Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Echa Leśne” Archiwum 2005 Echa Leśne 07/2005

Echa Leśne 07/2005

przez admin Ostatnio zmodyfikowane 2005-08-19 03:02

Burzliwe dzieje podwarszawskiego osiedla Eko-Sękocin wkraczają w nową fazę. Choć nie wszystkim się to podoba, za kilka miesięcy przeniesie tam swoje biura Dyrekcja Generalna Lasów Państwowych. Dyrektorzy LP przekonują, że dla instytucji to same korzyści, a i wątpiący w sens przeprowadzki pracownicy wkrótce się do niej przekonają.

Nowe oblicze Eko-Sękocina

W Sękocinie trwają jeszcze prace adaptacyjne – pomieszczenia, które były budowane z przeznaczeniem na cele mieszkaniowe trzeba zmienić tak, aby spełniały nową funkcję. Roboty się przedłużają – z wielu względów. Po części przyczyniły się do tego kłopoty wykonawcy adaptacji, po części opóźnienie wynika z faktu, że wykonanie budynków nie do końca zgadza się z projektem osiedla. Między innymi inną grubość niż zakładano w pierwotnym projekcie mają ocieplenia, inna jest konstrukcja stropów i rozmieszczenie instalacji. To powoduje, że plan adaptacji trzeba na bieżąco modyfikować. Do tego urzędnicy, bojąc się złej sławy osiedla sprzed kilku lat, w nieskończoność przeciągają procedury.
 
Potrzeba matką wynalazków
Pomysł przeniesienia Dyrekcji Generalnej według dyrektora generalnego Lasów Państwowych Janusza Dawidziuka zrodził się co prawda z potrzeby chwili, ale wpasował się idealnie w panujące – także w innych krajach Europy – trendy. Kiedy okazało się, że przysparzającego kosztów osiedla nikt nie chce kupić, zaś jego zasiedlenie zgodnie z przeznaczeniem znów, jak przed laty, będzie budzić niezdrowe emocje, postanowiono znaleźć trzecią drogę. Wówczas pojawił się pomysł przenosin.
Sytuacja Dyrekcji Generalnej LP jest dość specyficzna. Obecnie zajmuje pomieszczenia w budynku ministerstwa środowiska w Warszawie. Choć budynek ten powstał przed wojną właśnie jako siedziba administracji lasów państwowych, dziś jest własnością skarbu państwa i Lasy tylko wynajmują tu pomieszczenia biurowe. Możliwości odzyskania budynku właściwie nie ma, bo – jak mówi obrazowo dyrektor Dawidziuk – trudno się spierać z własnym szefem, jakim jest minister środowiska, zwłaszcza że byłaby to „kłótnia w rodzinie” – państwowe lasy przecież także są własnością skarbu państwa.
Koszty wynajmu nie są jedyną niewygodą. Pomieszczenia na czwartym piętrze budynku przy Wawelskiej powoli stają się za ciasne. Wobec nowych zadań, m.in. związanych z przystąpieniem Polski do Unii Europejskiej, ministerstwo zgłasza coraz to nowe potrzeby lokalowe kosztem właśnie biur dyrekcji LP.
– Każdy zdaje sobie sprawę, że wynajmowanie pomieszczeń nie jest najlepszym rozwiązaniem – tłumaczy zastępca dyrektora genreralnego LP Janusz Zaleski. – Kiedy przeanalizowaliśmy rozmaite rozwiązania, w tym budowę lub kupno nowego biurowca w Warszawie, okazało się, że każde z nich jest trzy, cztery razy droższe niż adaptacja osiedla w Sękocinie – mówi.
Po analizie kosztów uzyskano zgodę ministerstwa środowiska na przenosiny pod Warszawę. Co więcej, resort wciąż ponagla…
 
Same plusy
Dyrektor Janusz Dawidziuk jest w stu procentach przekonany o sensowności przeprowadzki. – Organizacje zarządzające lasami państwowymi w kra­jach Europy, które znam, dysponują własnymi budynkami – mówi. – To naturalny trend. Przecież to nawet dziwne, że instytucja zajmująca się lasami mieści się w centrum wielkiego miasta – przekonuje.
Rzeczywiście. Choćby dyrekcja ÖBf – austriackich lasów państwowych – ma swoją siedzibę pod Wiedniem, blisko jednego z większych kompleksów leśnych przez nie zarządzanych. – Nawet Litwini, których lasy przy naszych są przecież mikroskopijne, dysponują takim budynkiem – przytacza kolejny przykład Janusz Dawidziuk.
Według dyrektora lokalizacja w Sękocinie stwarza nowe możliwości. – To, że do Sękocina, zupełnie niezależnie od nas, przenosi się właśnie Instytut Badawczy Leśnictwa powoduje, że będziemy tam mogli utworzyć coś na kształt kampusu leśnego – mówi. – Dzięki temu sama Dyrekcja Generalna, a nie tylko nadleśnictwa, będzie mogła się wpisać w wizję nowoczesnego leśnictwa, którego zadaniem nie jest już wyłącznie produkcja surowca, ale pełnienie funkcji społecznych, np. edukacyjnych – kontynuuje.
Sprzyjać temu będzie fakt, że Sękocin leży w granicach nowoutworzonego Leśnego Kompleksu Promocyjnego „Lasy Warszawskie”. Jego specyfiką jest ukazanie roli lasów okalających dużą aglomerację i zagrożeń płynących z takiej lokalizacji – np. większego niż gdzie indziej zaśmiecenia. Dyrektor Dawidziuk wiąże z tym plany wybudowania w Sę­kocinie ścieżki edukacyjnej, centrum szkoleniowego czy muzeum. Koncepcja prowadzenia tam działalności edukacyjnej jest właśnie w trakcie opracowania.
 
Nie wszyscy za
Z punktu widzenia instytucji przenosiny mają same atuty. Innego zdania są pracownicy, którzy przyzwyczaili się już, że ich firma mieści się w centrum Warszawy. Najbardziej obawiają się dojazdów do położonego kilkadziesiąt kilometrów dalej Sękocina.
– I ten problem jest do rozwiązania – przekonuje Dawidziuk. – IBL zapewnia swoim pracownikom dojazd autobusem. Nie widzę przeszkód, żebyśmy i my zapewnili taką możliwość dostania się do pracy – uważa. – A przecież chyba przyjemniej jest pracować w przestronnym miejscu, w otoczeniu lasu, zwłaszcza komuś, kto swoją karierę związał właśnie z nim. Każdy, kto z mieszkania na blokowisku przeniósł się do własnego domu, zrozumie tę różnicę – dodaje.
Inne argumenty przeciw przeprowadzce wysuwa Ryszard Dzialuk, były dyrektor LP. Część z nich jest stricte sentymentalna.
– Uważam, że nie można tak po prostu opuścić budynku, który jest namacalnym dowodem siły i tradycji polskiego leśnictwa – mówi. – Ten gmach jest także dziełem Adama Loreta, pierwszego dyrektora lasów, do którego przecież tak często się odwołujemy – dodaje. Ryszard Dzialuk uważa też, że tak olbrzymia instytucja, jaką są Lasy Państwowe, powinna mieć siedzibę w centrum decyzyjnym, czyli w stolicy – zwłaszcza w obliczu zakusów polityków na suwerenność LP. Sam jednak przyznaje, że ten argument jest najprostszy do zbicia, bo przecież istnieją teraz środki łączności, które pozwalają na kontakt z dowolnego miejsca. Jednak, jak przekonuje, warto obserwować zmiany z bliska. Były dyrektor podnosi też kwestię lokalizacji i to nie tylko w obronie samych pracowników, ale i przyszłych gości, którzy mogą mieć problemy z trafieniem do Sękocina.
Janusz Dawidziuk uważa tymczasem, że właśnie z punktu widzenia odwiedzających nowa lokalizacja jest atutem. W Sękocinie powstaje sala konferencyjna, której nawet nie da się porównać do klitek w budynku przy Wawelskiej. Dyrektor chciałby też, żeby nowa siedziba nawiązywała do ciągłości państwowej administracji leśnej w Polsce. – Mógłby tam na przykład stanąć pomnik Adama Loreta – snuje plany Dawidziuk.
 
Spór o Sękocin
O samym osiedlu zrobiło się głośno w 1997 r. Kilka lat wcześniej dyrekcja Lasów Państwowych postanowiła wybudować kolonię domów w atrakcyjnym miejscu, po to, by mieć kartę przetargową w negocjacjach ze specjalistami, których chciano ściągnąć do Warszawy.
– Specyfika pracy leśnika polega między innnymi na tym, że ma on mieszkanie służbowe, najczęściej w samodzielnej osadzie blisko lasu – tłumaczy Janusz Dawidziuk, który dyrektorem generalnym był także w tamtym okresie. – Płace były wtedy zamrożone, co wytrącało mi z ręki jeden z argumentów w rozmowach z potencjalnymi pracownikami Dyrekcji Generalnej. Ale atrakcyjne mieszkanie pod Warszawą to już było coś – opowiada dalej.
Z kilku propozycji lokalizacyjnych wybrano Sękocin – stosunkowo niedaleko od Warszawy, na własnym gruncie porolnym, blisko lasu – i rozpoczęto budowę. Kiedy jednak właśnie w 1997 r. kontrolerzy NIK zakwestionowali zasadność i sposób budowy osiedla, zarzuty podchwyciła prasa.
– Tak naprawdę istotą sporu była interpretacja przepisów – mówi dziś Janusz Dawidziuk. – Nikt z nas przecież nie chciał świadomie łamać prawa, zresztą naszą interpretację potwierdziła prokuratura, umarzając śledztwo w tej sprawie – dowodzi.
Kwestionowano wówczas zasadność przeznaczenia na budowę środków z funduszu leśnego, usytuowanie samego osiedla – według oponentów na terenie chronionym, sposób wyboru wykonawcy budowy, prowadzenie inwestycji rzekomo bez powiadomienia nadleśnictwa i na podstawie zezwoleń wydanych z pogwałceniem prawa. Wszystkie te zarzuty dyr. Dawidziuk odpiera.
– Najprostszy do odrzucenia jest zarzut o niezgodnej z prawem lokalizacji – mówi. – Dziś wokół Eko-Sękocina wyrosły rozmaite obiekty. Budynki mieszkalne, usługowe, handlowe. Czyżby wszyscy budowali nielegalnie? – pyta retorycznie. Za absurdalne uważa także zarzuty dotyczące niepoinformowania nadleśniczego (LP dysponują nawet stosownym oświadczeniem) i wyboru wykonawcy. Mimo że w tamtych czasach Lasy nie podlegały rygorowi zamówień publicznych, ogłoszenie o konkursie ofert znalazło się w prasie i powołano komisję przetargową, która wyłoniła zwycięzcę.
Także zarzut o niewłaściwym wykorzystaniu środków funduszu leśnego dyr. Dawidziuk kwestionuje. – To jest właśnie przykład różnicy w interpretowaniu prawa – mówi. – Zawsze będę uważał, że budowa mieszkań dla kadry mieści się w ustawowym zapisie o „tworzeniu infrastruktury niezbędnej do prowadzenia gospodarki leśnej”, bo przecież nie da się jej prowadzić bez leśników, a im lasy muszą zapewnić mieszkanie – przekonuje.
Pozostaje jeszcze jeden zarzut – o prowadzenie budowy na podstawie nielegalnie zdobytych dokumentów. W nim – jak przyznaje sam dyrektor – tkwi ziarno prawdy, tyle że nie obciąża on Lasów Państwowych. W trakcie budowy wykonawca złożył LP ofertę kupna części działki, na której miało być postawione osiedle. W Dyrekcji Generalnej przyjęto ją – jak wspomina dyrektor Dawidziuk – bez entuzjazmu, ale zaczęto się nad tym zastanawiać. Tymczasem zanim jakakolwiek decyzja została podjęta, okazało się, że firma na podstawie upoważnień na budowę Eko-Sękocina zdobyła także pozwolenie na inną inwestycję i jakiś budynek tam już powstaje. Jak doniosła prasa, stawiano willę dla ówczesnego ministra finansów Grzegorza Kołodki…
Prokuratura nie dopatrzyła się w poczynaniach Lasów Państwowych znamion przestępstwa i sprawę umorzyła. Niesmak jednak pozostał. Po prasowych doniesieniach o rzekomym bizantyjskim przepychu wnętrz już ukończonych budynków, nikt nie chciał realizacji pomysłu utworzenia osiedla dla pracowników LP. Postanowiono Eko-Sękocin sprzedać.
Jednak kolejne próby nie przynosiły efektów. Na rynku nieruchomości trwała stagnacja i nie można było znaleźć chętnego na wyłożenie kilkunastu milionów za opuszczone osiedle. Ostatni z przetargów został unieważniony. Dyrektor Janusz Zaleski wspomina, że zgłosili się do niego adwokaci osób, które osiedle chciały potraktować jako rodzaj zwrotu za utracone mienie zabużańskie. Naczelna Izba Kontroli zapytana oficjalnie o to, czy taka forma sprzedaży wypełniłaby jej zalecenia odparła, że nie, bo „papiery zabużańskie” nie pokryją wydatków poniesionych na budowę z funduszu leśnego.
Kiedy Lasy Państwowe stały przed perspektywą wiecznego utrzymywania pustego osiedla, które trzeba było np. cały czas ogrzewać, żeby budynki nie popadły w ruinę, pojawił się pomysł jednoczesnego rozwiązania dwóch problemów – nadmiaru pustej przestrzeni w Sękocinie i jej braku w budynku ministerstwa.
 
Szansa na spokój
Dziś w Eko-Sękocinie kończy się budowa biur, do których Dyrekcja Generalna LP przeniesie się jesienią, jest już prawie skończona sala konferencyjna, będą pokoje gościnne. Pięć mieszkań, które pozostawiono zgodnie z przeznaczeniem, jest już zasiedlonych. Mieszkają tam m.in. naczelnicy wydziałów informatyki i plano­wania, co według dyrektora Dawidziuka dowodzi sensowności pierwotnego pomysłu – wybudowania osiedla dla fachowców.
Willę wicepremiera nakazano rozebrać. Dziś po niej nie ma już śladu i wszyscy mają nadzieję, że może wreszcie wokół Eko-Sękocina zapanuje spokój.

Artur Rumianek