Echa Leśne 03/2004
Białowiescy leśnicy oskarżani są o przerabianie najstarszych puszczańskich drzew na deski. Tymczasem nadal obowiązuje zakaz wycinki ponad stuletnich drzewostanów, któremu nie podlegają jedynie świerki zasiedlone przez kornika.

Niespodziewanie istotami najbardziej zagrożonymi na terenie Puszczy Białowieskiej stali się... leśnicy. Polowanie na nich odbywa się za pośrednictwem części tzw. środków masowego przekazu. Bez żenady publikowany jest tam pogląd, że leśnicy niszczą puszczę wyrąbując ją po kawałku, wobec czego należy ich stamtąd usunąć. Żaden poważny znawca tematyki leśnej, ochrony przyrody czy ekologii interesujący się białowieską problematyką nie zgodzi się oczywiście z taką oceną ich pracy. Na łamach prasy, która z natury rzeczy poszukuje sensacji, na ten temat wypowiadają się jednak przeważnie osoby, które niezależnie od stopnia swej kompetencji prezentują bardzo radykalne stanowisko w sprawach ekologii. Ich zdaniem cała puszcza, a nie jak dotychczas szósta jej część, powinna stać się parkiem narodowym stanowiącym w dodatku jeden, wielki, ścisły rezerwat, w którym jakakolwiek ingerencji człowieka byłaby zabroniona. Taki pomysł trafia do przekonania wielu ludzi, którzy popierają szlachetną ideę ochrony przyrody. Niezbyt jednak orientują się w białowieskich realiach i nie mają pojęcia na czym polega praca tamtejszych leśników zarządzających pozostałą częścią puszczy.
Próba dotarcia do tej części opinii publicznej i zmiany jej nastawienia podjęta została podczas spotkania kilkudziesięciu dziennikarzy reprezentujących rozmaite redakcje prasowe z min. ochrony środowiska Czesławem Ślezakiem oraz dyr. generalnym Lasów Państwowych Januszem Dawidziukiem, które odbyło się 6 lutego br. w Hajnówce. Uczestniczył w nim także Włodzimierz Cimoszewicz – min. spraw zagranicznych, a zarazem poseł z tego regionu i miłośnik Puszczy Białowieskiej. Spotkanie poprzedzone było wyjazdem do lasu, gdzie dziennikarze oprowadzani przez dyrektorów właściwej dla tego terenu białostockiej dyrekcji LP Zbigniewa Godlewskiego i Piotra Zbrożka oraz profesora Instytutu Badawczego Leśnictwa Aleksandra Sokołowskiego naocznie mogli się przekonać, na czym polega gospodarowanie tutejszych leśników. Obserwacje w terenie i dyskusje z tym gronem znawców puszczańskich zagadnień mocno podważyły wiarygodność radykalnych, powołujących się na ekologię opinii publikowanych do tej pory w prasie.
Ogromne połacie lasów, do których ścisłej ochrony się nawołuje w niczym nie przypominają utrwalonego w świadomości społecznej obrazu odwiecznych ostępów Puszczy Białowieskiej. Była ona przez wieki poddana ochronie przez królów Rzeczpospolitej, ale też kolonizowana i użytkowana. Użytkowanie nasiliło się w ciągu dwudziestu pięciu lat po rozbiorach, kiedy to jej fragmentami obdzielano carskich dostojników, którzy do woli trzebili las. W następnym dwudziestoleciu puszcza odetchnęła, gdyż postanowiono, że będzie stanowiła rezerwę drewna dla potrzeb budowy okrętów i eksploatację mocno ograniczono. Potem ograniczenia jednak zniesiono i dopiero na dziesięć lat przed końcem XIX w. zaprzestano wyrębu tworząc tzw. carskie apanaże, czyli prywatne tereny łowieckie rosyjskiej rodziny panującej.
Rabunkowej eksploatacji puszcza została poddana w czasie I wojny światowej przez Niemców, którzy w ciągu trzech lat wycięli 5 mln m sześć. drewna sadząc w miejsce lasów mieszanych świerkowe monokultury. Podobną pazernością wykazali się Anglicy z firmy „European Century Timber Co.”, która w latach 1924 - 29 otrzymała koncesję na wyrąb lasu. Tzw. centura pozyskała wprawdzie mniej drewna niż Niemcy, bo 1, 5 mln m sześć. ale plądrowała za to drzewostany wycinając z nich samowolnie najdorodniejsze drzewa, albo dokonywała wielkich, stuhektarowych zrębów nie dbając o ich odnowienie. W miejscu pierwotnych drzewostanów z przewagą dębu pojawiły się więc samosiewy drzew lekkonasiennych – brzozy i osiki. W ciągu niecałych dwóch lat na początku II wojny światowej wyczyn Anglików powtórzył sowiecki okupant. Za PRL wielkość pozyskania drewna na okrojonym przez granicę terytorium puszczy wynosiła nawet ok. 230 tys. m sześć. drewna rocznie, a jeszcze w połowie lat 70. utrzymywała się na poziomie 170 tys. m sześc.
W 1996 r. dwukrotnie powiększono Białowieski Park Narodowy włączając doń najlepiej zachowane fragmenty puszczy. W następnych latach przeprowadzono badania w celu ustalenia, ile jeszcze drzewostanów naturalnych lub zbliżonych do nich charakterem pozostaje pod zarządem LP. Obliczono, że zajmują one jeszcze 6, 7 proc. powierzchni tj. 3, 6 tys. ha. Wszystkie one trafiły do utworzonego w 2003 r. rezerwatu, który liczy 8, 6 tys. ha. Obecnie ochroną rezerwatową LP objęły powierzchnię liczącą ok. 12 tys. ha, podczas gdy park narodowy obejmuje 10, 5 tys. ha.
Poza rezerwatami i parkiem narodowym pozostały więc lasy całkowicie zmienione lub nawet zdewastowane wskutek gospodarki człowieka. Paradoksalne jest to, że ci którzy nawołują do usunięcia leśników z puszczy formułują cel tożsamy z ich zamiarami wobec tych drzewostanów. Wszyscy zgadzają się bowiem, że powinien je zastąpić las jak najbardziej zbliżony do naturalnego. Chcąc osiągnąć taki stan rzeczy leśnicy zabrali się za przebudowę „pocenturowskich” drzewostanów brzozowo – osikowych. Wycinają w nich gniazda o wielkości do 50 arów i sadzą na nich dąb z domieszką klonu i lipy dążąc do otrzymania zróżnicowanego wiekowo lasu o pierwotnym składzie gatunkowym. Ich przeciwnicy odsądzają ich za to od czci i wiary głosząc pogląd, że przyroda musi dokonać takiej przebudowy sama, w drodze naturalnej sukcesji, i trzeba dać jej na to czas - od 200 do 500 lat.
Do pognębienia leśników w oczach opinii publicznej służy też rozpowszechnianie wieści, że w nowym planie urządzania lasu przyjętym dla puszczańskich nadleśnictw dopuszcza się wycinanie ponad stuletnich drzew, co od dłuższego czasu było zakazane. Tymczasem zakaz ten w dalszym ciągu utrzymano wobec dębów, jesionów, klonów i wiązów, a więc drzew dla puszczy najcenniejszych, a zniesiono jedynie wobec innych gatunków w drzewostanach podlegających przebudowie. Te zaś nie osiągnęły przecież jeszcze wieku stu lat, więc jedynymi drzewami wycinanymi mimo jego przekroczenia są świerki masowo atakowane przez korniki. Leśnicy starają się przeciwdziałać gradacji tych owadów usuwając z lasu zasiedlone drzewa. Tak samo postępuje się także w parku narodowym poza terenem wydzielonego w jego obrębie rezerwatu ścisłego. Charakterystyczne, że tylko administracja LP jest potępiana za takie działanie. Jednakże pogląd o konieczności przerobienia przez korniki w krótkim czasie ok. 3 mln m sześc. puszczańskich świerków na posusz w imię ekologii, wydaje się leśnikom tak niedorzeczny, że kwitują go wzruszeniem ramion.
Z ekologicznego zamętu wokół puszczy wyłaniają się coraz nowe i często sprzeczne z sobą żądania. Np. postuluje się, aby leśnicy nie sadzili drzew, bo posieją się same, a jednocześnie skoro już je posadzą, to nie chronili ich przed zwierzyną płową, bo ona chce sobie pojeść. Oskarża się leśników o „przerabianie puszczy na deski”, chociaż decyzja ministra zatwierdzająca nowy plan urządzania lasu wyraźnie mówi, że nadleśnictwa pozyskując drewno nie mogą się kierować względami ekonomicznymi. Muszą jedynie wykonywać cięcia wynikające z potrzeb pielęgnacyjnych, sanitarnych i przebudowy drzewostanów.
Polujący na białowieskich leśników nie przewidzieli dla nich w puszczy żadnego rezerwatu, dlatego publiczna dyskusja nawet z najbardziej absurdalnymi, „ekologicznymi” zarzutami jest konieczna, a LP muszą nieustannie dowodzić społeczeństwu swych racji.

