Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Media Prasa leśna „Echa Leśne” Archiwum 2005 Echa Leśne 03/2005

Echa Leśne 03/2005

przez admin Ostatnio zmodyfikowane 2005-04-18 13:41

Uchwalony ponad siedem lat temu Protokół z Kioto wreszcie wszedł w życie. Czy rzeczywiście pozwoli ograniczyć skutki tzw. efektu cieplarnianego?

Lepsze to niż nic

9 lutego mieszkańcy Kiribati, wyspiarskiego państewka na Oceanie Spokojnym, na własnej skórze odczuli potrzebę ograniczenia emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Wczesnym rankiem 29 z 33 zamieszkanych wysepek zaatakowały 2,5-metrowe fale pławowe. Koralowe atole, ledwie wystające ponad poziom oceanu, zostały całkowicie zalane.
– Fale wdarły się do naszej wioski i zalały wszystkie domy, uprawy, a nawet zbiornik wody pitnej. Wskakiwaliśmy na dachy naszych chat, albo do łodzi, bo nie było gdzie uciekać – opowiada Tiaon Bwere, rybak z wioski Betio.
Zniszczona lub poważnie uszkodzona została znaczna część domów i infrastruktury na zamieszkanych wyspach. Ofiar nie odnotowano, kilka osób zatruło się skażoną wodą i potrzebowało pomocy lekarskiej.
Zdaniem ekspertów organizacji Greenpeace, fale które zalały Kiribati zostały spowodowane przyciąganiem Księżyca. Ich występowanie na Pacyfiku jest zjawiskiem naturalnym. Jednak wielkość fal i gwałtowność przypływu zaskoczyły ekspertów.
– Czegoś takiego jeszcze nie notowaliśmy. A można przypuszczać, że to tylko początek i będzie gorzej – mówi klimatolog Stephanie Tunmore. Jej zdaniem przyczyną gwałtownego przypływu w Kiribati jest tzw. efekt cieplarniany, czyli globalne ocieplenie klimatu spowodowane przez zanieczyszczanie powietrza dwutlenkiem węgla i innymi gazami przemysłowymi.
– Poziom dwutlenku węgla w atmosferze jest dzisiaj wyższy niż w ciągu ostatnich 420 tysięcy lat. Naukowcy ostrzegają, że zmiany klimatu spowodowane jego nagromadzeniem zachodzą szybciej, niż się spodziewano jeszcze kilka lat temu – mówi Wojciech Stępniewski z polskiego oddziału Światowego Funduszu na rzecz Przyrody (WWF).
Podwyższenie średniej temperatury powoduje topnienie lodów Arktyki i Antarktyki, co skutkuje z kolei podnoszeniem się średniego poziomu wody w oceanach i zmianami w globalnym klimacie. Poza zalewaniem koralowych wysp na Pacyfiku, efekt cieplarniany powoduje również np. katastrofalne susze w Europie i gwałtowne, srogie zimy w Ameryce.
 
Recepta – ograniczać
Zdaniem wielu ekspertów ratunkiem dla światowego klimatu jest ograniczenie emisji tzw. gazów cieplarnianych wywołujących podgrzewanie powietrza w atmosferze. To właśnie przewiduje dokument uchwalony podczas sesji ONZ w japońskim mieście Kioto w 1997 r., nazywany Protokołem z Kioto, który w połowie lutego nabrał mocy prawnej.
Zdaniem WWF i Greenpeace protokół jest jednym z najważniejszych międzynarodowych rozwiązań, mających na celu powstrzymanie globalnego ocieplenia. Przewiduje on, że państwa sygnatariusze muszą do 2012 r. zredukować o 5 proc. emisję gazów cieplarnianych w porównaniu z poziomem z końca lat 80.
Główny z gazów, o których wspomina protokół, to dwutlenek węgla (CO2), w większości pochodzący ze spalanych paliw. Wymienione są także metan (CH4), wydzielany przez gospodarkę rolną i powstający na wysypiskach śmieci oraz podtlenek azotu (N2O), będący rezultatem stosowania nawozów sztucznych. Umowa dotyczy także gazów używanych w przemyśle – fluorowęglowodoru (HFC), perfluorokarbonu (PFC) oraz sześciofluorku siarki (SF6). Służą one jako środki chłodzące, przewodniki ciepła oraz izolatory.
 
Amerykańskie wątpliwości
Nie wszyscy jednak podzielają opinię, że ograniczenie zanieczyszczenia powietrza spowoduje cofnięcie efektu cieplarnianego. Wśród 141 państw, które podpisały się pod protokołem, nie ma największych trucicieli: USA i Australii.
– Nie ma żadnych jednoznacznych dowodów na to, że emisja dwutlenku węgla i innych gazów przemysłowych do atmosfery jest odpowiedzialna za globalne ocieplenie. Nie mogę więc stawać na drodze rozwoju naszej gospodarki – argumentował prezydent USA George W. Bush. Równocześnie, kilka dni później przedstawił jednak Kongresowi projekt ustawy ograniczającej emisję gazów wytwarzanych przez elektrownie do powietrza (m.in. rtęci, dwutlenku siarki i tlenków azotu) o mniej więcej 70 proc.
Niektórzy amerykańscy naukowcy krytykują również Protokół z Kioto za zbyt małe wymagania wobec producentów zanieczyszczeń, niemogące powstrzymać globalnego ocieplenia. Działacze organizacji ekologicznych odpowiadają jednak, że lepsze to niż nic.
– Protokół z Kioto jest przełomem, bo zmiany klimatu następują i od nas zależy, jakie będą ich konsekwencje. Powinniśmy traktować ten dokument jako pierwszy krok w walce o przyszłość planety – mówi Wojciech Stępniewski z WWF.

Przemysław Przybylski

Polska już dawno wypełniła wymagania Protokołu z Kioto. Jako jeden z krajów sygnatariuszy zobowiązani byliśmy zredukować emisję o 6 proc. w porównaniu z 1988 r. Tymczasem redukcja sięgnęła już 30 proc. Jak to możliwe? Limity z Kioto oparto na danych z połowy lat 80., gdy polski przemysł ciężki pełną parą zatruwał środowisko. Dziś wiele zakładów trucicieli już nie istnieje, a w pozostałych zainwestowano w ochronę środowiska. Dzięki takiemu korzystnemu zbiegowi okoliczności nasz kraj ma spore „oszczędności” w stosunku do ilości zanieczyszczeń określonych w protokole dla krajów Unii Europejskiej (od ustanowionego progu dzieli Polskę aż 140 mln ton CO2).
Od początku marca rządy wszystkich krajów Unii przyznają przedsiębiorstwom z branż: energetycznej, metalurgicznej, produkcji szkła, cementu i papieru limity na emisję zanieczyszczeń. Przekroczenie limitu choćby o jedną tonę grozi drakońskimi karami. Polskie firmy nie muszą się martwić, bo nasz rząd przyznał im limity ze sporym zapasem, ale wiele przedsiębiorstw z Europy Zachodniej dostało znacznie mniejsze limity niż wynoszą ich potrzeby. Żeby nie płacić kar, firmy te będą musiały teraz zainstalować lepsze filtry albo… kupić brakujące części limitu w Polsce. Już wkrótce ma powstać specjalna giełda, na której fabryki będą mogły handlować swoimi wolnymi limitami za gotówkę (wstępne szacunki wskazują, że tona CO2 będzie kosztować około 10 euro). Komisja Europejska niezbyt chętnym okiem patrzy jednak na te plany. Wolałaby, aby firmy więcej inwestowały w ekologiczne technologie, niż kupowały papierowe zezwolenia i nadal zanieczyszczały atmosferę. (PP)