Narzędzia osobiste
Jesteś w: Start Redakcja Rafał Śniegocki Aktualności Michniów nosi się w sercu

Michniów nosi się w sercu

przez Sniegocki Ostatnio zmodyfikowane 2006-09-08 11:19

Michniów to mała miejscowość, którą rokrocznie wiele osób mija w czasie podróży w Góry Świętokrzyskie. Skrywa ona jednakże straszną historię, która wydarzyła się tu podczas II wojny światowej. Historię, która splata się z gospodarką leśną prowadzoną tu od lat.

Michniów nosi się w sercu

Ewa Kołomańska i Eugeniusz Bugała. W hołdzie ofiarom zbrodni hitlerowskich powstaje w Michniowie las krzyży

Podczas pacyfikacji, 63 lata temu, hitlerowcy zamordowali tu 203 osoby. Wśród ofiar byli również leśnicy. W pogromie życie stracił gajowy Władysław Wikło i jego siedmioosobowa rodzina. Hitlerowcy splądrowali gajówkę gdzie mieszkała rodzina Wikłów i spalili całe obejście. Miejsce to upamiętnia obelisk z tablicą pamiątkową oraz stojący obok krzyż.

Gdyby nie leśnicy, to miejsce uległoby całkowitemu zapomnieniu – mówi Eugeniusz Bugała leśniczy Leśnictwa Michniów, stojąc przed obeliskiem upamiętniającym śmierć rodziny Wikłów. - Przeszłość coraz mniej interesuje współczesnych. A przecież to nasza historia. Wiele osób jadących w Góry Świętokrzyskie chętnie zatrzymałoby się, aby ją poznać - dodaje.

O to, aby nigdy nie zapomniano o tragedii tutejszej ludności dba Ewa Kołomańska. Z wykształcenia jest historykiem i poświęciła swoje życie zawodowe na pracę w Domu Pamięci Narodowej w Michniowie. – Myliłby się ten, kto sądzi, że Michniów to zamknięta karta historii. Ciągle napływają nowe dokumenty z IPN – mówi Ewa Kołomańska. Rozmiary tragedii pokazuje las krzyży w pobliżu Domu Pamięci. – Chcemy, aby każda miejscowość, którą spotkała tragedia podobna do naszej postawiła tu swój krzyż pamięci – mówi. Z dokumentów zgromadzonych przez historyków wynika, że powinno tu stanąć co najmniej 817 krzyży.

Uwagę zwiedzających zwraca egzotycznie wyglądającą na tle Gór Świętokrzyskich metasekwoja rosnąca obok muzeum. To drzewo przyjaźni, posadzone przez grupę pielgrzymów z Niemiec. Symbol pamięci, pojednania i prośba o wybaczenie. Nad metasekwoją góruje kasztanowiec. Drzewo ma również znaczenie symboliczne. Było świadkiem pacyfikacji. Niemal spłonęło. Po latach znów pojawiły się na nim liście. Odżyło, tak jak Michniów.

Odbudowa Michniowa nie była zadaniem łatwym. Dużą rolę w tym procesie odegrał leśniczy Hipolit Borowski, który objął leśnictwo Michniów tuż po wojnie. Jak mówi jego córka, Halina Borowska, kto się tu wychował, bez względu czy pozostał, czy wyjechał, nosi Michniów w sercu. Pamięta opowieści ojca o początkach jego pobytu tutaj. Ponieważ kraj wymagał odbudowy, było wielkie zapotrzebowanie na drewno. Różnej maści kontrolerzy i komisarze mieli za złe ojcu, że pozwala miejscowym korzystać z pozyskiwanego w miejscowych lasach drewna i odbudowywać spalone domostwa. Zobowiązani byli oddawać kontyngent drewna państwu. – To było balansowanie na cienkiej linie – mówi Borowska.

Pod koniec lipca, odprawiono mszę w intencji ofiar pacyfikacji Michniowa, podczas której poświęcono nowy krzyż, ufundowany przez Regionalną Dyrekcję Lasów Państwowych w Radomiu i Nadleśnictwo Suchedniów. Wśród osób oddających hołd pomordowanym, nie zabrakło leśników. – Tereny RDLP w Radomiu są usiane miejscami uświęconymi krwią walczących o wolność Polski – powiedział po mszy dyrektor RDLP w Radomiu Dariusz Bąk. - Naszą powinnością jest dbanie o ich należyty wygląd, na równi z ochroną przyrody. Las to nie tylko gospodarka, to także piękna historia, która niejednokrotnie lepiej opowiada losy naszej ojczyzny, niż podręczniki do historii - dodał.

Mariusz Turczyk
Rzecznik prasowy RDLP w Radomiu