Echa Leśne 02/2005
Gruba warstwa zmarzniętego śniegu okrywa szczelnie nieregularne kształty. Gdzieniegdzie spod śniegu wyłania się wielka stojąca karpa lub złamany wpół świerk. Poza tym niewiele wskazuje, że jeszcze niedawno był tu las.
Powiało w Ujsołach
W prognozach pogody silny wiatr zapowiadano od kilku dni, jednak wciąż nie nadchodził. Lał tylko deszcz, a jeszcze niezamarznięta ziemia szybko nasiąkała wodą. Już wydawało się, że przewidywany huragan przejdzie bokiem. Już leśnicy z Nadleśnictwa Ujsoły mieli nadzieję, że tym razem ich górskie lasy będą oszczędzone. Niestety, 19 listopada 2004 r. wiatr nadszedł. Płytkie korzenie świerków nie wytrzymały, nie zatrzymała ich rozmiękła od deszczu gleba. Drzewa zaczęły się przewracać.
– Wiatr nadszedł w środku dnia. Byłem przy tym, obserwowałem wszystko z domu. Przyszedł podmuch, taki deszcz ze śniegiem. Wiało silnie przez 15, może 20 minut i las runął – wspomina leśniczy Jacek Kotrys z leśnictwa Glinka. – Potem tylko przewracało drzewa osłabione pierwszym uderzeniem…
Największy w historii
Nadleśniczy Józef Worek pracuje w Ujsołach od 28 lat, ale takich strat jeszcze tu nie widział. Były co prawda huraganowe wiatry, ale żaden z nich nie powodował szkód większych niż 10–20 tys. m sześc. drewna. Tym razem padło blisko 70 tys. metrów. Przy rocznym etacie pozyskania rzędu 100 tys. to wielkość ogromna. Ten sam wiatr spowodował straty w całej południowej Polsce – największe w RDLP Katowice (540 tys. m sześc.; najwięcej w Nadleśnictwach Ujsoły i Kobiór – po 70 tys.) oraz RDLP Kraków (250 tys. m sześc.). Szkody w polskich lasach są jednak niewielkie w porównaniu ze spustoszeniem, jakie żywioł spowodował na Słowacji (głównie w Tatrach), gdzie padło 5 mln m sześc. drewna.
W Ujsołach najbardziej ucierpiały świerczyny. Stojące obok nich na niektórych powierzchniach modrzewie przetrwały dzięki głębszym systemom korzeniowym oraz zimowemu brakowi igieł. Niewielkie szkody wyrządził też wiatr w buczynach. Gorzej było z jodłą – wiele z drzew nie wytrzymało naporu wiatru. Największe szkody poniosło leśnictwo Glinka (17 tys. m przy rocznych planach rzędu 5 tys.) oraz Kiczora i Nickulina. Wiatr łamał zarówno pojedyncze drzewa wewnątrz drzewostanów, jak i całe kilkuhektarowe połacie lasu. Te kompletnie wylesione obszary to w sumie 60–70 ha.
Wyścig z kornikiem
Najważniejsze zadanie leśników z Ujsoł to zakończyć pozyskanie drewna przed rójką kornika drukarza, czyli do końca maja. Właśnie wtedy na swoje gody ruszy pierwsza generacja tego owada. Szczególnie groźny może być w dolinach, gdzie w ciągu roku potrafi wyprowadzić trzy generacje. Wyżej, gdzie sezon wegetacyjny jest krótszy, zwykle tylko jedną. Pozostawione w lesie drzewa z wiatrołomów stanowiłyby doskonałą bazę do rozwoju tego owada, który szczególnie w ostatnich latach przysparza leśnikom w karpackich świerczynach ogromnych kłopotów. Tylko w Nadleśnictwie Ujsoły w ubiegłym roku pozyskano 80 tys. metrów drewna świerkowego z tzw. posuszu, czyli drzew zasiedlonych przez te owady. Jeszcze gorzej jest w lasach prywatnych, w których ochrona lasu często nie nadąża za zagrożeniami. Tam, zdaniem leśników, kornik już dokonał swego dzieła i w wielu miejscach zlikwidował świerki; ich miejsce zajęły głównie samosiejki brzozy.
Do podobnej sytuacji leśnicy z Nadleśnictwa Ujsoły nie chcą dopuścić, szczególnie, że świerk, licząc masę, stanowi aż 95 proc. zasobów nadleśnictwa. Jego udział jednak systematycznie spada na skutek prowadzonej od lat 60. przebudowy drzewostanów. Widać to po strukturze gatunkowej w młodszych drzewostanach, gdzie świerka jest już tylko 60 proc., a resztę stanowią m.in. buki i jodły. Te dwa gatunki, niegdyś naturalnie występujące na tym terenie, szczególnie udanie odnawiają się w ostatnich latach. Być może, jak spekulują niektórzy, dzięki ociepleniu klimatu.
Na poklęskowych powierzchniach i w składnicach drewna pracuje ponad 150 osób. Leśniczym z najbardziej zrujnowanych wiatrem leśnictw do pomocy oddelegowano koleżanki i kolegów z sąsiednich leśnictw. Do końca stycznia udało się pozyskać 20 tys. m sześc. drewna, na kolejne miesiące, do czerwca, zostało przeciętnie po 10–15 tys. Na szczęście znaleźli się odbiorcy drewna, podpisano umowy i surowiec wyjeżdża szybko ze składnic, choć nadleśniczy Józef Worek obawia się, że kłopoty ze zbytem mogą jeszcze nadejść. Drewno świerkowe pochodzące z powierzchni pohuraganowych jest dobrej jakości, dzięki temu, że wiatr świerków nie łamie na drzazgi jak np. sosny, lecz przewraca razem z korzeniami.
Tonowe bierki
Uprzątanie wiatrołomów w górach to piekielnie trudne zajęcie. Choć na szczęście w większości przypadków wiatr przewracał drzewa w jednym kierunku, a nie plącząc je we wszystkich możliwych, to i tak praca przypomina grę w gigantyczne bierki, gdzie niektóre elementy ważą ponad tonę. Drzewa bowiem przewracały się jedno na drugie tworząc ogromne stosy, a pracę dodatkowo utrudniają wyrwane z gleby rozległe systemy korzeniowe świerków.
– Wygląda to jak pobojowisko. Na początek trzeba odciąć drzewo leżące na wierzchu – tłumaczy Józef Worek. – Potem ciągnikiem ściągać po kolei następne leżące na stosie. Czasami ciągniki zrywkowe nie dają rady. Wtedy trzeba użyć jeszcze cięższego sprzętu – koparki – mówi. Mróz, który nadszedł w styczniu, znacznie utrudnił pracę. Zamarznięta skorupa śnieżna o grubości kilkudziesięciu centymetrów stworzyła barierę, przez którą trudno jest się przebić. Między innymi dlatego w wielu miejscach na uprzątniętych już powierzchniach wciąż stoją wyrwane z ziemi karpy z ogromnymi płaskimi systemami korzeniowymi. Karpy te trzeba z powrotem położyć na ziemię. Po pierwsze po to, by się nie przewróciły, po drugie – ponieważ pomiędzy korzeniami znajduje się zmarznięta ziemia z warstwami organicznymi, niezwykle cennymi na płytkich górskich glebach. Dopiero po ułożeniu karp na ziemię sadzić się będzie wokół nich młode drzewka.
Inaczej wygląda praca w miejscach, gdzie przewrócone pojedyncze drzewa rozproszone są w drzewostanach, które przetrwały. Tam, na stromych stokach, jedynym możliwym środkiem transportu kłód jest koń. Wozacy dokonują ekwilibrystycznych sztuk, by wyciągnąć z lasu zwalone drzewa. Nadleśniczego martwi tylko fakt, że za kilka lat może wozaków i ich zwierząt zabraknąć, bo coraz mniej młodych ludzi chce pracować z końmi w lesie.
Słońce dla wszystkich
Na składnicach w Ujsołach pracują nie tylko leśnicy i pracownicy zakładów usług leśnych. Łyko z tutejszych świerków znalazło bowiem dość niezwykłe zastosowanie. Pozyskiwane jest w długich na pół metra i wąskich paskach zwanych skórkami. Potem suszy się je na słońcu, jednak nie na wiór, lecz tak, by były wciąż sprężyste i elastyczne. Następnie przyjeżdżają po nie ciężarówki i wywożą je do… Francji, gdzie używa się ich do tworzenia opakowań na sery. Miesięcznie pozyskuje się około 50 ton skórek, a współpraca trwa już ponad 10 lat.
Skórkarze, jak miejscowi nazywają ludzi pracujących przy pozyskaniu łyka, cieszą się ze słonecznej zimowej pogody. Słońce sprawia, że drzewa nie są zmarznięte i łatwiej oderwać kawałki łyka. Dwóm wprawnym ludziom praca przy jednym dorodnym świerku zajmuje mniej więcej godzinę. Zajęcie przy pozyskiwaniu łyka znalazło ponad 100 osób – to dużo, zważywszy na 20-procentowe bezrobocie w regionie.
Łagodna, słoneczna zima przydałaby się wszystkim. Najlepsza do pracy przy uprzątaniu wiatrołomów jest bowiem lekka zima z małymi opadami śniegu. Gdy śnieg jest za głęboki, nie da się pracować, bo nie można ciężkim sprzętem wjechać na powierzchnie robót. Gdy z kolei przyjdzie szybkie ocieplenie, zrobi się błoto i kornik szybciej rozpocznie rójkę.
Artur Rutkowski

