadziła go służba leśna. - Również to wszystko, co stanowi „magazyn bioróżnorodności” puszczy jest udziałem leśników - mówił dr Konrad Tomaszewski.
Zdaniem głównego analityka LP słabością projektu zespołu jest lansowanie nowej formy ochrony przyrody w sytuacji, gdy Polska nie może się uporać z lansowaną formą Siecią Natura 2000, a także liczenie na środki z UE. - One łatwo nie przyjdą - twierdził dr Konrad Tomaszewski. - Nie budujmy zamku z piasku. Walka o fundusze unijne jest bardzo ciężka.
Zaznaczając, że zgodnie z wolą prezydenta leśnicy pragną, żeby ten spór jak najszybciej zakończyć, a drogą do jego rozwiązania nie powinna być odpowiedź „ kto ma administrować puszczą, lecz jak ją chronić”, przedstawił koncepcję Lasów Państwowych. Zaproponował na wstępie, aby ze środków Funduszu Leśnego, z udziałem świata nauki uruchomić od zaraz monitoring bioróżnorodności, bo go brakuje również dla Natury 2000. W drugim punkcie padła propozycja zwołania (na koszt LP) konferencji międzynarodowej, również z udziałem broniących puszczy, aby rozstrzygnąć, jak najlepiej ją chronić.
Zwracając się do miejscowych samorządów dr Konrad Tomaszewski zaproponował, żeby razem z leśnikami rozpoczęli pracę nad wspólnymi programami leśno - samorządowymi, w których kreowano by funkcje rekreacyjno - turystyczne puszczy. – Uważam, że wszystkie postulaty zespołu da się zrealizować bez rewolucyjnych zmian organizacyjno – prawnych – podsumował …
Dyskusji w Białymstoku przysłuchiwała się Ewa Juńczyk – Ziomecka, podsekretarz stanu w Kancelarii |Prezydenta RP, która właściwie po raz pierwszy wysłuchała argumentów przedstawionych przez leśników. Podsumowując dyskusję poinformowała, że zgodnie z sugestią do zespołu dokooptowane zostaną dwie osoby: leśnik i samorządowiec. Wyraziła nadzieję, że w takim gronie uda się przygotować propozycję, którą na początku przyszłego roku będzie mogła przedstawić prezydentowi.

Eugeniusz Pudlis